Firmy w kleszczach przetargowych
Największe polskie przedsiębiorstwa chcą zmian w prawie zamówień publicznych. Po wyborach będą przekonywać rząd do liberalizacji przepisów
Nie traktujcie nas dłużej jak złodziei - mówią przedstawiciele największych polskich firm realizujących inwestycje warte często miliardy złotych. Choć działają w różnych branżach, to łączy je jedno: konieczność stosowania prawa zamówień publicznych. Dlatego zapowiadają, że po wyborach będą chciały rozmawiać z rządem o nadmiernej biurokratyzacji swojej działalności. Taki jest efekt stosowania przez firmy przepisów o zamówieniach publicznych, które - w ich ocenie - należą do najbardziej restrykcyjnych w UE.
Czara goryczy przelała się w czerwcu, gdy Rada Ministrów przyjęła założenia do nowelizacji ustawy - Prawo zamówień publicznych. Ma ona dostosować polskie prawo do unijnej dyrektywy obronnej (dopuszczającej do startu w przetargach w dziedzinie obronności i bezpieczeństwa tylko firmy, które mają siedzibę w UE). Prócz tego wprowadza kilka nowych rozwiązań, które spowodują, że prawo dotyczące przetargów stanie się jeszcze bardziej dotkliwe dla przedsiębiorstw. Chodzi np. o rozciągnie przepisów przetargowych na tzw. zamówienia podprogowe (o niskiej wartości), które do tej pory były często jedynym sposobem na sprawny i szybki zakup towarów lub usług.
- Zaproponowane przepisy mogą ingerować w prowadzenie polityki zakupowej w zamówieniach podprogowych - twierdzi Przemysław Kotwicki, wicedyrektor pionu zamówień i administracji w Gaz-System.
Największe polskie firmy chcą takich zmian w prawie, które odblokują im swobodę podejmowania decyzji biznesowych i nie będą ograniczały ich pozycji konkurencyjnej na rynku. Przygotowały memorandum, w którym wyliczają największe bolączki wynikające z konieczności stosowania procedur przetargowych i sposoby na uleczenie sytuacji. Chodzi o tak prozaiczne rzeczy, jak np. możliwość wyboru produktów o określonej marce bez ryzyka oskarżenia o ustawianie zamówienia, możliwość unieważnienia przetargu, jeśli będzie się toczył nie po myśli zamawiającego, czy też mniejsza liczba dokumentów, którą muszą dostarczyć startujący w postępowaniach.
- W każdym postępowaniu o wartości powyżej 387 tys. euro musimy wymagać od wykonawców masy zaświadczeń z ZUS, urzędu skarbowego, Krajowego Rejestru Karnego i wielu innych. Taki formalizm powoduje, że wielu wykonawców rezygnuje z udziału w przetargach publicznych - mówi Jan Stasiak, dyrektor departamentu zakupów w Polskiej Grupie Energetycznej. Tłumaczy, że ten wymóg dotyczy podmiotów zagranicznych, a nawet banków. I to nawet w sytuacji, kiedy we wcześniejszych przetargach przedsiębiorcy ci dostarczyli już wymagane dokumenty.
Przedstawiciel PGE zwraca także uwagę na to, że przetarg często doprowadza do ubezwłasnowolnienia firmy. Prawo jest tak skonstruowane, że daje możliwość startującym w zamówieniach przeciągania procedur, a nawet paraliżowania działalności zamawiającego. - Ze względu na wielkość i wagę realizowanych przez nas inwestycji nasz głos w tej sprawie powinien zostać wysłuchany - podkreśla Jan Stasiak.
O tym, że sytuacja jest trudna, świadczy to, że zastrzeżenia do restrykcyjności stosowania zamówień publicznych ma nawet państwowy Bank Gospodarstwa Krajowego. Jerzy Kurella, wiceprezes banku, ocenia sytuację, w której jest on jedynym podmiotem w branży, na który został nałożony obowiązek organizowania przetargów na usługi finansowej, jako absurdalną. Jej efektem jest to, że bankowi trudno walczyć z konkurencją, która jest zwolniona z konieczności stosowania zamówień publicznych.
Pod koniec czerwca rząd przyjął założenia do projektu nowelizacji prawa zamówień publicznych, wdrażającej m.in. przepisy dyrektywy obronnej UE, dotyczącej zamówień w dziedzinach obronności i bezpieczeństwa. W założeniach uwzględniono przepisy dyrektywy obronnej, które państwa członkowskie UE są zobowiązane wdrożyć. Znajdują się w niej mechanizmy dotyczące ochrony interesów gospodarczych państw; większej swobody zamawiających co do udzielania zamówień, szybkości postępowania, zastosowania trybów niekonkurencyjnych oraz odpowiedniego zabezpieczenia interesów w zakresie bezpieczeństwa dostaw i ochrony informacji niejawnych. Rząd zakłada, że do ustawy zostanie włączony nowy rozdział zawierający wyłącznie przepisy dotyczące zamówień w dziedzinach obronności i bezpieczeństwa. Według niego jednym z celów zmian w prawie ma być ochrona polskiego przemysłu obronnego i jego rozwój. Nawiązanie współpracy przez polskie przedsiębiorstwa sektora obronnego z firmami z sektora mającymi swoją siedzibę poza Polską przyczyni się do ich rozwoju.
Mariusz Gawrychowski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu