Coraz mniej samodzielności
W imię polityki prorodzinnej każde dziecko znajdzie miejsce w przedszkolu, a wiele nawet w żłobku. Nie będzie dzieci wykluczonych, bo już w tym roku pięciolatki pójdą do przedszkoli nawet w małej wiosce, a za trzy lata trafią tam także maluchy trzyletnie. Rodzice zapłacą w przedszkolach tylko symboliczną złotówkę za każdą dodatkową godzinę poza minimum programowym. A jeszcze sześciolatki pójdą do szkół. I już w ogóle będziemy prawdziwymi Europejczykami, nie narodem z zaścianka, w którym z dzieciakami siedzi babcia albo wychowują je podwórko czy wiejska zagroda.
Pomysły świetne, przyszłość świetlana. I może nie trzeba byłoby być sarkastycznym i ironicznie wypowiadać się o edukacji najmłodszych, gdyby nie pewien szczegół. Oto wszystkie te pomysły udowadniają, że pozostajemy w państwie scentralizowanym, żeby nie powiedzieć takim, które autorytarnie narzuca swoją wizję zarówno samorządom, jak i rodzicom, którzy przecież odpowiadają za swoje dzieci. Pomysły, przynajmniej niektóre dobre, ciekawe i twórcze, odbijają się na lokalnych samorządach. To na nie przerzucana jest większość kosztów. Pieniądze, które są obiecywane gminom z tytułu zmian, nie pokrywają dodatkowych wydatków z nimi związanych. A przecież oświata to zadanie gmin. To one zgodnie z założeniami są bliżej swoich mieszkańców i wiedzą, jak kształtować lokalną politykę, zresztą nie tylko w tym zakresie.
Państwo coraz częściej narzuca zadania samorządom, nie dając jednocześnie budżetowych, państwowych pieniędzy. Tak jest z budową dróg, z wprowadzoną ostatnio ustawą śmieciową, z którą gminy muszą się uporać same, ale w odgórnie narzucony sposób. Jakby mało jeszcze było ukracania samorządności i uszczuplania środków finansowych, to gminom, a właściwie urzędnikom, przybywa pracy. Często bezproduktywnej, papierkowej. Przykładem są choćby wymagane odgórnie sprawozdania dotyczące dysponowania unijnymi pieniędzmi i ich wykorzystania, ale także np. sposób funkcjonowania Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej.
I tak oto wielka zdobycz, jaką była w naszej nowej rzeczywistości samorządność, pomału zamienia się w fikcję. Może dlatego coraz mniej osób utożsamia się ze swoją małą ojczyzną. Bo jeśli nie ma się na coś wpływu, to nie warto walczyć o starą chatę za wsią, drzewo, które ma kilkaset lat, sklepik, w którym od lat pracuje pani Henia, nie mówiąc o lesie, przez który ma przebiegać autostrada. I tak przyjdzie państwowy walec i wszystko wyrówna. A pieniędzy gminie nie da.
@RY1@i02/2013/137/i02.2013.137.088000100.802.jpg@RY2@
Monika Górecka-Czuryłło zastępca redaktora prowadzącego
Monika Górecka-Czuryłło
zastępca redaktora prowadzącego
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu