Lawina odwołań z powodu likwidacji protestów
Druga instancja jest najlepszym sprawdzianem trafności orzeczeń arbitrów. Bez niej trudno jest im wypracowywać jednolite orzecznictwo
Tak, oczywiście, to dobry pomysł.
Ustawa daje nam 15 dni na rozpoznanie odwołania wykonawcy, więc takie rozwiązanie ułatwia organizację pracy. Arbitrzy to osoby merytorycznie przygotowane, więc jednoosobowe orzekanie nie ma wpływu na jakość orzecznictwa. Istnieje także możliwość wyznaczania trzyosobowego składu w szczególnie skomplikowanych, precedensowych sprawach.
W sumie było to 23 proc. rozpoznanych spraw od 29 stycznia do końca maja, czyli na 261 spraw w 61 były składy trzyosobowe. Decyzja zależy też od samych arbitrów. Przewodniczący zawsze może złożyć wniosek o rozszerzenie składu orzekającego i wtedy nie odmawiam.
Taka jest statystyka. Rzeczywiście w 2009 r. na 70 proc. spraw rozpoznanych merytorycznie uwzględniono 30 proc., a 40 proc. oddalono. Daleka jednak jestem od takich ocen orzecznictwa. Arbitrzy są niezawiśli i tyle.
Przyczyną odrzuceń są błędy formalne wykonawców. Izba ma wówczas obowiązek odrzucić odwołanie. Natomiast umorzenia są często konsekwencją cofnięcia odwołań, a aktualnie również uwzględnienia odwołań przez zamawiających.
Wpływało dużo wniosków o uchylanie zakazu zawarcia umowy przed ostatecznym rozstrzygnięciem protestu. I nie ukrywam, że izba w wielu wypadkach, w 2009 r. gdzieś na poziomie 45 proc., pozwalała zamawiającemu zawrzeć umowę mimo nierozpoznania odwołania. Rozumiem wykonawców, którzy rezygnowali z dalszej walki. Ewentualna wygrana przed KIO służyłaby np. do dochodzenia roszczeń odszkodowawczych przed sądem powszechnym, bo kontrakt już został zawarty.
W ubiegłym roku było 316 skarg na prawie 2000 odwołań, czyli skarżono ok. 15 proc. Natomiast w tym roku wniesiono 116 skarg na ponad 1000 odwołań - od początku roku do końca maja.
Nie wiem.
To wysoka kwota, ale na dzień dzisiejszy takie są obowiązujące przepisy.
Krajową Izbę Odwoławczą powołano m.in. po to, aby w ramach zawodowego arbitrażu powstała jednolita linia orzecznicza. Chodziło o to, aby w podobnych stanach faktycznych nie zapadały odmienne rozstrzygnięcia. Teraz też pojawiają się sporne kwestie w orzecznictwie. Dyskutujemy o tym we własnym gronie, przy poszanowaniu niezawisłości arbitrów, ale najlepszym sprawdzianem trafności orzeczeń jest druga instancja. Bez skarg izbie trudno wypracować wspólne stanowisko. Z drugiej strony właściwość w tych sprawach sądów okręgowych dla siedziby zamawiającego również nie daje możliwości wypracowania jednolitej linii orzeczniczej kształtowanej wyrokami sądowymi.
Termin ustawowy jest bardzo krótki. Do tego doszedł jeszcze zwiększony napływ odwołań w 2009 r. i zbyt wąski skład izby. Zwłaszcza od początku tego roku izba podjęła duży wysiłek, aby to zmienić. Na dziś mogę powiedzieć, że jesteśmy w stanie rozpoznawać sprawy w terminie. Od końca marca jest o tyle łatwiej, że przybyło 17 nowych arbitrów i teraz jest nas 38 osób.
Nigdy nie lubiłam porównania wykonawców do pieniaczy. Odwoływanie się to święte prawo przedsiębiorców. Nie jestem też zwolennikiem ograniczania dostępu do arbitrażu czy sądu.
Sektor zamówień publicznych jest mniej ryzykowny. To zresztą naturalne, że wykonawca zawsze szuka pewnego płatnika, czyli budżetu samorządowego czy państwowego. W ubiegłym roku znaczenie miały także przygotowania do Euro 2012.
@RY1@i02/2010/118/i02.2010.118.183.007a.001.jpg@RY2@
@RY1@i02/2010/118/i02.2010.118.183.007a.002.jpg@RY2@
Fot. Marek Matusiak
Renata Tubisz: Nigdy nie lubiłam porównania wykonawców do pieniaczy. Odwoływanie się to święte prawo przedsiębiorców.
prezes Krajowej Izby Odwoławczej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu