Dawid, który pokonał janosika
Rafał Szczepański jest blisko sukcesu. Jego propozycje zmian w janosikowym mają ogromne szanse wejść w życie
Dzięki niemu mazowieckie gminy, powiaty i samo województwo mogą zaoszczędzić rocznie nawet 220 mln zł. Z kolei biedniejsze gminy i powiaty z reszty kraju patrzą na niego wilkiem. O Rafale Szczepańskim, warszawskim przedsiębiorcy oraz inicjatorze akcji "STOP janosikowe", za chwilę będzie mówić cała Polska. Zaproponowane przez niego zmiany zasad wypłacania finansowego wsparcia przez zamożne samorządy na rzecz biedniejszych, by wyrównać przepaść rozwojową, są jedyną inicjatywą obywatelską w historii wolnej Polski, która może zyskać akceptację Sejmu.
Osoby wspierające Szczepańskiego mówią o nim "człowiek z charyzmą" oraz "pozytywny uparciuch". W oczach sceptyków ma po prostu zbyt dużo wolnego czasu. - Najcenniejsze, co przedsiębiorca może dać od siebie społeczeństwu, to właśnie czas i kompetencje - odpowiada krytykom. Duże znaczenie dla jego obecnych poczynań miały doświadczenia z połowy lat 90., kiedy Polska jedną nogą była w erze rodzącego się kapitalizmu, drugą grzęzła w pozostałościach poprzedniego systemu. Wraz z kolegami założył spółdzielnię mieszkaniową, by zbudować dla siebie i znajomych 30 mieszkań na warszawskiej Pradze. A przy okazji po to, by przełamać monopol tradycyjnej spółdzielczości ustawiającej ludzi w kolejce po wymarzone lokum. Udało się, a on utwierdził się w przekonaniu, że nie ma systemu, którego nie dałoby się pokonać. Sukces postanowił przekuć w biznes - i tak zajął się działalnością deweloperską.
Kontakty biznesowe, które Szczepański zaczął nawiązywać w latach 90., zaprocentowały 20 lat później, gdy postanowił rozprawić się z systemem janosikowego prawa. - Poznawaliśmy ludzi, stowarzyszenia, społeczników. Często żalili się, że nie mogą liczyć na wsparcie finansowe ze strony władz. Zacząłem się zastanawiać, dlaczego tak się dzieje - opowiada.
Któregoś wieczoru usiadł z kawą przy biurku, na które rzucił stertę papierów, wśród których był budżet stolicy. Po żmudnej analizie dopatrzył się pewnej prawidłowości. - Nawet przy spadającej dynamice przychodów w dalszym ciągu widniał stały wydatek w postaci gigantycznego janosikowego, które trafiało do innych samorządów. Rok do roku około miliarda złotych - mówi.
Przez lata obowiązywania system subwencjonowania biedniejszych samorządów przez zamożniejsze uległ wypaczeniu. Szczególnie dotkliwie odczuwają to najwięksi płatnicy janosikowego, np. województwo mazowieckie. W tym roku Mazowsze musi wypłacić na rzecz innych województw 659 mln zł - prawie 40 proc. dochodów podatkowych. Jeszcze dwa lata temu było to aż 60 proc. W styczniu tego roku marszałek województwa musiał zaciągnąć 52 mln zł kredytu, aby wypłacić ratę janosikowego. - Można wspomagać finansowo sąsiada, ale nie można robić tego kosztem zaspokajania podstawowych potrzeb domowników - pomyślał Szczepański. I od tego momentu za punkt honoru obrał sobie udowodnienie, że jest w stanie zmienić tę sytuację.
Zanim przystąpił do działania, chciał zyskać pewność, że prawo jest po jego stronie. Najpierw skonsultował się ze znajomymi prawnikami, potem o formalną opinię poprosił Marcina Wiącka z Katedry Prawa Konstytucyjnego Uniwersytetu Warszawskiego. Wszyscy podważyli zgodność systemu janosikowego z ustawą zasadniczą. Uzbrojony w ekspertyzy udał się do radnych stolicy. Ich reakcja zaskoczyła nawet jego samego - po zapoznaniu się z jego argumentami jednogłośnie poparli wniosek o skierowanie skargi do Trybunału Konstytucyjnego.
Skarga Warszawy trafiła do TK, a za jej przykładem poszli samorządowcy województwa mazowieckiego. Szczepański zaangażował jeszcze kilku przyjaciół. Wspólnie postanowili pójść za ciosem i poszukać wsparcia u posłów, by rozruszać inicjatywę obywatelską - czyli zgłosić projekt ustawy zmieniającej zasady janosikowego. - Podkreślaliśmy, że nie mamy ambicji politycznych. Być może stąd wzięła się u parlamentarzystów wola współpracy, bo nie widzieli w nas konkurentów - przyznaje.
Wkrótce, jak sam mówi, zaczął pracować na dwa etaty. W dalszym ciągu współkierował firmą deweloperską, ale popołudnia i weekendy spędzał na zbieraniu podpisów pod obywatelskim projektem ustawy. Akcje przeprowadzane były m.in. w Warszawie, Trójmieście, Poznaniu, Krakowie i wielu miejscowościach na Mazowszu. Wysiłek się opłacił. Pod projektem udało się zebrać 157 tys. podpisów. Złożony w Sejmie projekt przeszedł udanie pierwsze czytanie, a następnie sprawą zajęła się podkomisja.
W sprawozdaniu z jej prac posłowie ustalili limity poboru janosikowego (nie więcej jak 15 proc. dochodów własnych w gminach, 55 proc. w powiatach i 40 proc. w województwach), a także nowy algorytm wyliczania wypłacanej kwoty, bardziej niż dotychczas uwzględniający faktyczny poziom zamożności regionu. W założeniu przyjętym przez posłów płatnicy janosikowego będą oddawać mniej, a jego beneficjenci tego nie odczują - ubytki zrekompensują im "uwolnione" pieniądze pochodzące z rezerwy budżetowej dla gmin znalezionej w janosikowej ustawie i z rezerwy drogowej dla powiatów i województw będącej dotychczas w gestii ministra finansów. Nie obyło się także bez ustępstw. - Zmniejszyliśmy nasze oczekiwania. W końcu każda ustawa jest tyle warta, ile ma poparcia w Sejmie - podkreśla Szczepański.
W przyszłym tygodniu projekt trafi do drugiego i - wszystko na to wskazuje - trzeciego czytania w Sejmie. W wolnej Polsce jeszcze nigdy inicjatywa obywatelska na taką skalę nie zyskała takiej szansy.
Przez swoją działalność Rafał Szczepański stał się osobą publiczną. Ściągnął na siebie uwagę mediów z całej Polski, ale potrafi umiejętnie ją wykorzystać do promowania inicjatywy. Z doświadczeń inicjatora akcji "STOP janosikowe" chętnie korzystają teraz samorządowcy w walce o własne interesy.
Szczepański potrafił także uspokoić wrogów, którzy mogli zablokować inicjatywę. A było ich co najmniej 550. Tylu członków zrzesza Związek Gmin Wiejskich RP, który ostro sprzeciwiał się jego propozycjom. - On jest głównie rzecznikiem Warszawy i powiatów. Owszem, jesteśmy w stanie zaakceptować pewne zmiany, ale nie zgadzamy się na uszczuplenie budżetów mniej zamożnych gmin - mówił sekretarz związku Edward Trojanowski.
Właśnie po to, by przekonać do pomysłu zmian gminnych włodarzy, zdecydowano sie na uwolnienie pieniędzy z rezerw gminnych i drogowych, do tej pory przyznawanych uznaniowo. - Dzięki temu na reformie janosikowego nie straci żadna polska biedna wiejska gmina. Nie stracą także powiaty i województwa - mówi poseł Waldy Dzikowski (PO), przewodniczący podkomisji. - To, co osiągnęliśmy, jest wynikiem słuchania nie tylko siebie, ale także przeciwnych argumentów - dodaje Szczepański.
@RY1@i02/2012/140/i02.2012.140.18600080a.802.jpg@RY2@
Marcin Kaliński
RAFAŁ SZCZEPAŃSKI warszawski przedsiębiorca, który zorganizował akcję "STOP janosikowe". Dzięki niemu bogate samorządy nie będą musiały dłużej rujnować budżetów, aby wywiązać się z ustawowej pomocy biedniejszym gminom oraz powiatom
Tomasz Żółciak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu