Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Zamówienia publiczne

Nikt nam nie każe kupować chińskich autobusów

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Komentarz tygodnia

W polskich zamówieniach publicznych znów mamy aferę z Chińczykami w roli głównej. Słowa "afera" sam bym nie użył, ale przeczytałem je w nagłówkach artykułów opisujących rozstrzygnięcie przetargu na dostawę 10 autobusów elektrycznych, które mają jeździć po centrum Warszawy. Miejskie Zakłady Autobusowe w stolicy wybrały ofertę firmy sprzedającej chińskie eBusy, która okazała się o 6 mln zł - czyli ponad 40 proc. - tańsza od złożonej przez polską firmę Solaris.

Z zainteresowaniem przeczytałem cytowaną obficie wymianę uprzejmości między obydwiema firmami. Polacy zarzucają konkurencji stosowanie dumpingowych cen, a warszawskim MZA zbyt duże przywiązywanie uwagi do ceny (stanowiła ona 90 proc. przyznawanych punktów), co ma się odbijać na jakości. Dystrybutor chińskich autobusów ironicznie odniósł się do tego w "Liście do SOLARIS-ian", dowodząc oczywiście, że to chińskie są najlepsze i kupuje się je bez mała na całym świecie, a teraz wreszcie ich walory odkryją warszawiacy.

O jakości jednych i drugich pojazdów nie mi się wypowiadać, zarzut dotyczący ceny i tego, czy nie została zaniżona, rozstrzygnie prawdopodobnie Krajowa Izba Odwoławcza. Mnie jednak cały ten spór przypomniał jedynie pewien zapomniany już chyba przez wszystkich przepis. Można go stosować przy zamówieniach sektorowych (np. z sektora transportu czy energetyki), a pozwala on eliminować oferty, w których udział towarów pochodzących spoza UE wynosi więcej niż połowę. Mówiąc wprost, ustawa - Prawo zamówień publicznych zawiera regulację, która pozwala zamknąć rynek na produkty z Chin, przynajmniej w przetargach sektorowych. Tyle, że prawie nikt z tej możliwości nie korzysta. A skoro tak, to nie ma się co dziwić, że Chińczycy składają oferty i są one na tyle konkurencyjne, że wygrywają.

Od razu zastrzegam - nie mam pojęcia, czy akurat w tym przetargu należało wprowadzić takie ograniczenie. Taką decyzję może podjąć tylko zamawiający po rozpoznaniu rynku i sprawdzeniu, co bardziej mu się opłaca. Warto tylko przypomnieć, że taka możliwość w ogóle istnieje, o czym zamawiający zdają się kompletnie zapominać. Tak przynajmniej wynika z moich obserwacji. W ostatnich latach spotkałem się tylko z pojedynczymi przetargami, w których zastosowano to rozwiązanie. Na wszelki wypadek niedowiarkom precyzuję: chodzi o art. 138c ust. 1 pkt 4 ustawy - Prawo zamówień publicznych.

@RY1@i02/2014/086/i02.2014.086.18300040a.802.jpg@RY2@

Sławomir Wikariak dziennikarz Gazety Prawnej

Sławomir Wikariak

dziennikarz Gazety Prawnej

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.