Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Samorząd terytorialny i finanse

Mieszkańcy chcą wpływać na finanse gminy

Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Warszawiacy zdecydowali o podziale pieniędzy z budżetu partycypacyjnego. Kolejne miasto przekonało się, że ten instrument to doskonałe narzędzie w aktywizowaniu obywateli. Tymczasem dla wsi to nie nowość

 "Zakończyło sie głosowanie na projekty w budżecie partycypacyjnym w Warszawie! Pierwsze podsumowanie - zagłosowało co najmniej 132 570 mieszkańców Warszawy!!!" - ogłosiła z entuzjazmem na jednym z portali społecznościowych Hanna Gronkiewicz-Waltz, prezydent stolicy, kilka godzin po zakończeniu głosowania.

Na pełne wyniki stolica poczeka jeszcze tydzień. Mają być znane do 15 lipca. Już teraz jednak wiadomo, że budżet partycypacyjny zmobilizował wielu mieszkańców do konstruktywnego działania na rzecz miasta. Najpierw zgłaszali swoje propozycje, jak spożytkować pieniądze przekazane do dyspozycji przez stołeczną radę, a potem wzięli udział w głosowaniu, czy to drogą elektroniczną, czy tradycyjną - papierową.

Pieniądze w służbie obywatelskości

Teoretycznie taka aktywizacja nie powinna dziwić. Jak bowiem wynika z badań "Decydujmy razem" przeprowadzonych przez Instytut Spraw Publicznych, aż dwie trzecie Polaków deklaruje zainteresowanie sprawami publicznymi i tym, co robią władze samorządowe. Z drugiej strony te same analizy pokazują, że w ślad za deklaracjami nie idą działania. Okazuje się, że tylko 14 proc. obywateli aktywnie uczestniczy w podejmowaniu decyzji publicznych w swoich gminach.

Jak pisze w swoim opracowaniu dr Anna Olech, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego, Polacy nie wykorzystują możliwości bezpośredniego komunikowania się z władzami gminy np. podczas dyżurów. Nie przychodzą też na sesje samorządów. Chęć bezpośredniego spotkania z wójtem, burmistrzem czy prezydentem zgłaszało, według badań Instytutu Spraw Publicznych, 0,2 proc. mieszkańców tygodniowo. Badanie było przeprowadzone w dwóch etapach. Najpierw w 200 gminach na próbie 1 tys. mieszkańców i 40 zróżnicowanych pod względem stanu aktywności obywatelskiej, komunikacji społecznej, a także znaczenia organizacji pozarządowych na danym terenie.

Obraz braku aktywności Polaków od pewnego czasu zmieniają właśnie budżety partycypacyjne, które skutecznie pobudzają dyskusje i działania lokalnych społeczności. - Może to paradoks, ale największy udział w budżetach partycypacyjnych mają gminy wiejskie. A geograficznie te z dawnej Galicji. Najmniejsze zainteresowanie jest w wielkich miastach, zwłaszcza w zachodniej Polsce - stwierdziła niedawno na konferencji dotyczącej społeczeństwa obywatelskiego dr Anna Olech.

Tak pesymistyczne podejście do wielkich ośrodków nie jest chyba do końca uzasadnione, co pokazuje przykład Warszawy. Tu odsetek głosujących wyniósł ok. 10 proc. osób stale zamieszkujących w mieście. W Łodzi w tamtym roku w głosowaniu w ramach budżetu obywatelskiego wzięło udział 129 tys. osób, czyli ok. 17 proc. wszystkich mieszkańców.

Budżety partycypacyjne są modne. Ale stanowią ułamek budżetów gmin. Mieszkańcy próbują wprawdzie głosować za placem zabaw, zagospodarowaniem podwórka, czy np. jak na warszawskiej Pradze, deptakiem na ulicy Ząbkowskiej. Ale ostateczną decyzję o wyborze projektu i tak podejmuje rada dzielnicy.

- Bo partycypacja wymaga edukacji zarówno samorządowców, jak i mieszkańców. Ale też sposobu finansowania i wdrażania pomysłów w życie - mówi Marek Romaniec, prezes fundacji Naszyjnik Północy. Choć dodaje, że ludzie ze swoją małą ojczyzną są związani. - Nie mają jednak przekonania do siły sprawczej swojego głosu, pomysłów - dodaje Romaniec.

Najważniejsza decyzja gminy...

Wyraźnie więc widać, że to od decyzji lokalnych władz zależy, czy wciągną one mieszkańców do ożywionej dyskusji na temat funkcjonowania jednostki samorządu terytorialnego i jej finansów. Nikt nie wykona pierwszego kroku za wójta i radnych. Z drugiej strony powodzenie i duże zainteresowanie budżetami partycypacyjnymi w różnych miastach mogą skłaniać mieszkańców do wywierania presji na swoich władzach, by one również postawiły na budżet obywatelski.

Tego instrumentu nie trzeba się jednak obawiać. Fakt, że środki przekazane do dyspozycji mieszkańców stanowią zaledwie ułamek całego budżetu gminy, sprawia, że partycypacja w finansach jednostki nie będzie zagrożeniem dla stabilności budżetowej gminy, a włodarzom może pomóc zyskać sympatię obywateli.

Polskie prawo nie zawiera regulacji ściśle odnoszących się do instytucji budżetu partycypacyjnego. W swoich materiałach Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji definiuje to narzędzie jako swoistą umowę społeczną zawieraną między władzami gminy a obywatelami. Ci pierwsi zobowiązują się przekazać tym drugim określoną sumę pieniędzy, a następnie doprowadzić do realizacji wskazanych inwestycji, jak budowa chodnika czy remont placu zabaw, ale i stworzenie sieci bezpłatnego internetu publicznego czy sfinansowanie przez gminę najmu sali na wspólną naukę języka obcego przez mieszkańców.

Nie oznacza to, że kwestia budżetu nie musi zmieścić się w określonych ramach formalnych. Wręcz przeciwnie. Dlatego lokalni włodarze, którzy myślą o stworzeniu partycypacji mieszkańców w finansach gminy w przyszłym roku, o pierwszych założeniach powinni pomyśleć już teraz.

...a potem procedura

Decyzja o uruchomieniu budżetu obywatelskiego powinna przybrać formę uchwały rady gminy. Następnie warto skonsultować się z reprezentatywną grupą przedstawicieli mieszkańców w zakresie ustalenia szczegółów technicznych, takich jak: gdzie odbędą się wybory projektów do dofinansowania, czy drogą internetową, a może za pośrednictwem tradycyjnych ankiet, jak dużo czasu otrzymają mieszkańcy na podjęcie decyzji o swoim głosie. Część pieniędzy powinna iść na inwestycje ogólnomiejskie, a część na mniejsze, dzielnicowe czy nawet osiedlowe. Trzeba więc podzielić miasto na okręgi, jeśli w danej gminie nie funkcjonują na co dzień jednostki pomocnicze.

W efekcie powstanie regulamin budżetu partycypacyjnego, który określi ostateczne zasady działania tego narzędzia. Następnie gmina powinna zebrać od mieszkańców pomysły na projekty, które miałyby być sfinansowane ze środków publicznych. Kolejnym etapem jest weryfikacja zgłoszeń pod kątem formalnym. Jeśli nie budzą one wątpliwości od tej strony, powinny zostać wciągnięte na listę inicjatyw, które są poddawane ostatecznemu głosowaniu.

Ostatnim krokiem formalnym jest zsumowanie głosów. Projekty, które zebrały największe poparcie, muszą znaleźć się w uchwale budżetowej gminy jako inwestycje przeznaczone do realizacji.

Wszystkim działaniom związanym z budżetem partycypacyjnym powinna towarzyszyć kampania informacyjna prowadzona przez lokalne władze. Najpierw zachęcająca do współtworzenia kształtu pakietu inwestycji do sfinansowania, a potem prezentująca przebieg prac nad realizacją pomysłów mieszkańców.

@RY1@i02/2014/131/i02.2014.131.08800100a.803.jpg@RY2@

Wyniana informacji w społecznościach lokalnych

Piotr Pieńkosz

piotr.pienkosz@infor.pl

Monika Górecka-Czuryłło

monika.gorecka@infor.pl

TRZY PYTANIA DO WŁODARZA

Młodzi dobrze się integrują

@RY1@i02/2014/131/i02.2014.131.08800100a.804.jpg@RY2@

Leszek Świętalski Związek Gmin Wiejskich, wójt gminy Stare Bogaczowice

Partycypacja to ostatnio modne słowo. Jak tego typu pomysł wygląda w gminach wiejskich?

Rzeczywiście modne, ale na wsiach partycypacja w budżecie gminy to nic nowego. My już dawno wypracowaliśmy taki mechanizm.

Może mieć na to wpływ sprawa funduszy sołeckich. Ale ważniejsze jest chyba wypracowanie mechanizmów partycypacji, choć mieszkańcy nawet tak tego nie nazywają. Każda z miejscowości ma swoją strategię rozwoju. Są zebrania wiejskie, na które mieszkańcy przychodzą. Bo inwestycje, a i inne problemy ich dotyczą. Tego, co dzieje się za miedzą.

Ale jak budżety gminy sobie z tym radzą? Przecież każda wieś chce walczyć o swoje potrzeby.

W naszych małych społecznościach jakoś nie jest trudno się dogadać. Jednego roku budujemy kanalizację w jednej wsi, następnego drogę czy przedszkole, a nawet żłobek w innej. To taki zrównoważony rozwój gminy. I warto dodać, że często cały budżet inwestycyjny gmin jest właściwie budżetem partycypacyjnym, bo odpowiada na zapotrzebowania, które złożyli mieszkańcy poszczególnych wsi.

Jakie są najczęstsze zapotrzebowania mieszkańców?

Ludzie są rozsądni. Nie zaczynamy od budowy akwaparków, tylko od wodociągów, kanalizacji, dróg. Potem są szkoły, przedszkola. Ale następnie pojawiają się pomysły chodników, ścieżek rowerowych, oświetlenia. I może filharmonii budować nie będziemy. Ale np. u nas podpisaliśmy umowę z filharmonią i muzycy przyjeżdżają na poranki symfoniczne.

Rozmawiała Monika Górecka-Czuryłło

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.