W KIO czas mija szybciej
Sąd Najwyższy oceni, czy odwołania w przetargach wystarczy wysłać na czas, czy też liczy się dopiero, gdy dotrą do Krajowej Izby Odwoławczej
Firmy chcące podważyć decyzje zapadłe w przetargu mają na to niewiele czasu. Przy zamówieniach poniżej progów unijnych czasem muszą zmieścić się nawet w pięciu dniach (pozostałe terminy to 10 i 15 dni). Co gorsza, zgodnie z utrwalonym orzecznictwem, odwołanie musi w tym czasie fizycznie dotrzeć do Krajowej Izby Odwoławczej. To wyłom w całym polskim systemie prawnym, w którym obowiązuje zasada, że o dochowaniu terminu decyduje data stempla pocztowego. Teraz Sąd Najwyższy oceni, czy przyjęta w KIO interpretacja jest rzeczywiście prawidłowa. Zadano mu bowiem pytanie prawne, "czy pięciodniowy termin (...) na wniesienie odwołania od czynności zamawiającego zostaje przerwany w dniu złożenia przesyłki z odwołaniem w placówce pocztowej operatora wyznaczonego, czy w dniu dostarczenia tej przesyłki do siedziby Krajowej Izby Odwoławczej w Warszawie" (sygn. akt III CZP 90/13).
Ma być szybko
Przez długie lata aby dochować terminu, wystarczyło nadać odwołanie na poczcie. Nie miało znaczenia, kiedy przesyłka dotrze do KIO. Sytuacja zmieniła się 29 stycznia 2010 r., kiedy to weszła w życie nowelizacja ustawy - Prawo zamówień publicznych (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 907 ze zm.; dalej: p.z.p.). Zreformowała ona cały system środków ochrony prawnej w przetargach, a przy okazji zmieniła też przepisy dotyczące wniesienia odwołania. Zniknęło z nich zdanie o tym, że "złożenie odwołania w placówce pocztowej operatora publicznego jest równoznaczne z wniesieniem go". Od tego też czasu KIO zaczęła wydawać postanowienia odrzucające odwołania, które fizycznie dotarły do niej po upłynięciu terminów.
"Po wejściu w życie nowelizacji z 2 grudnia 2009 r. dla zachowania terminu na wniesienie odwołania koniecznym jest faktyczne doręczenie odwołania prezesowi KIO w ustawowym terminie. W przepisach p.z.p. po nowelizacji brak ustanowienia domniemania, iż złożenie odwołania w placówce pocztowej operatora publicznego jest równoznaczne z jego wniesieniem do prezesa Izby" - napisano w uzasadnieniu wyroku z 29 czerwca 2010 r. (sygn. akt KIO 1266/10). Teza ta powtarza się od tamtego czasu we wszystkich takich postanowieniach.
Zapytani przez nas prawnicy interpretują art. 180 ust. 4 p.z.p. tak samo.
- Niestety, z jego brzmienia trudno byłoby wywnioskować coś innego - mówi Artur Wawryło, ekspert z Centrum Obsługi Zamówień Publicznych.
Zgadza się z nim Aldona Kowalczyk, radca prawny z kancelarii Dentons.
- Biorąc pod uwagę wykładnię historyczną, trudno nie zgodzić się z orzecznictwem Krajowej Izby Odwoławczej. Kiedyś rzeczywiście w przepisie tym mowa była wprost o złożeniu odwołania w placówce pocztowej. Skoro ustawodawca to wykreślił, to należy domniemywać, że zrobił to w jakimś celu - analizuje.
- Mamy tu do czynienia z konfliktem dwóch wartości. Z jednej strony prawem do sądu, z drugiej zaś potrzebą jak najszybszego rozstrzygania odwołań, po to by nie blokować inwestycji - dodaje.
A może internetem
Chociaż interpretacja przepisu nie budzi wątpliwości ekspertów, to sama norma już tak.
- Sąd Najwyższy w swym orzecznictwie podkreśla odrębność procedury odwoławczej od postępowania cywilnego. Jeśli jednak chodzi o sposób liczenia terminów, to uważam, że powinien być taki jak we wszystkich innych procedurach - ocenia Aldona Kowalczyk.
- Dzisiejsze przepisy biją przede wszystkim w małych przedsiębiorców, zwłaszcza tych z miejscowości odległych od centrum Polski. W ciągu pięciu dni muszą ocenić, czy są podstawy do złożenia odwołania, sporządzić je i przesłać do Warszawy - zaznacza.
Aby mieć pewność, że przesyłka dojdzie na czas, wykonawca powinien wysłać ją z co najmniej dwudniowym wyprzedzeniem. Oznacza to, że przy najkrótszym z możliwych terminów ma zaledwie trzy dni na napisanie odwołania. To niewiele, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę, że po przegranej straci wpis w wysokości od 7,5 tys. do 20 tys. zł.
Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy decyzja stanowiąca podstawę odwołania zostanie wysłana przez zamawiającego na piśmie.
- Termin na złożenie odwołania zaczyna wówczas biec od dnia jej wysłania, a nie dotarcia do wykonawcy. W pewnych okolicznościach może to oznaczać, że upłynie on, zanim firma dowie się o decyzji zamawiającego - wyjaśnia Artur Wawryło.
Trudne sytuacje powodują też dni wolne. Jeśli zamawiający wyśle faks z informacją 30 kwietnia po godzinach pracy przedsiębiorcy, to ten odczyta go dopiero 4 maja, po długim weekendzie. Będzie miał więc jeden dzień na dostarczenie odwołania do KIO.
Wykonawcy zdążyli się już nauczyć, że muszą być czujni, i w tym roku odrzucono zaledwie 4 proc. wniesionych odwołań. W 2010 r., kiedy weszły w życie nowe przepisy, odrzucano co 10. odwołanie.
Ubocznym skutkiem regulacji dotyczących terminów jest też coraz częstsze wykorzystywanie internetu przy składaniu odwołań. W minionym roku aż 15 proc. z nich przekazano tą drogą. Aby skorzystać z tej możliwości, trzeba mieć jednak bezpieczny podpis elektroniczny weryfikowany za pomocą ważnego kwalifikowanego certyfikatu.
@RY1@i02/2013/226/i02.2013.226.18300030a.802.jpg@RY2@
Jak rozstrzyga Krajowa Izba Odwoławcza
Sławomir Wikariak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu