Niewinny urzędnik, winne przepisy. Ciemny lud to kupi
Dlaczego gminy nie zdążyły na czas z przygotowaniem się do śmieciowej reformy? Oczywiście przez złe przepisy o przetargach. To jedna z częstszych odpowiedzi wójtów, burmistrzów i prezydentów indagowanych coraz napastliwiej przez dziennikarzy. Przetargów nie udało się skończyć na czas przez durne przepisy, które nie dość, że narzucają skomplikowane procedury, to na dodatek pozwalają przedsiębiorcom składać te przeklęte odwołania. A ci oczywiście nadużywają swego uprawnienia i czepiają się najmniejszych drobiazgów. I jak sprostać napiętym terminom, gdy przetarg zamiast trzech tygodni wlecze się miesiącami? A zdarza się i tak, że trzeba go powtarzać od początku, bo komuś coś tam się nie spodobało w specyfikacji.
W zasadzie powinienem być przyzwyczajony, bo tę samą pieśń słychać od wielu już lat, gdy tylko nie uda się jakieś przedsięwzięcie publiczne. Nie mogę jednak znieść tego, jak próbuje się z ludzi zrobić kretynów. Poza organizatorami przetargów i startującymi w nich firmami nikt nie ma potrzeby analizować przepisów o zamówieniach, dlatego tak łatwo wcisnąć kit społeczeństwu. Cytując klasyka: ciemny lud to kupi.
Szanowni urzędnicy - może w wolnej chwili rzucilibyście okiem na obiektywne dane? I odpowiedzieli na pytanie, jak to możliwe, że przy tak beznadziejnych przepisach jesteśmy na trzecim miejscu w całej UE, jeśli chodzi o średni czas trwania przetargów? Jak tłumaczyć to, że te duże, powyżej progów unijnych, trwają u nas ponad 80 dni, a w takich Niemczech ponad 100 dni? Nie mówiąc o tych mniejszych, które w Polsce są przeprowadzane przeciętnie w ciągu 31 dni.
Może spojrzelibyście też na statystykę odwołań? Czy jesteście w stanie uwierzyć, że mamy najkrótsze procedury rozstrzygania sporów w całej UE? Tylko u nas i w Słowacji odwołania są rozpoznawane w ciągu zaledwie dwóch tygodni. Dla porównania w Austrii trwa to już dwa miesiące, a w takiej Finlandii osiem miesięcy.
I jeszcze jedno pytanie. Jak tłumaczyć to, że niektórym, nawet sporym gminom, jakoś się udało? Dlaczego taka Gdynia podołała zadaniu i to mimo, że przedsiębiorcy też się odwoływali? Odpowiedź jest prosta - zapobiegliwi urzędnicy z odpowiednim wyprzedzeniem rozpisali przetargi. Czasu było dość - ustawodawca dał przecież półtora roku. Ale jeśli ktoś ogłasza przetarg półtora miesiąca przed godziną zero, to trudno, żeby się wyrobił.
Nie chciałbym zostać źle zrozumiany - daleko mi do tego, by chwalić nasze przepisy o przetargach. Wśród nich wiele jest bzdurnych, wiele też szkodliwych. Ale, szanowni urzędnicy, to nie one przeszkodziły wam w sprostaniu nowym obowiązkom. To wy zawaliliście sprawę.
@RY1@i02/2013/109/i02.2013.109.18300080b.802.jpg@RY2@
Sławomir Wikariak dziennikarz działu prawo
Sławomir Wikariak
dziennikarz działu prawo
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu