Dziennik Gazeta Prawana logo

Canarinhos ruszają po swój szósty tytuł

3 lipca 2018

Inauguracyjne spotkanie Brazylia - Chorwacja w cieniu tragedii. W wypadku zginął bratanek trenera gospodarzy Luiza Felipe’a Scolariego

Z niecierpliwością czekamy na inaugurację, odliczamy dni i godziny do pierwszego meczu - słowa pomocnika reprezentacji Brazylii Ramiresa chyba najlepiej oddają nastroje i samych Canarinhos, i ich kibiców, a także wszystkich fanów futbolu na całym świecie.

Dzisiejszy mecz w grupie I, w Sao Paulo (początek o godz. 22) Brazylia - Chorwacja zainauguruje mundial 2014. Gospodarze MŚ są uważani za faworyta. Także przez bukmacherów (kolejne lokaty w notowaniach zajmują: Argentyna, Niemcy, Hiszpania i... Belgia).

Własne boiska, doping kibiców, przystosowanie do trudnego klimatu, wiele gwiazd w drużynie (z Neymarem na czele), bardzo zgrana, praktycznie niezmieniająca się pierwsza jedenastka, brak kontuzji w ekipie, doświadczony trener - choćby tylko te argumenty przemawiają za tym, że Canarinhos mogą sięgnąć po swój szósty tytuł mistrza świata.

- Puchar Konfederacji (zdobyty przez Brazylię w ubiegłym roku u siebie - red.) pozwolił nam odzyskać wiarę w siebie. Teraz musimy powtórzyć to podczas mistrzostw świata - wyznał trener Luiz Felipe Scolari.

Nieoczekiwanie na drużynę gospodarzy spadł wielki cios. We wtorek w wypadku drogowym zginął 48-letni bratanek Scolariego, Tarcisio Joao Schneider, którego samochód zderzył się czołowo z ciężarówką w pobliżu Passo Fundo, rodzinnej miejscowości trenera. Los nie oszczędza Scolariego. W maju zmarł jego szwagier chorujący na raka. Nie wiadomo, czy wstrząśnięty kolejną rodzinną tragedią Scolari poprowadzi dziś drużynę. Wczoraj nie była znana data pogrzebu.

Brazylia z Chorwacją grały do tej pory ze sobą dwa razy. W 2005 r. w towarzyskim spotkaniu w Splicie padł remis 1:1, rok później w meczu fazy grupowej MŚ w Niemczech w Berlinie wygrali Canarinhos 1:0. Przed obecnym mundialem Brazylia pokonała Panamę 4:0 i Serbię 1:0, a Chorwacja wygrała z Mali 2:1 i Australią 1:0.

O ile gospodarze MŚ nie mają problemów kadrowych, o tyle ich rywale zmagają się z nimi od pewnego czasu. Na mundial w ogóle nie pojechał doświadczony stoper Josip Simunić (zdyskwalifikowany przez FIFA za faszystowski okrzyk wydany po rewanżowym barażowym meczu z Islandią), lewy obrońca Ivan Strinić i pomocnik Niko Krajncar. Dziś nie zagra także inny lewy defensor Danijel Pranjić, który w meczu z Australią doznał kontuzji stawu skokowego. Z kolei za czerwoną kartkę, otrzymaną w spotkaniu z Islandią, będzie dzisiaj pauzował napastnik Mario Mandżukić.

Trener Niko Kovać ma jednak w składzie takie gwiazdy, jak pomocnicy Luka Modrić i Ivan Rakitić. A także urodzonego w... Rio de Janeiro napastnika Eduardo da Silvę, który w 1999 r., mając 16 lat, wyjechał do Chorwacji na zaproszenie Dinama Zagrzeb. 3 lata później dostał obywatelstwo tego kraju, a w 2004 r. zadebiutował w reprezentacji Chorwacji.

- Nigdy bym nie pomyślał, że będę przeżywał coś takiego: jako Brazylijczyk wystąpię na mundialu we własnym kraju, ale w barwach innej drużyny. A do tego na inaugurację trafiam na Canarinhos. Nie mogę się już tego doczekać. Czuję się jak przed pierwszą randką - wyznał Eduardo.

Jerzy Filipiuk

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.