Bezpieka silna, ale Rosji nie chroni
Zagrożenie terroryzmem nie maleje mimo15-krotnego wzrostu nakładów na bezpieczeństwo wewnętrzne. W ciągu dekady Moskwa zwiększyła wydatki w tej dziedzinie z 2,8 mld dol. w 2000 r. do 42 mld dol. w 2011 r.
Nieudany zamach na Władimira Putina - choć trudno będzie przekonać Rosjan o jego realności - prowokuje pytania o skuteczność Kremla w walce z terroryzmem. Zwycięstwo w wojnie z terrorystami, mimo radykalnego zwiększenia nakładów, wciąż wydaje się dalekie.
Rosyjskie media obiegła wczoraj sensacyjna wiadomość. Telewizja Pierwyj Kanał podała, że na początku lutego rosyjskie i ukraińskie służby specjalne udaremniły próbę zamachu na ubiegającego się o prezydenturę szefa rosyjskiego rządu. Część ekspertów sądzi, że tego typu doniesienia to kolejna przedwyborcza sztuczka władz, która ma zwiększyć popularność Putina na tydzień przed wyborami.
Nakłady rosną, bezpieczeństwo nie
Na utrzymanie względnego spokoju na Kaukazie, który jest postrzegany w Moskwie jako główne źródło zagrożenia dla bezpieczeństwa, Kreml nie szczędzi pieniędzy. W ciągu ostatniej dekady wydatki na system bezpieczeństwa wewnętrznego wzrosły ponadpiętnastokrotnie, z 2,8 mld dol. w 2000 r. do 42 mld dol. w 2011 r. Armia funkcjonariuszy służb specjalnych rozrosła się do 2 mln, a koszty jej utrzymania stały się priorytetową pozycją w budżecie federalnym, trzykrotnie przewyższając łączne wydatki na edukację i zdrowie.
Co więcej, do 2025 r. władze zamierzają przeznaczyć na rozwój kaukaskich regionów równowartość niemal 150 mld dol. Zdaniem Kremla te inwestycje przyczynią się do skoku gospodarczego na Kaukazie i odwrócenia się lokalnej ludności od islamskich radykałów. Z taką szczodrością nie spotkał się jeszcze żaden z rosyjskich regionów. Nawet kilkukrotnie większy od kaukaskiego, bogaty w surowce Daleki Wschód może liczyć na zaledwie 60 mld dol. w ciągu najbliższej dekady. Do wyłożenia pieniędzy głównie na rozwój infrastruktury turystycznej w górskim Kaukazie Kreml chce przekonać przede wszystkim zależne od niego wielkie państwowe korporacje, ale także prywatnych inwestorów.
Mimo to Kaukaz Północny pozostaje rosyjską piętą achillesową. Liczba zamachów terrorystycznych w kraju rośnie z roku na rok, a coraz więcej Rosjan ginie z rąk radykałów islamskich (w 2010 r. zginęło ponad 400 osób). Jak podaje FSB, o ile w 2000 r., po dojściu Putina do władzy, zorganizowano w Rosji 135 ataków terrorystycznych, do w 2010 r. było ich już 779. Islamska rebelia rozlewa się też na kolejne kaukaskie republiki, niebezpiecznie zbliżając się w pobliże Soczi, miejsca planowanych na 2014 r. igrzysk olimpijskich.
Zamach wpisany w kampanię
Do ataku na Putina - według ujawnionego wczoraj przez media scenariusza - miałoby dojść w przyszłym tygodniu. Niedoszli zamachowcy narodowości czeczeńskiej zamierzali zdetonować ładunek wybuchowy w pobliżu Prospektu Kutuzowa w centrum Moskwy w czasie przejazdu prezydenckiej kolumny samochodów. Zamachowcy wpadli przypadkowo. W jednej z ich kryjówek w Odessie doszło do eksplozji. Jeden zamachowiec zginął na miejscu, drugiego zatrzymała ukraińska milicja. Wkrótce potem specsłużby zatrzymały także trzeciego zamachowca, Adama Osmajewa. Jak wynika z ich zeznań, zamordowanie Putina zlecił przywódca kaukaskich islamistów Dokka Umarow.
- Do identycznej historii doszło tuż przed poprzednimi wyborami prezydenckimi w 2008 r. Wówczas służby specjalne również szczęśliwym trafem udaremniły zamach na Putina i Dmitrija Miedwiediewa. To bajka stworzona po to, by zapewnić zwycięstwo Putina w pierwszej turze - mówi DGP politolog Stanisław Biełkowski. - Putin na początku swojej kariery urósł w oczach Rosjan na bohatera, który ujarzmił kaukaskich separatystów. Taki wizerunek był kultywowany przez lata. Teraz władze odwołują się do tych samych emocji - dodaje Pawieł Salin z Centrum Koniunktury Politycznej w Rosji.
Armia agentów służb specjalnych rozrosła się do 2 mln 0sób
Herszt kaukaskiego terroru
Dokka Umarow od 2006 r., gdy został liderem czeczeńskich separatystów, jest człowiekiem numer jeden na liście celów rosyjskich służb specjalnych.
W tym czasie zdołał przekształcić ruch czeczeńskich separatystów w luźno powiązaną (na wzór Al-Kaidy) strukturę dżihadystów, walczących o powstanie na całym rosyjskim Kaukazie islamskiego emiratu. Liczebność jego oddziałów szacuje się na kilkaset osób, z tym że na miejsce zabitych i pojmanych stale rekrutowani są nowi ludzie.
mwp
@RY1@i02/2012/041/i02.2012.041.00000080c.803.jpg@RY2@
AP
To, czy niedawny potencjalny zamach na premiera Władimira Putina był możliwy, czy nie, zapewne nie okaże się nigdy
Nino Dżikija
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu