Nauczycieli czekają zwolnienia
● Kolejne obowiązki samorządów wymuszą redukcję liczby nauczycieli
● Wójt nie zatwierdzi planów nauczania, jeśli szkoły nie zmniejszą zatrudnienia
● Młodzi nauczyciele w zamian za pracę godzą się na utratę przywilejów
Likwidacja szkół to tylko jedna z możliwości, po jaką sięgają samorządy, aby zmniejszyć koszty związane z oświatą. Co roku średnio zamykanych jest około pół tysiąca placówek.
W ostatnich trzech latach liczba szkół zmniejszyła się o 1,7 tys. Główną przyczyną takich działań jest niż demograficzny. A mniejsza liczba uczniów to niższe wpływy do budżetów samorządów. W samych tylko szkołach podstawowych w ostatnich sześciu latach ubyło ponad 400 tys. dzieci. To jednak nie przekłada się na spadek liczby nauczycieli. Wręcz przeciwnie. Od 2008 roku przybyło ich o 7 tys. Dlatego samorządy szukają sposobów na zmniejszenie liczby nauczycieli. Nie jest to proste chociażby ze względu protesty związków zawodowych.
- Mam do likwidacji sześć szkół. Chcemy jednak przekazać je innemu podmiotowi. Może to być stowarzyszenie rodziców - mówi Marek Cebula, burmistrz Krosna Odrzańskiego.
Tłumaczy, że takie rozwiązanie jest korzystne dla wszystkich stron - dzieci, rodziców i samorządu. Szkoły nadal funkcjonują, są publiczne, a jeżeli nie działają dobrze, to gmina zawsze może je odebrać stowarzyszeniu. Przy okazji gmina pozbywa się problemu związanego z przerostem liczby nauczycieli.
Dodatkowo koszty utrzymania takiej placówki są niższe nawet o 40 proc. To efekt tego, że w szkołach, które należą do stowarzyszeń, nauczyciele są zatrudniani na podstawie kodeksu pracy, a nie Karty nauczyciela (KN). Tym samym nie obowiązuje ich 18-godzinne pensum. Wynagrodzenie nie jest z góry określone, tylko jego wysokość proponuje pracodawca. Takie warunki pracy nieograniczone KN szczególnie odpowiadają młodym pedagogom. A tych na rynku nie brakuje. Co roku przybywa 70 tys. absolwentów studiów pedagogicznych. Kolejne 228 tys. wciąż się uczy.
- Do wydziałów edukacji w samorządach zgłaszają się młodzi nauczyciele, którzy chcą pracować dłużej i za niższe pieniądze -potwierdza Marek Olszewski, wójt gminy Lubicz (woj. kujawsko-pomorskie), wiceprzewodniczący Związku Gmin Wiejskich Rzeczypospolitej Polskiej, członek Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu.
Argumentem za likwidacją szkoły mogą być jej słabe wyniki w nauczaniu.
- Od kiedy wyniki egzaminów są publicznie znane to sami rodzice i uczniowie weryfikują, które szkoły powinny być przez nas likwidowane, bo nie chcą się w takich placówkach uczyć - mówi Bożena El-Maaytah, naczelnik wydziału edukacji we włocławskim urzędzie miejskim.
Narzędziem, które może pomóc samorządom ograniczyć liczbę nauczycieli, jest tzw. arkusz organizacyjny. Dyrektorzy szkół prognozują w nim m.in., ilu nauczycieli będą potrzebowali w kolejnym roku szkolnym. Dla samorządów to kolejny atut w ręce, żeby wykazać, że ich potrzeby związane z zatrudnieniem pedagogów są mniejsze i muszą zwolnić pewną ich liczbę.
- Namawiam wójtów, aby korzystali z tego rozwiązania i w ten sposób zmuszali dyrektorów szkół do zmieszania zatrudnienia - mówi Marek Olszewski.
Podkreśla, że mimo silnego oporu związków oświatowych gminy w tym roku będą jednak zmuszane do ograniczania zatrudnienia w oświacie.
Uzasadnieniem dla ograniczenia liczby nauczycieli jest wysokość subwencji oświatowej, jaką samorządy dostają z budżetu państwa. Ta jest przyznawana na tzw. ucznia przeliczeniowego, a nie na nauczyciela. Gminy tłumaczą, że im mniej uczniów, tym niższa subwencja. A tym samym coraz trudniej utrzymywać im dotychczasową liczbę nauczycieli. Jakby tego było mało, praktycznie każdy rząd nie chcąc narazić się na konflikt z silnymi związkami zawodowymi, przyznaje im podwyżki (w tym roku od września 7 proc.). Problem w tym, że niektórym gminom nie starcza pieniędzy z subwencji na ich wypłatę.
Do tego samorządy od 2009 roku mają obowiązek zapewniania średnich płac i wypłacania tzw. dodatku uzupełniającego. Trafia on do wszystkich nauczycieli bez względu na ich zaangażowanie do pracy. To nie obniża kosztów utrzymywania dotychczasowej rzeszy nauczycieli.
- Wcześniej przed obowiązkiem zapewnienia średnich, gdy szkoła była likwidowana, to samorząd szukał miejsca dla zwalnianych nauczycieli w innych placówkach. Dziś jest to niemożliwe - mówi Tadeusz Kołacz, dyrektor Zarządu Szkół i Przedszkoli w Chrzanowie.
Problem z nadmiarem nauczycieli i związanymi z tym rosnącymi kosztami ma Częstochowa. Tam na wyrównanie pensji za ubiegły rok wydano 14,1 mln zł a w poprzednim niewiele mniej.
- Mimo tych kosztów nie chcemy jednak zamykać szkół, ale zmniejszyć liczbę nauczycieli - mówi Ryszard Stefaniak, naczelnik wydziału edukacji Urzędu Miasta Częstochowy.
Tłumaczy, że w pierwszej kolejności z pracą będą musieli się pożegnać osoby w wielu emerytalnym lub te, które pobierają już takie świadczenie.
Większa liczba nauczycieli to wzrost wydatków bieżących samorządów. Obecnie gminy nie mogą się zadłużać powyżej 60 proc. dochodów. Dodatkowo Ministerstwo Finansów chce w przyszłym roku ograniczyć deficyt budżetów gmin o 4 proc. W kolejnych latach granica zadłużania się samorządów ma jeszcze spaść. To ogranicza możliwość zaciągania przez nie kredytów.
- Budżet urzędu wynosi 45 mln zł, a zadłużenie 35 mln zł. To oznacza, że przy dopuszczalnym progu zadłużenia 60 proc. już przekraczamy go o 3 proc. - mówi Marek Cebul.
W efekcie gmina musi szukać oszczędności. W związku z tym redukcje nauczycieli są nieuniknione.
@RY1@i02/2011/040/i02.2011.040.183.006a.001.jpg@RY2@
Gminy co roku likwidują kolejne szkoły z powodu niżu demograficznego
@RY1@i02/2011/040/i02.2011.040.183.006a.002.jpg@RY2@
Co przeszkadza samorządom w obniżaniu kosztów prowadzenie szkół
Artur Radwan
artur.radwan@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu