Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Samorząd terytorialny i finanse

Na zadania zlecone brak funduszy

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Dodatkowe obowiązki dla samorządów to koszmar. Finansowy. Bo często dotacje celowe nawet w połowie nie pokrywają wydatków z tym związanych. A gdy się dopłaca, kwestionuje to RIO

Nawet 3/4 środków na zadania zlecone musimy przekazywać ze środków własnych - mówi wójt Celestynowa Stefan Traczyk. Podobnie jest w 55 mazowieckich gminach, które odpowiedziały na pytania dotyczące samorządowych zadań zleconych. Czasem jest jeszcze gorzej, bo dotacje nie dość, że za małe, to w porównaniu z poprzednimi latami spadają. Z taką sytuacją musiało się zmierzyć 70 proc. pytanych gmin, a tylko w 6 samorządach z tej grupy odnotowano wzrost dotacji.

- To problem, który występuje w całej Polsce - wyjaśnia Tamara Borkowska, zastępca sekretarza w departamencie organizacji Urzędu Marszałkowskiego Województwa Mazowieckiego. - Nie tylko w gminach, lecz także na szczeblu powiatowym i wojewódzkim. - U nas roczna dotacja na zadania zlecone wyniosła 1,75 mln zł, a koszty realizacji zadań 9,75 mln zł. Według danych, jakie zostały zebrane w 16 urzędach marszałkowskich, średnie niedobory sięgają 46 do 88 proc.

W klinczu

- Problem w tym, że samorządom nie wolno dotować zadań zleconych ze środków własnych. Orzecznictwo regionalnych izb obrachunkowych jest w tej kwestii jednoznaczne - jednogłośnie twierdzą samorządowcy. Zaplanowanie środków własnych na te cele oznacza postępowanie za niedochowanie dyscypliny finansów publicznych. To oznacza klincz. Z jednej strony nie wolno im wpisać w budżecie wyższych kwot, z drugiej nie mogą ograniczyć dostępu do usług w zakresie zadań zleconych, bo narażą się swoim wyborcom.

Skarbnikom i włodarzom pozostaje kreatywność, czyli ukrywanie, że kosztuje to samorząd więcej. Izby przypominają wprawdzie, że istnieje droga sądowa, ale samorządy do tego się nie kwapią. - Jesteśmy w sporze sądowym z wojewodą od 2006 r. - mówi Tamara Borkowska. - Proces za niedofinansowanie zadań za 2006 r. wygraliśmy po sześciu latach sądowych batalii. Gmina Karczew dopiero się zastanawia, czy pójdzie do sądu. Bo to nie tylko wydatki na prawników, ale i konieczność szczegółowego policzenia, ile kosztuje praca urzędników przypisanych do poszczególnych zadań, wynajem pomieszczeń, doręczanie przesyłek czy zakup komputerów i konserwacja sieci. A to generuje kolejne koszty.

Obsługa za 3 zł miesięcznie

Kuriozalny przykład przytacza burmistrz Brzegu, Wojciech Huczyński. Zleconym zadaniem jest wypłacanie dodatku energetycznego. W ustawie zapisano, że za obsługę tego działania gmina otrzymuje 2 proc. wartości dodatku, który dla gospodarstwa jednoosobowego wynosi 11,36 zł, a dla pięcioosobowego i więcej - 18,93 zł miesięcznie. - Za 2 proc., czyli od 2,7 zł do niespełna 5 zł miesięcznie pracownik musi przyjąć podanie i je zweryfikować - sprawdzić, czy osoba mieszka u siebie, czy licznik jest na nią zapisany, czy otrzymuje dodatek mieszkaniowy - wyjaśnia burmistrz. Taką decyzję można wydać na pół roku. Same koszty wysłania decyzji to dziś około 10 zł. A poza opłaceniem pracy i wysyłki są jeszcze koszty rzeczowe. Pikanterii dodaje fakt, że dotacja jest liczona wyłącznie od decyzji pozytywnych. - Czyli w praktyce te zweryfikowane negatywnie są wykonywane za darmo - dodaje burmistrz Brzegu.

Wojciech Huczyński przyznaje wprawdzie, że ten dodatek jest wyjątkowo kiepsko wyceniany za sprawą posłów, którzy wnieśli poprawkę do rządowego projektu, ale nie łatwiej jest wykonywać zadania z ustawy z 29 września 1986 r. o aktach prawa cywilnego - Prawo o aktach stanu cywilnego (tj. Dz.U. z 2011 r. nr 212 ze zm.). Też są poważnie niedoszacowane. - I nie dość, że musimy dopłacać do spraw załatwianych przez naszych mieszkańców, to jeszcze obsługujemy w tym zakresie wiejską gminę i dopłacamy do tego z naszych pieniędzy. Tamta gmina nie musi, a nawet nie może dopłacać, bo to nie jej zadanie.

Rząd wie, ale...

Sprawę niedoszacowania organizacje samorządowe podnosiły wielokrotnie. Jednak strona rządowa uchylała się od dyskusji na ten temat i nie pytała o koszty samorządów.

Wydaje się, że rząd wreszcie dostrzegł problem. W minioną środę premier Ewa Kopacz zapowiedziała przegląd samorządowego prawa, w tym także problemów związanych z finansowaniem zadań zleconych. Jednak na odbywające się w tym samym dniu spotkanie zdesperowanych samorządowców, zorganizowane pod auspicjami Koła Naukowego Studentów Politologii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, mimo zaproszeń nikt z przedstawicieli strony rządowej nie przyszedł. Jak wyjaśniał przedstawiciel koła, w jednym z przypadków przyczyną odmowy był... niewłaściwy nagłówek pisma z zaproszeniem.

Zofia Jóźwiak

zofia.jozwiak@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.