Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Samorząd terytorialny i finanse

Zdradliwa woda, ale winien wójt. A kąpiący się bywają beztroscy

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Za bezpieczeństwo nad morzem, rzekami czy na gliniankach odpowiadają ratownicy, ale także włodarze gmin. I to nie tylko na kąpielisku

W tym roku najprawdopodobniej padnie smutny rekord utonięć, choć przepisów mających zadbać o bezpieczeństwo nie brakuje. Najważniejsza dla samorządu jest ustawa z 18 sierpnia 2011 r. o bezpieczeństwie osób przebywających na obszarach wodnych (Dz.U. z 30 września 2011 r. nr 208, poz. 1240). Zgodnie z nią to wójt, burmistrz, prezydent miasta odpowiadają za zapewnienie bezpieczeństwa na obszarze wodnym, nawet wtedy, gdy ze względu na oszczędności w gminie nie ma żadnego kąpieliska. Jest to zadanie własne gminy. O bezpieczeństwo muszą też zadbać, jak mówi ustawa, dyrektor parku narodowego i osoby prywatne, jeśli na ich terenach znajdują się akweny.

Oznakowanie i nadzór

Podmioty, które mają zadbać o bezpieczeństwo, wspólnie z policją i Wodnym Ochotniczym Pogotowiem Ratunkowym (WOPR) powinny przede wszystkim znać miejsca, które wykorzystywane są do pływania, kąpania się czy uprawiania sportów wodnych. Powinny przeanalizować występujące tam zagrożenia. Ich obowiązkiem jest także oznakowanie terenów wodnych. Muszą sobie jednak zdawać sprawę z tego, że samo oznakowanie zakazem kąpieli w upały nie na wiele się zdaje, i objąć takie miejsca nadzorem oraz prowadzić akcję edukacyjną uświadamiającą zagrożenia.

Obszar wodny, o który powinni zadbać włodarze terenu, to w według powyższej ustawy wody śródlądowe oraz wody przybrzeżne w rozumieniu art. 5 ustawy z 18 lipca 2001 r. - Prawo wodne (Dz.U. z 2005 r. nr 239, poz. 2019 z późn. zm.) oraz kąpieliska czy miejsca wykorzystywane do kąpieli, pływalnie, także inne niecki wypełnione wodą o łącznej powierzchni powyżej 100 mkw. i głębokości 0,4 m w najgłębszym miejscu lub wody o głębokości powyżej 1,2 m.

Oficjalne kąpieliska muszą być oznaczone specjalnymi tablicami, które zawierają m.in. dane dotyczące ich organizatorów. Podobnie jest z miejscem do kąpieli - tam też musi znaleźć się tablica informacyjna. Na obu powinny znaleźć się dane o jakości wody i adres oraz telefon właściwego inspektora sanitarnego. Oba typy kąpielisk są zabezpieczane przez patrole WOPR. Specjalne znaki, np. zakazu kąpieli, powinny być ustawione na zwyczajowych dzikich miejscach do kąpieli. Tam powinny się także znaleźć informacje o ograniczeniu korzystania z takich miejsc. Wszędzie zarządzający obszarem wodnym powinien umieścić informację o sposobie powiadamiania o wypadkach.

Dlaczego mieszkańcy nie szukają miejsc bezpiecznych? Bo wcale nie na każdym akwenie takie miejsca są. Przykładem choćby Elbląg, gdzie nie ma basenu i strzeżonego kąpieliska - wiele osób korzysta z miejsc dzikich.

- Oczywiście prowadzimy monitoring takich miejsc przez naszych strażników we współpracy z policją. Dofinansowaliśmy też lokalny WOPR, dając pieniądze na benzynę. Postawiliśmy dodatkowe znaki zakazu kąpieli - wylicza Łukasz Mierzejewski z biura prasowego w Elblągu. - Nie ustawimy jednak strażnika co 50 metrów. A nawet jak przegonimy kąpiących się, to i tak za dwie godziny wrócą. Najważniejszy jest zdrowy rozsądek tych, którzy chcą zażywać wodnych uciech.

Nieskuteczne zakazy

Kąpiących się w miejscach niedozwolonych nie brakuje. Zwłaszcza lokalni mieszkańcy terenów w pobliżu zbiorników wodnych twierdzą, że najlepiej wiedzą, gdzie się kąpać. Jest łacha piachu nad rzeką i w upalne dni kąpią się tam całe rodziny. Jest łąka nad jeziorem - sytuacja taka sama. Popularnością cieszą się też glinianki, zapełnione wodą miejsca po starych wyrobiskach, stawy, choć specjaliści od ratownictwa wodnego przestrzegają.

- Niebezpieczne są zwłaszcza rzeki z uskokami dna, wirami. To tam, jak wynika ze statystyk policyjnych, zdarza się najwięcej utonięć. W morzu mamy z kolei fale, które z pozoru niewinne, cofając się, mogą nas wciągnąć w głąb morza. A poza tym każda woda z nie do końca rozpoznanym dnem może sprawić tragiczne niespodzianki - tłumaczą przedstawiciele WOPR. Wskazują też na nieodpowiedzialność samych kąpiących się.

Jak mówi przedstawiciel WOPR w Elblągu, często przyczyną wypadków jest alkohol (warto przypomnieć, że zarządzający kąpieliskiem ma prawo nie wpuścić osoby nietrzeźwej lub zażądać opuszczenia terenu). Druga przyczyna utonięć to brawura, zwłaszcza młodych ludzi. Jednak równie często jest to niefrasobliwość rodziców, którzy pozwalają maluchom na samodzielne pływanie na kole czy materacu i nierzadko spuszczają dziecko z oczu. Wtedy tragedia gotowa. Nawet najlepiej wypełniający swoje obowiązki burmistrz nie pomoże.

@RY1@i02/2013/161/i02.2013.161.08800030b.802.jpg@RY2@

Utonięcia w ostatnich latach

Monika Górecka-Czuryłło

monika.gorecka@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.