Działkowcy wszystkich krajów - połączcie się
Ogrody
Wbrew pozorom ruch działkowy nie jest reliktem komunizmu. Ogródki działkowe istnieją w większości krajów Zachodu. Część z nich funkcjonuje w centrach metropolii.
Na Manhattanie średnia cena za metr kwadratowy ziemi sięga 25 tys. dol. Mimo to wciąż powstają tam nowe ogródki działkowe. Zwykle są dużo mniejsze pod względem powierzchni niż ich polskie odpowiedniki - na jedną rodzinę przypada średnio od 9 do 18 mkw. Niektóre ogródki nie są nawet podzielone na działki - ludzie wspólnie uprawiają grządki i dbają o rośliny. Zaś o wpływach Amerykańskiego Stowarzyszenia Ogródków Wspólnotowych świadczy to, że na jego ostatnim zjeździe była obecna first lady Michelle Obama.
Brytyjski ruch działkowy jest bardziej rozdrobniony. Nad Tamizą są 323 organizacje, z których 2/3 jest zrzeszonych w Narodowym Towarzystwie Działek i Ogrodów Wypoczynkowych (NSALG). Zgodnie z prawem z 1908 r. wystarczy kilkunastu ochotników, by gmina miała obowiązek przekazać im ziemię w użytkowanie. Opłata nie jest wygórowana - działkowiec zrzeszony w NSALG płaci rocznie 25 - 30 funtów (133 - 160 zł). Popyt na ogródki nie maleje: na liście oczekujących jest obecnie 87 tys. osób.
Większe problemy mają działkowcy w państwach postkomunistycznych. W Czechosłowacji władze przekazały im ziemię wywłaszczoną od "posiadaczy". Po upadku systemu okazało się, że część z nich wciąż ma tytuł prawny do ziemi, ale parlament przyjął ustawę niemal uniemożliwiającą odebranie poletek działkowcom. Na Słowacji sprawa przeszła przez wszystkie szczeble sądownictwa, trafiając ostatecznie do Strasburga, który uznał, że nie można zmuszać właściciela do dzierżawienia komuś ziemi, i to po zaniżonej stawce. Bratysława znowelizowała więc prawo, w wyniku czego opłaty za 700-metrowy ogródek wzrosły do 1,5 tys. euro rocznie. 90 proc. działkowców to emeryci i renciści, których nie stać na takie kwoty, więc działki są stopniowo przejmowane przez ekswłaścicieli i deweloperów.
Na Wschodzie tradycja wakacji na daczy sięga czasów Piotra Wielkiego. W czasach sowieckich wielu mieszkańców ZSRR pobudowało na nich drugie domy, niektóre wsie przekształciły się w osiedla daczników. Po upadku komunizmu, w latach 90., marchewka i ziemniaki z działki były dla wielu Rosjan, Białorusinów czy Ukraińców dodatkowym źródłem pożywienia. W 1995 r. 70 proc. rodzin z Mińska uprawiało własne warzywa. Część działek jest położona na obrzeżach miast, w punktach atrakcyjnych dla deweloperów. Na Ukrainie zdarzało się naginanie prawa, by wyprowadzić dany ogródek spod ochrony ustawy o działkach i zbudować centra handlowe.
Najlepiej działkowców chroni prawo w państwach niemieckojęzycznych. W RFN spośród 1 mln działkowców 3/4 dzierżawi ziemię od władz lokalnych na mocy umowy zawieranej na czas nieokreślony. Organizacje działkowe odgrywają tam rolę pośrednika między samorządem a jednostką. W Szwajcarii zasady posiadania działek regulują kantony, ale zlikwidować bądź zmienić położenie ogrodów działkowych można jedynie w drodze lokalnego plebiscytu.
Michał Potocki
Nino Dżikija
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu