Zmienić czy zlikwidować: gromadzą się czarne chmury nad gminnymi i miejskimi strażami
Przeganiają babcię handlującą pietruszką, czyhają na kierowców, którzy źle zaparkują. Zależy im tylko na wlepieniu mandatów. Taka jest niemal powszechna opinia o lokalnych służbach porządkowych
Przedstawiciele straży uważają, że to opinia krzywdząca. Jednak coraz więcej miejscowości z tej formacji rezygnuje. W najbliższym czasie nad likwidacją straży obradować będzie samorząd Krakowa. Jest już wniosek w tej sprawie.
Zbierane też były podpisy pod podobnym wnioskiem w Płocku. Jak nam jednak powiedziała rzeczniczka lokalnej straży Jolanta Głowacka, zbyt mało osób podpisało listę i pomysł upadł.
W małych jednostkach niepotrzebna
Straży miejskich nie ma już w kilkunastu miejscowościach. Najwcześniej zlikwidowano ją w Szczyrku - już w latach 90. Od 2007 roku nie ma straży w Stalowej Woli, a rok wcześniej zrezygnowano z niej w Chrzanowie
- Dla nas to już historia, o której niemal zapomnieliśmy - żartuje burmistrz Chrzanowa Ryszard Kosowski. - Podstawą do likwidacji była niska ocena efektywności. Mówiąc wprost, mieszkańcy twierdzili, że strażnicy nic nie robili oprócz wystawiania mandatów. A przecież nie to jest głównym zadaniem straży miejskiej.
Zadań, zgodnie z ustawą z 29 sierpnia 1997 r. o strażach gminnych (Dz.U. z 1997 r. nr 23, poz. 779 z późn. zm.), jest niemało. Do najważniejszych należy utrzymanie ładu i czystości na terenie miasta, zapobieganie zakłócaniu porządku publicznego i ewentualne interwencje, informowanie właściwych władz o różnego typu awariach oraz o uszkodzeniach ulic i ciągów pieszych, ochranianie obiektów komunalnych, zapewnianie bezpieczeństwa podczas zgromadzeń i imprez publicznych. Strażnicy mogą też wykrywać i zgłaszać wykroczenia, ale w tym przypadku muszą współpracować z policją. Mogą również czuwać nad porządkiem i kontrolą ruchu drogowego.
- Z tego uprawnienia korzystają najczęściej, przynajmniej w ocenie społecznej - mówi burmistrz Strzegomia Zbigniew Suchyta. Mieszkańcy zebrali 400 podpisów pod wnioskiem o odwołanie straży. Rada w kwietniu podjęła taką decyzję. - Nawet próbowałem ratować strażników. Dostali nowy lokal zamiast maleńkiego pomieszczenia, nowy samochód, który miał usprawnić pracę. Jednak niczego to nie zmieniło - tłumaczy burmistrz.
Straży miejskiej nie ma w Sochaczewie, Trzebini, podwarszawskiej Zielonce. Zazwyczaj były to jednostki maleńkie liczące do 10 osób. A kosztowały do kilkuset tysięcy złotych rocznie, co w przypadku małych gmin jest kwotą sporą. Samorządy zazwyczaj zaoszczędzone w ten sposób pieniądze przeznaczają na dofinansowanie policji. W Strzegomiu np. zorganizowano dodatkowe patrole policyjne, gmina kupiła funkcjonariuszom laptopy, by mniej czasu spędzali, pisząc raporty na starych maszynach do pisania.
Włodarze gmin podkreślają jeszcze jeden mankament straży miejskiej. - Ma mały autorytet społeczny - mówi burmistrz Chrzanowa. - Sami mieszkańcy twierdzą, że policja jest bardziej profesjonalna, skuteczniejsza i ma większe uprawnienia. Myślę, że nawet zmiana zakresu zadań strażników nie wpłynie na odbudowanie autorytetu.
W dużych miastach trzyma się mocno
- Na 90 proc. jest potrzebna - ocenia radna Warszawy Zofia Trębicka. - Te nielubiane radary naprawdę usprawniły ruch na wielu zakorkowanych ulicach stolicy.
Często to sami mieszkańcy proszą o taki radar np. w pobliżu szkoły. - Ludzie jednak są niekonsekwentni. Bo chociaż na stronie miasta podajemy dokładny grafik działania radarów i każdy może sprawdzić, gdzie trzeba zwolnić, to i tak miesięcznie straż łapie około 20 kierowców - mówi rzeczniczka tej formacji w Płocku Jolanta Głowacka.
Władze dużych miast zauważają też potrzebę patroli strażników (często wspólnych z policjantami) oraz sukcesy w porządkowaniu ulicznego handlu, co wcale nie oznacza walki z babcią sprzedającą przysłowiową pietruszkę.
- Jaka babcia z pietruszką - denerwuje się Jolanta Głowacka. - Przed legalnymi targowiskami ustawiają się szpalery handlarzy ze wszystkim. A do nas dzwonią kupcy z bazarów, żeby zrobić z tym porządek, bo do nich klient już nie dochodzi.
W dużych miastach większe jest też zaufanie do strażników, więcej telefonów od mieszkańców, zwłaszcza że funkcjonariusze pełnią dyżury całą dobę. W 120-tysięcznym Płocku jest 72 strażników. W ubiegłym roku zanotowali 9,5 tys. interwencji po zgłoszeniach mieszkańców. A w największych aglomeracjach liczba interwencji przekracza 100 tys. rocznie.
- Wcale nie są to tylko interwencje drogowe - mówi rzecznik straży miejskiej w Gdańsku Miłosz Jurgielewicz. - Strażnicy reagują na bałagan na posesjach, hałasy w nocy, wysypujące się kosze, nawet psie kupy. Policja straży miejskiej nie zastąpi i nawet by chyba nie chciała. W małej gminie, gdzie jest kilku strażników, łatwiej o taką operację.
O byt straży miejskiej w aglomeracji spokojni są zarówno sami strażnicy, jak i władze miast. Nawet w Krakowie, gdzie udało się zebrać podpisy i na jednej z najbliższych sesji będzie głosowanie w tej sprawie, panuje spokój.
- Na likwidację straży nie ma żadnych szans - mówi Filip Szatanik z biura prasowego miasta. I dodaje, że mieszkańcom ta formacja jest potrzebna, zważywszy dodatkowo na liczne akcje prewencyjne i edukacyjne prowadzone przez strażników. W związku z wejściem w życie ustawy śmieciowej w niektórych miastach jeszcze dołożono strażnikom obowiązków (np. w Krakowie czy Wrocławiu) i funkcjonariusze kontrolują teraz także segregację odpadów.
Posłowie proponują wyłączenie straży miejskiej z procesu kontroli fotoradarowej oraz odebranie strażnikom możliwości karania kierowców z tytułu wykroczeń za nieprawidłowe parkowanie. Wniosek jest już w Sejmie.
Monika Górecka-Czuryłło
OPINIA EKSPERTA
@RY1@i02/2013/161/i02.2013.161.08800100a.802.jpg@RY2@
Marek Wójcik przewodniczący sejmowej komisji spraw wewnętrznych
Jestem sceptyczny w stosunku do projektu nowelizacji ustawy o strażach gminnych. Może jest ona miła dla ucha wyborców, ale tak naprawdę nie proponuje niczego w zamian, bo nie wiadomo, kto miałby się zająć bezpieczeństwem mieszkańców. A przerzucanie tych zadań na barki policji to marnotrawstwo publicznych pieniędzy. Policja jest lepiej wyszkolona i powinna zajmować się poważniejszymi sprawami. Warto też przypomnieć, że za straż miejską odpowiedzialny jest bezpośrednio wójt, burmistrz, prezydent. To samorząd decyduje, co strażnicy mają robić i w jakie narzędzia będą wyposażeni. W większości gmin wcale nie ma fotoradarów. Więc to władze gminy decydują, czy ze strażników uczynić maszynkę do robienia pieniędzy, czy postawić np. na lepszą współpracę strażników z mieszkańcami, co poprawi bezpieczeństwo w gminie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu