Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Zamówienia publiczne

Tanio, dobrze i na czas? Tylko w marzeniach

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Jak najtaniej. Taki cel przyświeca bardzo dużej grupie gmin przy organizowaniu przetargów na odbieranie lub odbieranie i zagospodarowanie odpadów komunalnych. To zrozumiałe. Jeżeli śmieciowa rewolucja ma się w ogóle powieść, to przynajmniej w niezbyt bogatych gminach, a takich jest w kraju większość, nie można zaproponować wysokich stawek. Bo prawie nikt nie zapłaci i samorząd stanie przed koniecznością znalezienia na to pieniędzy z i tak skromnego gminnego budżetu. A biorąc pod uwagę dyscyplinę finansową, nie będzie miał skąd ich wziąć. Wysokie stawki mogą też oznaczać dla obecnych włodarzy przegraną w zbliżających się (jesień 2014 r.) wyborach samorządowych.

Ale z kolei niskie stawki nie gwarantują prawidłowej segregacji śmieci i odpowiedniego wykorzystania wyselekcjonowanych w ten sposób surowców wtórnych. A właśnie za nieprawidłowości w tym zakresie grozi nam sankcjami Unia Europejska. Może się więc okazać, że mimo wielkiego zachodu legislacyjnego i zamętu na odpadowym rynku sankcji nie unikniemy, zwłaszcza że gminy wcale z przetargami się nie spieszą. Na nieco ponad dwa miesiące przed wyznaczoną przez ustawodawcę "godziną 0" tylko kilka procent gmin zakończyło postępowania, a niektóre, ze stolicą na czele, jeszcze go nie rozpoczęły. Już dzisiaj można więc powiedzieć, że opóźnienia będą. Zwłaszcza że postępowania odwoławcze trwają około trzech miesięcy, a do Krajowej Izby Odwoławczej trafia coraz więcej takich spraw.

Zastanawia mnie przy tym jeszcze jedno. Rząd, a za nim parlament, bardzo sztywno i chyba bez głębszego namysłu ustalili ogólnopolski start na 1 lipca 2013 r. Czyli na najgorętsze dni w roku. Od tego dnia to nie firmy odpadowe umówione ze wspólnotami, spółdzielniami czy indywidualnymi mieszkańcami będą odbierały śmieci, lecz te wybrane przez gminę. Z kolei to spółdzielnie czy mieszkańcy muszą zawczasu wypowiedzieć stare umowy. Nawet na trzy miesiące przed 1 lipca. W praktyce więc firmy, które nie startują w przetargach, mogą z końcem czerwca zakończyć działalność. I w upały zostaniemy z odpadami na swoich posesjach, bo nie będzie chętnego, by je odebrać. Nawet na koszt gminy. Dlatego uważam, że warto zawczasu zastanowić się nad możliwością kilkumiesięcznego opóźnienia tej rewolucji. Być może trzeba jasno powiedzieć, że np. na trzy miesiące czy pół roku samorządy mogą zlecić odbieranie odpadów z wolnej ręki. Z obecnych przepisów wynika bowiem, że to raczej mieszkańcy powinni odpowiadać za śmieci do czasu zlecenia tego firmie wybranej w przetargu. A to może oznaczać, że latem będzie u nas jak parę lat temu w Neapolu - lazurowe niebo, 30-stopniowe upały i odór rozkładających się resztek.

@RY1@i02/2013/075/i02.2013.075.088000100.802.jpg@RY2@

Zofia Jóźwiak redaktor prowadzący

Zofia Jóźwiak

redaktor prowadzący

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.