Zamiast sensownej reformy będą paraliż i bałagan
Na fali zmiany władzy oraz emocjonujących wydarzeń w Sejmie tworzy się wiele list najpilniejszych potrzeb zmian legislacyjnych. Warto, by na taką listę trafiła także świeżo znowelizowana ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym (Dz.U. z 2023 r. poz.1688 ze zm.).
Należy podkreślić, że samorządowcy wyczekiwali tej reformy. Władztwo planistyczne to jedno z najsilniejszych narzędzi, jakimi ustrojowo dysponują gminy. Jego egzekucja rodzi poważne skutki dla życia wspólnot samorządowych. Pożądane były zatem dostosowanie narzędzia do prowadzenia polityki planistycznej do zmieniających się potrzeb społeczno-gospodarczych oraz uproszczenie i przyspieszenie procedur. Ponieważ jednak projekt nowelizacji, będącej kamieniem milowym Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności (KPO), był znacząco opóźniony, a gwałtownemu przyspieszeniu uległ nagle, wyszło jak z zakalcem w cieście. Przepis i składniki były niezłe, ale czasu na wyrastanie zabrakło i w rezultacie wypiek nie badzo nadaje się do zjedzenia.
Przepisy przejściowe wprowadzą chaos
Do najważniejszych zmian należą: wprowadzenie obowiązku sporządzenia strategii rozwoju gminy, zastąpienie studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego planem ogólnym (w przeciwieństwie do studium będącym aktem prawa miejscowego) i wprowadzenie terminowości decyzji o warunkach zabudowy oraz wymogu ich zgodności z planem ogólnym. Od 1 stycznia 2026 r. strategia rozwoju gminy, dotąd fakultatywna i dowolna co do formy, będzie obligatoryjnym dokumentem zawierającym model struktury funkcjonalno-przestrzennej gminy oraz ustalenia i rekomendacje w zakresie kształtowania i prowadzenia polityki przestrzennej.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.