Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Firmy płacą za hojność polityków

28 czerwca 2018

Urzędy w wyścigu o palmę pierwszeństwa rozdały więcej unijnych pieniędzy, niż miały. Kiedy rzeka dotacji wyschła, inwestycje poczynione akonto obietnic zamiast zyskiem okazały się dla przedsiębiorców poważnym obciążeniem

Politycy chcieli się wykazać. Zabłysnąć przed kamerami, że rozdają unijne dotacje szybciej niż ktokolwiek w Europie. Procentem można pochwalić się w kampanii wyborczej, a z niedotrzymanych obietnic i tak nikt w Polsce nie rozlicza. I dlatego pewnie nikt nie mówił, kiedy skończą się pieniądze. Liczył się tylko procent wykonania. Aż wreszcie przekroczył 100 proc. Rzeka dotacji wyschła, a inwestycje poczynione akonto obietnic zamiast zyskiem okazały się dla firm poważnym kosztem.

W pogoni za procentem wykonania Ministerstwo Rozwoju Regionalnego (MRR) zapewniało wojewódzkie urzędy, że ma jeszcze w zanadrzu krajową rezerwę wykonania. Specjalną pulę pieniędzy, na wypadek gdyby regionalne instytucje rozdały za dużo.

- Jesteśmy dopingowani przez MMR, aby zwiększyć dynamikę kontraktowania, i tak robiliśmy. Tym bardziej że na konkursy wpłynęło dużo dobrych projektów - tłumaczy Kazimierz Tęczar, wicedyrektor Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Krakowie.

Zarząd województwa małopolskiego jeszcze jesienią ubiegłego roku zakontraktował ponad 190 mln zł więcej, niż to wynikało z przyjętego dla niego planu działania. Dzięki temu awansował w ministerialnym rankingu instytucji, które wdrażają Program Operacyjny Kapitał Ludzki (PO KL). Jednak realna kwota, którą urząd ma do wydania w 2010 roku, to 114 mln zł.

Problem przeszacowanych wydatków dotyczy wielu województw. Wszystkie przyspieszyły rozdawnictwo, rywalizując o magiczną krajową rezerwę wykonania. Śpieszcie się, póki są pieniądze.

Mazowiecka Jednostka drażania Programów Unijnych (MJWPU) tak się śpieszyła, że ma już zaangażowane 82 proc. środków, które przyznano jej na cały 2010 rok. Już dziś wie, że funduszy zabraknie dla 30 realizowanych projektów. Pieniędzy nie dostaną przedsiębiorcy.

Elżbieta Szymanik, wicedyrektor MJWPU, rozkłada ręce i tłumaczy, że nie ma żadnego przepisu, który zakazałby województwom kontraktować więcej pieniędzy, niż mają przyznane w swoich planach finansowych. Trudno w to uwierzyć, ale wbrew zdrowemu rozsądkowi ustawa o zasadach prowadzenia polityki rozwoju na to zezwala.

- Jednocześnie ustawa o finansach publicznych każe rygorystycznie przestrzegać rocznych limitów ustalonych przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, a te są problematyczne - dodaje Szymaniak. Sama na ten rok wnioskowała o 345 mln zł, a przyznane miała 245 mln zł.

Urzędników chronią sprzeczne zapisy. Ale drobny druk nie spłaci kredytów zaciągniętych przez biznesmenów. Takich jak Krzysztof Karolak z Poznania, który musiał wziąć 40 tys. zł kredytu, bo Wojewódzki Urząd Pracy w Poznaniu przez kilka miesięcy nie przelał mu środków. Firmy coraz częściej uciekają się do forteli. Z góry zawyżają wartość projektów, spodziewając się dodatkowych kosztów operacyjnych. Europejskie Centrum Przedsiębiorczości, które za pieniądze z UE szkoli pracowników innych firm, pobiera od klientów zaliczki. Co prawda pieniądze później zwraca, ale i tak ktoś ostatecznie ponosi koszty urzędniczej niefrasobliwości. - Wymyśliliśmy taki mechanizm, aby nie ponosić kosztów kredytu komercyjnego - mówi Jerzy Kwieciński z Europejskiego Centrum Przedsiębiorczości, były wiceminister rozwoju regionalnego.

Ministerstwo nie uczy się na błędach. Już wiadomo, że problemy z finansowaniem unijnych projektów będą też w tym roku. Wojewódzki Urząd Pracy (WUP) w Krakowie wstrzymał podpisywanie umów z przedsiębiorcami i samorządami, którym wcześniej przyznał dofinansowanie w konkursach.

WUP proponuje przedsiębiorcom, żeby rozpoczęli ich realizację dopiero w 2011 roku albo kredytowali je przez kilka miesięcy z własnych środków. A to oznacza konieczność znalezienia nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych.

- Rok bez finansowania projektów to zmarnowany czas. Wiele firm nie zdecyduje się na ich realizację z własnych środków, a stracą na tym osoby, którym te projekty miały pomóc - mówi Waldemar Wysiński z firmy Faber Consulting.

Ze swojej strony MRR zasłania się autonomią województw w ustalaniu swoich budżetów. Zdaniem Waldemara Sługockiego, wiceministra rozwoju regionalnego, część regionów nie potrafiła w ubiegłym roku odpowiedzialnie zaprognozować wydatków na 2010 rok.

- Województwa mogły tak planować ogłaszanie konkursów i wybierać do dofinansowania taką liczbę projektów, na które realnie mają zapewnione środki - podkreśla Waldemar Sługocki i zaraz przyznaje, że przeprowadzi analizę wykorzystania unijnych funduszy w poszczególnych programach operacyjnych. Ale to już pewnie będzie po wyborach.

@RY1@i02/2010/092/i02.2010.092.000.003a.001.jpg@RY2@

Pieniądze z UE dla firm, samorządów i prywatnych osób

Beata Lisowska

beata.lisowska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.