Przetargi na grupowe polisy nie są korzystne dla klientów
Wydana w ubiegłym roku przez Urząd Zamówień Publicznych interpretacja dotycząca stosowania ustawy o zamówieniach publicznych zamieszała na rynku ubezpieczeń na życie.
Kilkadziesiąt tysięcy instytucji publicznych (urzędy, szkoły itp.) oraz firm, w których udziały ma Skarb Państwa, musi przeprowadzić przetarg przy wyborze ubezpieczenia na życie dla pracowników.
Przed wydaniem tej interpretacji taką procedurę zastosowały tylko cztery podmioty. Pozostałe były przekonane, że przetargu nie trzeba stosować, gdyż ubezpieczeń grupowych nie kupuje się z publicznych pieniędzy, lecz ze środków potrącanych z wynagrodzeń pracowników.
Interpretacja dotyczy nie tylko polis życiowych, ale popularnych grupowych polis medycznych czy NNW. Na koniec 2009 roku w Polsce było zawartych ponad 360 tys. umów o grupowym ubezpieczeniu, a składka z tego tytułu wyniosła 16,4 mld zł, czyli ponad połowę przychodów branży ubezpieczeniowej w segmencie życiowym. Największe udziały w tym runku ma PZU Życie - ponad 40 proc. 16,5 proc. ma Europa Życie, a 7 proc. - ING Życie. Resztę dzielą między siebie Uniqa Życie, SKOK Życie, BZ WBK Aviva-Życie i Universum-Życie.
W maju sytuację pogorszyła decyzja Komisji Europejskiej, która przyznała rację UZP. Otwiera to drogę do unieważnienia wszystkich grupowych polis na życie. Jednak w tym celu urząd musi wystąpić do sądu. Do tej pory tego nie zrobił.
Rozmawiał mariusz.gawrychowski@infor.pl
W tym roku zostało ogłoszonych ok. 80 przetargów. To niewiele. Na razie pracodawcy nie zmieniają ubezpieczycieli, bo nie chcą się angażować w skomplikowane procedury przetargowe, nie mając w tym żadnego celu biznesowego. Bo przecież składki płacą ze swojej kieszeni pracownicy, a nie pracodawcy.
Urząd nie posunął się do ich unieważnienia, czego skutkiem byłoby pozostawienie rzeszy klientów bez ochrony ubezpieczeniowej, a nawet konieczność zwrotu wypłaconych już świadczeń.
To wynika z samej konstrukcji ubezpieczeń grupowych. Choć za ich organizację odpowiada pracodawca, to składki płacą pracownicy. Dlatego przedsiębiorca nie jest zainteresowany tym, jak będzie wyglądało ubezpieczenie, jakie będą jego zakres, wyłączenia itp. Jeśli zostanie zmuszony do zorganizowania przetargu, to będzie kierował się tylko ceną. A w przypadku ubezpieczeń na życie mija się z celem. Bo istotne są przede wszystkim warunki ubezpieczenia oraz jakość obsługi.
Wygrywamy ok. 70 proc. bo jesteśmy w stanie dokładnie oszacować stawkę, którą możemy zaproponować, przy okazji nie dopłacając do ubezpieczenia. Przeważnie nie konkurujemy z dużym graczami z segmentu życiowego, tylko z małymi towarzystwami. Z ich punktu widzenia walka za wszelką ceną o klienta, który da im kilkaset tysięcy złotych dodatkowej składki, jest opłacalna. Dlatego szarżują z ceną, często schodząc w naszej opinii poniżej progu rentowności. W efekcie cierpią na tym klienci, bo dostają usługę o niskiej jakości.
My proponujemy o wiele korzystniejsze rozwiązanie. Pracodawca podpisuje umowy z dwoma albo trzema towarzystwami. Pracownicy zyskują możliwość wyboru. Firmy natomiast musza konkurować, ale nie tylko ceną, ale lecz także zakresem ubezpieczenia czy jakością obsługi.
Interpretacja UZP będzie miała negatywny wpływ na rynek. Droga obsługa prawna przetargów prowadzi to do wzrostu kosztów działalności i do podniesienia cen.
W ustawie o zamówieniach publicznych powinno się zrobić wyłączenie dla ubezpieczeń grupowych. Ustawa o zamówieniach publicznych powinna stać na straży środków publicznych. W ubezpieczeniach grupowych składki opłacają pracownicy.
@RY1@i02/2010/209/i02.2010.209.000.017a.001.jpg@RY2@
Fot. Paweł Kula/PZU Życie
Dariusz Krzewina, prezes zarządu PZU Życie
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu