Niemcom wolno ratować strefę euro
Nieco w cieniu konfliktu wokół Krymu niemiecki trybunał konstytucyjny orzekł wczoraj, że udział Republiki Federalnej w unijnych mechanizmach antykryzysowych, w tym w szczególności w Europejskim Mechanizmie Stabilizacyjnym (powszechnie używany angielski skrót - ESM), nie jest sprzeczny z jej ustawą zasadniczą. Sędziowie uznali, że Bundestag ma wystarczające mechanizmy do kontrolowania wydatków kraju, bo jakiekolwiek zwiększenie wkładu ponad ustalone już 190 mld euro oraz wszelkie inne zmiany w statusie ESM i tak wymagają zgody parlamentarzystów, zatem pozew, który poparło swoimi podpisami ponad 37 tys. osób, jest bezzasadny.
Niezależnie od oceny całej unijnej reakcji na kryzys, która budzi sporo wątpliwości, oraz samego - nieprzetestowanego jeszcze w praktyce - ESM, decyzja sędziów z Karlsruhe pozwala odetchnąć z ulgą. Aż trudno sobie wyobrazić, co by się działo, gdyby teraz - w czasie, gdy Rosja testuje unijne reakcje - okazało się, że uczestnictwo Niemiec w sztandarowym projekcie antykryzysowym jest niezgodne z konstytucją. Czy oznaczałoby to tylko wycofanie się Niemiec z ESM, czy cały mechanizm od razu by się zawalił, czy Grecja i inni korzystający z programów ratunkowych musieliby zwracać pieniądze? Pewne jest jedno, kryzys, z którego strefa euro, jak się wydaje, już wychodzi, powróciłby z całą siłą.
Członkowie trybunału mieli zapewne świadomość finansowego trzęsienia ziemi, które wywołałoby przeciwne orzeczenie, choć z drugiej strony nieraz już pokazali, że nie mają zamiaru bezwarunkowo aprobować wszystkiego, co na unijnych szczytach przeforsowali Angela Merkel i minister finansów Wolfgang Schaeuble. W ostatnich latach praktycznie każde kluczowe orzeczenie o zgodności z konstytucją unijnych decyzji było obwarowane zastrzeżeniami wzmacniającymi pozycję Bundestagu. Tak było z traktatem lizbońskim, zgodą na pierwszą pomoc dla Grecji czy warunkami, na jakich mogą być udzielone kolejne. Niezależność trybunału zresztą już nieraz wzbudzała irytację polityków, którzy zarzucają sędziom, że zaczynają uprawiać własną politykę, są eurosceptyczni, a nawet nie rozumieją europejskiej demokracji.
Wczorajsze orzeczenie nie kończy jeszcze sprawy legalności mechanizmów antykryzysowych. W styczniu trybunał w Karlsruhe zdecydował, że o tym, czy skupowanie przez Europejski Bank Centralny obligacji zadłużonych państw było zgodne z prawem, powinien rozstrzygać Trybunał Sprawiedliwości UE. To stanie się nie wcześniej niż za rok. Pozostaje mieć nadzieję, że okoliczności będą wówczas spokojniejsze.
@RY1@i02/2014/054/i02.2014.054.00000060a.802.jpg@RY2@
Bartłomiej Niedziński dziennikarz działu świat
Bartłomiej Niedziński
dziennikarz działu świat
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu