Kryzysowe zmiany w zamówieniach publicznych
O ile tzw. duża nowelizacja z 2008 roku (a warto zauważyć, iż w samym 2008 roku weszły w życie aż dwie nowelizacje oraz kolejna na początku 2009 roku), jeszcze miała na celu zwiększenie rygoryzmu i oczekiwań wobec wykonawców, co najlepiej obrazowały przepisy dot. zatrzymywania wadiów oraz wprowadzające wykaz wykonawców wykluczanych z uzyskiwania zamówień publicznych, obecne propozycje legislacyjne na pewno można nazwać akcją antykryzysową. Proponowane postanowienia wynikają już nie z chęci zdyscyplinowania wykonawców, ale z troski o pobudzanie rynku pracy, aktywizację bezrobotnych, zauważa się potrzebę szybszego obiegu pieniądza. Za najważniejszą propozycję poprawienia postanowień ustawy - Prawo zamówień publicznych uważam dopuszczenie możliwości udzielania zaliczek na poczet wynagrodzenia wykonawcy zamówienia publicznego. Dotychczas realizację publicznej inwestycji, np. budowlanej, finansowali bowiem przedsiębiorcy budowlani. To oni zaciągali kredyty na materiały budowlane, płacili odsetki, prowizje bankowe. W ten sposób konieczność angażowania własnych środków podrażała koszty przetargowych zamówień względem zamówień udzielanych na rynku prywatnym. Ten sam koszt finansowania publicznych zamówień po raz drugi ponosił przecież zamawiający. W ślad za tym muszą iść łagodniejsze warunki w zakresie wykazywania zdolności finansowej.
Zmiany polegające na skróceniu z trzech lat do jednego roku okresu wykluczania wykonawców, którzy wyrządzili szkodę, nie wykonując lub wykonując nienależycie zamówienie, gdy szkoda została potwierdzona prawomocnym orzeczeniem sądu, uważam za kosmetyczne. Te przepisy powinny być usunięte z ustawy, a nie jedynie nieznacznie korygowane. Obecny kształt art. 24 ust. 1 pkt 1 każe wykonawców np. za to, że spierali się z zamawiającymi o wysokość należnego odszkodowania. Nawet jeśli roszczenia wykonawcy okazywały się wygórowane, a zasądzane odszkodowanie jedynie szczątkowe względem kwoty pozwu, wykonawca i tak ponosi konsekwencje takiej słusznej postawy, np. bankructwem. Tym właśnie skończy się bowiem roczny zakaz wygrywania przetargów dla wykonawców z rynków, gdzie większość zamówień stanowią zamówienia od publicznych zamawiających. A to wszystko choćby z powodu jednego, drobnego błędu przy wykonywaniu umowy o zamówienia publiczne.
Podkreślane jest uwzględnienie w nowelizacji wyzwań związanych z aktualną sytuacją gospodarczą. Do tego rodzaju rozwiązań należy zaliczyć m.in. nowe uregulowania dotyczące zwiększenia płynności finansowej wykonawców w wyniku wcześniejszego zwalniania wadiów. Niestety, nie uchyla się nieskutecznego przepisu zamieszczonego w art. 46 ust. 4a ustawy, który zamiast chronić rynek przed zmowami, po prostu sieje spustoszenie. Wykonawcom, nawet tym, których oferta w wyniku oceny została sklasyfikowana jako piąta czy szósta w kolejności, przepadają milionowe wadia, np. związane z negatywną oceną ich referencji przez zamawiającego czy nieuzyskaniem wystarczającego kredytu. Właśnie uchylenia tego absurdu wymagają wyzwania związane z aktualną sytuacją gospodarczą.
Negatywne jest też przeniesienie regulacji dotyczącej wysokości opłaty sądowej z art. 34 ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych do ustawy - Prawo zamówień publicznych. To po prostu bałaganiarstwo legislacyjne i psucie prawa. Już w drugim paragrafie Zasad techniki prawodawczej zostało określone, że ustawa powinna wyczerpująco regulować daną dziedzinę spraw, nie pozostawiając poza zakresem swego unormowania istotnych fragmentów tej dziedziny. I tak dziedzinę spraw, jaką są koszty sądowe w sprawach cywilnych, reguluje tak nazywająca się ustawa, a nie ustawa dotycząca zamówień publicznych. Najwyraźniej do drugiego paragrafu Zasad techniki prawodawczej ktoś jednak nie dobrnął... Trudności praktyczne są takie, że sąd powszechny będzie musiał odnosić się do należnej wysokości opłaty (kilka stawek) ustalonej wcześniej przez prezesa UZP. Podwyższenie tej opłaty do drastycznej kwoty odpowiadającej pięciokrotności wpisu od odwołania, to już chyba realizacja zapowiedzi premiera wprowadzenia depozytu, mającego zniechęcić do skorzystania z prawa wnoszenia skarg. Jednak skarg i bez tego będzie znacznie mniej. Od kilku miesięcy wniesienie skargi do sądu, nawet w największych przetargach, nie przynosi już efektu wstrzymania możliwości zawarcia umowy. Zatem skarga nie daje prawie nic... Tym bardziej skarga za sto tysięcy, a taka przecież jest propozycja opłaty, jeśli uwzględnimy wpis od odwołania do prezesa UZP na poziomie 20 tys. zł.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.