Obcokrajowcy szturmują Mazowiecki Urząd Wojewódzki
W stolicy o dokument zezwalający na pobyt stara się dziennie ponad sto osób. Z kolei w Rzeszowie załatwianych jest tylko kilka takich wniosków. W związku z sytuacją na Ukrainie wkrótce może być więcej pracy
Dziennie w sprawach związanych z legalizacją pobytu cudzoziemców w Polsce, czyli wniosków m.in. o zezwolenie na pobyt czasowy, stały, pobyt rezydenta długoterminowego Unii Europejskiej, przedłużenie wizy, w naszym urzędzie wojewódzkim obsługiwanych jest średnio siedem osób - słyszymy w biurze prasowym Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego. Także osób zgłaszających się po informacje nie jest dużo - przeciętnie 12 osób dziennie.
Nowa ustawa z 12 grudnia 2013 r. cudzoziemcach (Dz.U. z 2013 r. poz. 1650) obowiązująca od 1 maja 2014 r. wprowadziła liczne ułatwienia przy staraniu się o pobyt w Polsce. Ale nie podniosła drastycznie liczby cudzoziemców zainteresowanych legalizacją pobytu w Polsce. Poza właśnie Mazowszem. Choć od wielu lat oprócz do Warszawy i na Mazowsze obcokrajowcy przybywali licznie także na Śląsk, do Wrocławia czy Poznania. - Kolejek nie ma - słyszymy w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim. - Jednak zwiększyliśmy na wszelki wypadek liczbę urzędników obsługujących cudzoziemców - z dwóch do czterech.
Stołeczni urzędnicy z zazdrością patrzą na kolegów w innych regionach. - Tu pracuje się pod presją, a i warunki lokalowe nie są najlepsze - słyszymy w biurze urzędu. A przed urzędem stoją kolejki, takie jak w czasach PRL-u przed sklepami mięsnymi. Dochodzi do tego, że miejsce z przodu można odkupić od stacza.
Dlaczego Mazowsze, a właściwie sama stolica cieszy się takim powodzeniem wśród cudzoziemców, którzy starają się o legalny pobyt? Trend nie jest zresztą nowy. Zawsze w stolicy było najwięcej cudzoziemców.
- To zupełnie naturalne - mówi socjolog miasta Stanisław Nurek z Uniwersytetu Śląskiego. - Stolica jest postrzegana jako miasto liberalne, otwarte. Tu najłatwiej załatwić sprawę, uzyskać informacje. Tu są media, które nagłośnią nieprawidłowości. Wreszcie tu łatwiej znaleźć pracę, i to lepiej płatną, niż w mniejszym ośrodku czy na prowincji. Mniejsze miasta odbierane są jako konserwatywne i nie zawsze przychylne cudzoziemcom. Atutem stolicy jest też duża liczba organizacji pozarządowych służących cudzoziemcom pomocą, informacją.
Socjolog dodaje, że Warszawa pozwala na zgubienie się w tłumie, miasto wchłania cudzoziemców, przybyszom zza granicy często właśnie na tym zależy.
Nowa ustawa o cudzoziemcach tylko potwierdziła ten trend. Jednocześnie uaktywniła obcokrajowców do zadbania o przywileje, które te przepisy przyniosły. Polegają one przede wszystkim na uproszczeniu procedur związanych z legalizacją pobytu i z pracą. Jednak cudzoziemcy nie są zachwyceni. Ich zdaniem polski system nadal odbiega od uregulowań w innych państwach europejskich.
- Coraz częściej zdarzają się migracje do Czech, Austrii, na Słowację czy do Niemiec - mówi Ton Van Anh ze Stowarzyszenia Wolnego Słowa w Polsce. Podaje przykłady nietrafionych rozwiązań.
- Czekając na nową decyzję w sprawie pobytu i pracy, nie można być zatrudnionym. A to często kilka miesięcy. Skomplikowany jest także proces łączenia rodzin wymagający nowych dokumentów i stawienia się obojga rodziców w urzędzie oraz legalizacji nielegalnie przebywających w Polsce cudzoziemców. To ostatnie nie do końca jest określone - przepisy mówią bowiem o tym, że obcokrajowiec musi mieć w Polsce bliską osobę. Kto nią jest, nie wiadomo. Nowa ustawa, choć w założeniu miała usprawnić zalegalizowanie pobytu cudzoziemców w Polsce, właściwie niewiele usprawni. Ale na pewno jest powodem kolejek w urzędach.
@RY1@i02/2014/170/i02.2014.170.088000400.803.jpg@RY2@
Kto chce mieszkać i pracować w Polsce
Monika Górecka-Czuryłło
Rozmowa z Izabelą Szewczyk, dyrektorem wydziału spraw cudzoziemców Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego
@RY1@i02/2014/170/i02.2014.170.088000400.804.jpg@RY2@
Izabela Szewczyk dyrektor wydziału spraw cudzoziemców Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego
Przed wydziałem spraw cudzoziemców Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego w Warszawie codziennie ustawia się kolejka. Podobno rośnie. Chodzą nawet słuchy o płatnych staczach, którzy zajmują miejsce.
Kolejka bywa rzeczywiście bardzo długa. Zdarzały się dni, że przed urzędem czekało około 400 osób. Przyjmujemy ok. 1500 klientów dziennie. To jest o 50 proc. więcej niż rok temu w podobnym okresie.
To efekt wprowadzenia nowej ustawy o cudzoziemcach?
Tak, ponieważ dała ona duże udogodnienia. Zezwolenie na pobyt czasowy wydłużono z dwóch do trzech lat, a wniosek o przedłużenie terminu na pobyt czasowy można złożyć nawet w dniu, kiedy ten okres się kończy. Poprzednio obowiązywał termin 45-dniowy. Inne bonusy to np. jedno zezwolenie na pobyt i pracę, poprzednio obowiązywały dwie odrębne procedury.
Czy po tym chwilowym, a właściwie już kilkumiesięcznym boomie jest szansa, że sytuacja się unormuje?
Wręcz przeciwnie, spodziewamy się jeszcze większej liczby cudzoziemców, gdyż wkrótce zaczyna się rok akademicki. Dla studentów obcego pochodzenia nowa ustawa też przewidziała udogodnienia. Pierwsze zezwolenie na pobyt czasowy jest przyznawane na 15 miesięcy - nie jak poprzednio na czas trwania roku akademickiego, a dla kontynuujących studia - na trzy lata; poprzednio był to rok. Zainteresowanie na pewno będzie duże.
Czy zwiększone kolejki to także efekt trudnej sytuacji na Ukrainie?
Tak, już teraz blisko połowa wszystkich cudzoziemców ubiegających się o zezwolenia na pobyt to Ukraińcy i prawdopodobnie będzie ich przybywać. Tylko od 1 maja do 15 lipca br. przyjęliśmy ponad 4 tys. wniosków od obywateli tej narodowości. Druga najliczniejsza grupa to nadal Wietnamczycy.
Jaka jest więc szansa na uniknięcie kolejek?
Ustawodawca zawarł w ustawie dużo udogodnień dla cudzoziemców, co zwiększyło zainteresowanie i skłoniło do ubiegania się o pobyt na nowych zasadach. Problem w tym, że jednocześnie nie przewidziano na to dodatkowych środków finansowych dla urzędów. Wojewoda mazowiecki wystąpił z wnioskiem do szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów o 15 dodatkowych etatów potrzebnych do obsługi cudzoziemców. Odpowiedzi jeszcze nie mamy.
To na razie musicie sobie radzić sami?
Tak, choć nie jest to proste. Mamy wprawdzie 180 urzędników, podczas gdy w innych wydziałach tego typu jest ich najwyżej kilkudziesięciu. Ale to na Mazowszu wydaje się ponad 40 proc. wszystkich kart pobytowych wydawanych w całym kraju. Na razie w ramach własnego budżetu wojewody wygospodarowaliśmy sześć etatów pomocniczych i dwa w służbie cywilnej. Dodatkowo na trzy miesiące, do 30 października, 10 osób z innych wydziałów urzędu zostało oddelegowanych do wsparcia przy wydawaniu decyzji.
Czy to nie będzie uszczerbek dla innych wydziałów w urzędzie wojewódzkim?
Istnieje ryzyko np. spowolnienia w funkcjonowaniu wydziałów w innych obszarach, np. infrastrukturze, geodezji czy nadzorze prawnym nad uchwałami. Liczymy jednak, że otrzymamy środki na dodatkowe etaty w wydziale spraw cudzoziemców, a oddelegowani pracownicy powrócą do swoich wydziałów. Najgorsze jest to, że takie opóźnienia mogą się kumulować lawinowo, a wyjście z nich może pochłonąć dużo pracy i czasu.
A jak sobie radzą z tym wszystkim pracownicy urzędu?
Praca pod presją to duże wyzwanie, które w przyszłości może skutkować dużą rotacją pracowników w wydziale spraw cudzoziemców. Jeśli zaistnieje taka sytuacja będziemy ogłaszać nabory, a pensje, jakie możemy zaproponować, są na poziomie 2100-2500 zł brutto.
Rozmawiała Monika Górecka-Czuryłło
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu