Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Samorząd terytorialny i finanse

Na szczeblu lokalnym pozytywnie o UE, choć z zastrzeżeniami

Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Ośmiu na dziesięciu samorządowców twierdzi, że integracja z Unią Europejską przyniosła więcej korzyści niż strat

Dziesięć lat naszej obecności w UE minie 1 maja przyszłego roku. Samorządowcy lepiej oceniają to członkostwo niż ogół polskiego społeczeństwa. Aż 84 proc. przedstawicieli samorządu twierdzi, że miasta i gminy dobrze wykorzystują fundusze europejskie, które są możliwe do wykorzystania w ramach różnych dofinansowań. Korzyści z akcesji widzi 86 proc. samorządowców, a tylko 7 proc. jest zdania, że zmiana dała tyle samo strat co korzyści. Tych, których zdaniem negatywy przeważają nad pozytywami, był tylko 1 proc.

Ankieta została rozesłana przez Instytut Spraw Publicznych we współpracy ze Związkiem Miast Polskich, Związkiem Powiatów Polskich i Związkiem Gmin Wiejskich do prawie 2900 samorządowców. Odpowiedziało 736 osób. Za główne korzyści respondenci uznawali możliwość swobodnego przekraczania granic w Europie, napływ inwestycji do samorządu i rozbudowę lokalnej infrastruktury. W badaniach mieszkańców kraju optymizm jest mniejszy. Z badań prowadzonych przez Centrum Badania Opinii Społecznej wynika, że eurosceptyków jest więcej. To ponad połowa respondentów.

Nie od razu aquapark

Najwięcej odpowiedzi dotyczących korzyści ze wstąpienia Polski do UE wpłynęło z samorządów woj. wielkopolskiego (14 proc. wszystkich ankiet) i Mazowsza (10 proc. ankiet). Osoby wypełniające ankiety miały zazwyczaj co najmniej dziesięcioletni staż pracy w samorządzie. Ich zdaniem najwięcej skorzystali na członkostwie w UE politycy i rolnicy. Najmniej zaś emeryci i osoby bezrobotne. Tylko 44 proc. respondentów uważa, że integracja Polski w ramach UE przyczynia się do powstania nowych miejsc pracy, w tym także zatrudnienia w samorządzie terytorialnym. Wśród negatywów samorządowcy wymieniali m.in. duży odpływ Polaków za granicę.

Ale może niektóre samorządy nie potrafiły wykorzystać instrumentów, w tym finansowych, które generowałyby miejsca pracy i rozwój gospodarczy?

- Postawiliśmy na infrastrukturę, na którą mogliśmy pozyskać unijne środki - mówi burmistrz miasta Kowal Eugeniusz Gołembiewski. - Udało się zbudować oczyszczalnię ścieków, wodociąg miejski, sporo dróg i boiska sportowe dla dzieciaków. Na projekty z kosmosu pieniędzy nie wydawaliśmy, choćby na aquaparki. Bo to szumne hasło, ale potem taki obiekt jest trudny do utrzymania. Może to dopiero następny etap w rozwoju miasteczka.

Podobnie wydawali środki unijne inni włodarze małych samorządów.

- Korzystaliśmy przede wszystkim ze środków tzw. twardych, czyli tych przeznaczanych na infrastrukturę, budowę dróg, kanalizacji, szerokopasmowego internetu - mówi wójt Komornik Jan Broda.

Wypowiedzi włodarzy potwierdzają dane ISP. Na pierwszym miejscu znajdują się inwestycje dotyczące infrastruktury, dalej ochrona środowiska, turystyka.

Napisać i zapłacić

Ankietowani samorządowcy przyznają, że są dwie największe bariery przy przyznawaniu unijnych funduszy. To procedury, na które wskazuje prawie 80 proc. ankietowanych, i konieczność posiadania środków własnych, o czym mówi prawie 68 proc.

- Trzeba mieć środki własne, ale należy też dobrze napisać wniosek. No i na końcu dobrze go rozliczyć, co nie jest takie proste - mówi wójt Jan Broda.

Samorządowcy skarżą się także na przyznawane w ramach UE tzw. środki miękkie. Organizowane są szkolenia dla bezrobotnych, do których ci przystępują. Jednak nadal, jak wynika z obserwacji włodarzy i samorządowców, pracy bezrobotni po takich szkoleniach nie dostają.

Z danych ISP wynika, że największym wyzwaniem dla samorządowców stał się wkład własny. Prawie 84 proc. ankietowanych musiało zmierzyć się z koniecznością zyskania nowych kwalifikacji, zainwestować w szkolenia zawodowe lub językowe.

Monika Górecka-Czuryłło

 monika.gorecka@infor.pl

OPINIA EKSPERTA

@RY1@i02/2013/234/i02.2013.234.08800030a.804.jpg@RY2@

Łukasz Wenerski analityk w Instytucie Spraw Publicznych

Po prawie 10 latach obecności Polski w Unii Europejskiej wygranymi są politycy, zwłaszcza ci z wyższego szczebla zyskali na funkcjonowaniu w strukturach UE. Oni mogą zaprezentować się na nowej arenie, w nowych, międzynarodowych rolach. Urzędnicy niższego szczebla też, jeśli np. potrafią odpowiednio wykorzystać fundusze europejskie. Wszak to, co uda się zrealizować, jest zapisywane na ich konto. Druga grupa beneficjentów to rolnicy. Są dopłaty bezpośrednie i inne rodzaje wsparcia finansowego, z których rolnicy skorzystali. Dotyczy to zwłaszcza dużych gospodarstw. One wyglądają dziś zupełnie inaczej niż przed naszym wejściem do UE. Po przeciwnej stronie są emeryci oraz bezrobotni, ale to bolączka wszystkich krajów UE. Widać więc, że w dziedzinie wspierania walki z bezrobociem UE nie odnosi w oczach samorządów sukcesów.

Obraz UE w oczach samorządowców jest bardzo optymistyczny. Oceniają oni członkostwo Polski lepiej niż ogół społeczeństwa. Z badań ISP wynika, że na osiem z dziesięciu ankietowanych osób jest zdania, że członkostwo Polski w UE przynosi zarówno krajowi, jak i samorządom lokalnym więcej korzyści niż strat. Z kolei z wiosennych badań CBOS wynika, że wśród ogółu społeczeństwa tylko co druga osoba uważa, że członkostwo UE przynosi Polsce więcej korzyści niż strat Może na małym podwórku łatwiej te korzyści zauważyć i wygenerować.

@RY1@i02/2013/234/i02.2013.234.08800030a.805.jpg@RY2@

Główne bariery w uzyskiwaniu dofinansowania projektów ze środków unijnych

TRZY PYTANIA DO EKSPERTA

Skoczek, ale jeszcze nie skok cywilizacyjny

@RY1@i02/2013/234/i02.2013.234.08800030a.806.jpg@RY2@

Leszek Świętalski burmistrz gminy Stare Bogaczowice, członek zarząd Związku Gmin Wiejskich

Jak to jest z programami unijnymi w małych miejscowościach?

Na pewno jest to skok cywilizacyjny. Udało się zbudować nowe drogi, kanalizację. W skali kraju jest to ok. 80 mld zł przeznaczonych na infrastrukturę. Ale mimo wsparcia finansowego z UE nożyce między dofinansowaniem miast i wsi trochę się rozwierają. Nasze projekty były o ok. 23 proc. droższe niż projekty miejskie.

To na co narzekacie jako przedstawiciele związku?

Głównie na biurokrację. Urzędnik czasem boi się obudować wniosek papierowo, ale niestety musi, bo są formalne wymogi. Nie zawsze jasne i zrozumiałe dla zwykłego obywatela. Ale z drugiej strony rozumiemy też, że skomplikowane procedury pozwalają na większą przejrzystość wniosku. Trudniej przy ich stosowaniu "naciągnąć" gminną inwestycję na unijne pieniądze. Wszystko trzeba dokładnie udokumentować, wskazać cele, własne środki finansowe. Tak więc być może te procedury są jednak potrzebne, bo wymuszają, także na przyszłość, dobre przygotowanie się do aspirowania o unijne pieniądze. A przecież wkrótce kolejna transza, konieczność składania następnych wniosków. Może po pierwszym, pionierskim, trudnym okresie gminni urzędnicy i włodarze będą już lepiej przygotowani do aplikowanie o pomoc unijną dla lokalnych środowisk.

Przecież ludzie ze wsi wyjeżdżają, często zresztą korzystając z różnych dofinansowań, nie można ich zatrzymać. Czy ten skok cywilizacyjny dokonany przy udziale unijnych pieniędzy w małych jednostkach samorządu terytorialnego miał rzeczywiście miejsce?

Tak. Choć potrzeby są nadal wielkie. Na infrastrukturę, według naszych szacunków, potrzeba byłoby jeszcze ok. 96 mld zł, głównie na kanalizację i wodociągi na wsiach. W nowym rozdaniu mamy dostać ok. 9,6 mld euro. Na razie trudno zatrzymać ludzi mimo pieniędzy zainwestowanych w lokalną infrastrukturę. Może łatwiej o pracę w dużym mieście albo za granicą. Ale trendy się zmieniają. Może się okazać, że warto zainwestować w biznes w małej ojczyźnie.

Rozmawiała Monika Górecka-Czuryłło

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.