"Nie" dla reformy emerytalnej
Duńskie związki zawodowe odpowiedziały wczoraj strajkami na zapowiedź reformy systemu emerytalnego. W akcji protestacyjnej wzięli udział m.in. duńscy dokerzy, bagażowi na międzynarodowym lotnisku w Kopenhadze, kierowcy miejskich autobusów. Protest ma być kontynuowany w weekend.
Premier Lars Loekke Rasmussen uważa, że przywileje emerytalne muszą zostać ograniczone, jeśli Dania chce zachować najwyższą ocenę ryzyka kredytowego. Co prawda na razie rentowność duńskich obligacji jest identyczna z niemieckimi. Jednak zadłużenie kraju wzrosło z 27 proc. PKB w 2007 roku do 49 proc. PKB obecnie.
Aby powstrzymać wzrost zobowiązań państwa, rząd chce stopniowo zlikwidować możliwość przechodzenia na emeryturę przed ukończeniem 65. roku życia. Z tego przywileju będą mogli korzystać tylko ci, którzy ukończyli już dziś 57 lat. Do tej pory z opcji wcześniejszego zaprzestania pracy korzysta co drugi Duńczyk. To jednak kosztuje państwo aż 16 mld koron (2,8 mld dol.) rocznie - odpowiednik 1 proc. PKB.
Rasmussen ma nadzieję, że po doświadczeniach kryzysu Duńczycy rozumieją, że bez reform nie uda się zachować stabilności finansowej państwa.
Z ankiety przeprowadzonej kilka dni temu przez agencję Gallupa wynika, że 44 proc. wyborców uważa Rasmussena za najlepszego kandydata na szefa rządu wobec 39 proc. jeszcze w grudniu.
Zdaniem prof. Kaspera Moellera Hansena z Uniwersytetu Kopenhaskiego, którego cytuje agencja Bloomberga, sprawa reformy systemu emerytalnego doprowadzi do rozpisania już w kwietniu wcześniejszych wyborów. Wielu Duńczyków obawia się bowiem, że jest to początek ograniczenia jednego z najbardziej hojnych systemów zabezpieczeń socjalnych na świecie. Rasmussen już zapowiedział, że konieczne będzie przesunięcie wieku emerytalnego z 65. do 67. roku życia.
J.Bie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu