Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Zamówienia publiczne

Ryzyko warto rozkładać na obie strony

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Jednym z większych problemów zamówień publicznych w Polsce jest nierównomierny rozkład ryzyk pomiędzy strony kontraktu. Jeśli w ogóle można mówić o jakimkolwiek rozkładzie, bo urzędnicy najchętniej zrzuciliby na barki wykonawcy wszystkie zagrożenia. Nawet gdyby się okazało, że przekazana przez nich dokumentacja jest nieprawidłowa i nie sposób na jej podstawie uzyskać pozwoleń, to i tak powinien za to odpowiadać przedsiębiorca. Ten tok myślenia pokutuje również przy ustalaniu wynagrodzenia i kar umownych. Zapłata ma być niezmienna, a kary jak najwyższe i dotyczące przede wszystkim wykonawcy.

Ostatnie lata dobitnie pokazały, że metoda ta daleka jest od doskonałości. Wzrost cen materiałów czy robocizny, kary nakładane nawet wówczas, gdy za opóźnienia odpowiedzialność ponosił nie tylko wykonawca, brak możliwości dostosowywania się do zmieniających realiów - to główne powody zrywania umów, a czasem i bankructw wykonawców. Wbrew pozorom koszty tej sytuacji ponoszą nie tylko przedsiębiorcy, lecz także administracja. Zabezpieczanie robót, z których schodzili dotychczasowi wykonawcy, organizowanie kolejnych przetargów i wreszcie wybieranie nowych ofert, po innych już cenach. To wszystko wpływa również na budżety zamawiających.

Coś jednak zaczyna się zmieniać. Urząd Zamówień Publicznych opublikował niedawno wzór umowy na liniowe roboty budowlane, w którym przynajmniej podjęto próbę mniej jednostronnego rozłożenia ryzyk.

Dobrym tego przykładem są przewidziane we wzorze klauzule waloryzacyjne. Zgodnie z nimi wysokość wynagrodzenia ma być waloryzowana co pewien czas na podstawie wskaźników (np. cen w produkcji budowlano-montażowej) ogłaszanych przez Główny Urząd Statystyczny w Monitorze Polskim. Co to oznacza w praktyce? Przyjmując kwartalny okres rozliczeniowy, podane w ofercie ceny np. materiałów budowlanych raz na trzy miesiące podlegałyby waloryzacji.

Wielu zamawiających może niechętnie podchodzić do tego rozwiązania, bojąc się, że będą musieli zapłacić więcej. Powinni jednak pamiętać, że działa to też w drugą stronę. Spowolnienie gospodarcze spowodowało przed kilkoma laty duży spadek na rynku budowlanym, co wiązało się również z niższymi cenami materiałów.

Inna klauzula stanowi, że wynagrodzenie jest wypłacane z uwzględnieniem aktualnej stawki VAT. Nawet jeśli nastąpią zmiany podatkowe w trakcie realizacji inwestycji, to przedsiębiorca tego nie odczuje. Z jednej strony dla zamawiającego będzie to oznaczało zazwyczaj większy wydatek. Z drugiej jednak strony podwyższona do 23 proc. podstawowa stawka VAT według zapowiedzi rządu również nie została wprowadzona na zawsze.

Wzór, o którym piszę, może być stosowany przy dużych robotach liniowych, a więc siłą rzeczy ograniczy się do kilku największych zamawiających w kraju. Jest jednak nadzieja, że z czasem podobne zasady zaczną obowiązywać także przy drobniejszych robotach budowlanych i usługach. Tym bardziej że w Sejmie trwają intensywne prace nad projektem nowelizacji przepisów o zamówieniach publicznych. Ma on wymóc na Urzędzie Zamówień Publicznych regularne przygotowywanie wzorcowych dokumentacji dla różnych zamówień.

Ten sam projekt zakłada zresztą wprowadzenie pewnych klauzul waloryzacyjnych na mocy ustawy. Pozwalałyby one na dostosowywanie zapłaty do zmian minimalnego wynagrodzenia, składek na ZUS i stawek VAT przy umowach trwających dłużej niż rok.

Jestem przekonany, że na dłuższą metę klauzule waloryzacyjne są korzystne dla obydwu stron. Odkładając zaś na bok argumenty ekonomiczne - są po prostu bardziej uczciwe.

@RY1@i02/2014/077/i02.2014.077.215000200.803.jpg@RY2@

Sławomir Wikariak dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej

Sławomir Wikariak

dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.