Nie przenoście nam małej stolicy do metropolii. My jesteśmy u siebie. Tu budujemy swoje domy
Gminy wiejskie będące orbitami dużych miast nie zawsze chcą być przez nie wchłonięte. Często wolą same gospodarować na własnym terenie i nieraz robią to lepiej niż miasto
Związek Gmin Wiejskich wystosował oficjalne stanowisko do Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji i sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej. Wyraża w nim zaniepokojenie pomysłami powiększania terenów miast kosztem gmin wiejskich będących w ich sąsiedztwie. Związek przypomina, że zmiana granic może nastąpić jedynie na zgodny wniosek rad zainteresowanych gmin. Nie może to być rozporządzenie ministerialne. Bo, jak czytamy w stanowisku, tylko wzajemne poszanowanie interesów i woli każdego z samorządów jest właściwym kierunkiem przy jakichkolwiek decyzjach związanych ze zmianą granic gmin.
Obopólna wola
- Wola wyrażona przez mieszkańców w konsultacjach powinna być warunkiem koniecznym dla podjęcia decyzji o zmianie granic - mówi przewodniczący Związku Gmin Wiejskich Mariusz Poznański. Dodaje, że to nie same duże miasta mogą decydować o poszerzeniu swojego terytorium, o włączaniu satelitarnych gmin. - Miasta często chcą sięgać po atrakcyjne ościenne tereny. Ale zazwyczaj jest to ze szkodą dla małych gmin. Mamy choćby przykład z podrzeszowskiej gminy, która wybudowała szkołę. Miasto ją wchłonęło, ale zaciągnięte wcześniej długi musi spłacać stara gmina - mówi przewodniczący Poznański.
Wiejskie gminy funkcjonujące w pobliżu dużych miast niechętnie spoglądają na propozycje przyłączenia ich do większego sąsiada. Co gorsze, nie zawsze mają na to wpływ, bo często jest to po prostu decyzja rządowa. - A dla miasta, w którego orbicie jesteśmy, to zazwyczaj prosty sposób na ratowanie jego budżetu - mówi wójt wiejskiej gminy Ełk Antoni Polkowski. Dodaje, że przecież samo miasto Ełk jest prawie bankrutem.
- Dlatego miasto chętnie skorzysta z terenów ościennych, by sprzedać je deweloperom. To zawsze jakiś zastrzyk finansowy. A przecież to nasze grunty. Mamy prawo nimi gospodarować.
Gminy ościenne wcale nie chcą być wchłonięte przez miasta. Radzą sobie dobrze, a może nawet lepiej niż miasta. Tam podatki są niższe, mniejsze zadłużenie, a są nawet nadwyżki. Można uratować szkołę, łatwiej postarać się o unijne fundusze w rozdaniu na lata 2014-2020. - Bo do nas przyjeżdżają osoby z miasta, które szukają spokoju, siedliska, własnego domu w przyjaznej atmosferze - mówi wójt gminy wiejskiej Ełk. I przyznaje, ze ostatnio przybyło w gminie 6 tys. mieszkańców, którzy tu właśnie płacą podatki. Rocznie wydaje się ok. 200 warunków zabudowy. Chętni do zamieszkania są. Może to dowód na to, że taka gmina jest przyjazna mieszkańcom. Nie trzeba jej łączyć z sąsiednim miastem - przekonuje Antoni Polkowski.
Są przykłady, z których wynika, że małe wiejskie gminy doskonale funkcjonują, nie tylko gospodarczo. Bo tam się coś dzieje, co nie jest związane z wielkomiejskim ośrodkiem. Ot, chociażby teatr w Michałowicach niedaleko Szklarskiej Poręby. Trzeba wjechać wysoko, pod górę. I tam otwiera się inny świat. I wcale nie potrzeba na to samorządowej kasy. A jest coś do zaproponowania, nie tylko mieszkańcom, ale i turystom.
Może warto przypomnieć, że małe gminy mogą rządzić się swoimi prawami. Mogą wspierać lokalne inicjatywy. Jest też kwestia unijnych dopłat. W gminach tzw. obwarzankach, otaczających miasta, są gospodarstwa, w których gospodarze prowadzą hodowlę zwierząt lub uprawiają rolę. Na tego typu działalność mogą uzyskać unijne środki także w nowym rozdaniu na lata 2014-2020. W mieście może być z tym kłopot.
Dać się wchłonąć
Ale trzeba powiedzieć o dwóch końcach tego samego kija. Są ośrodki miejskie, które niechybnie wchłoną ościenne gminy, bądź przynajmniej część ich sołectw. Przykładem na Mazowszu jest np. włączenie sołectwa Ożarów Wieś z terenem ok. 240 ha, do Ożarowa Mazowieckiego
- To chyba ruch trochę naturalny - mówi wójt Ireneusz Wrzodak. - Do tzw. wielkiej Warszawy mamy tak naprawdę ok. 6 km. Z jednej strony deweloperzy szukają gruntów, co jest atrakcyjne dla naszych terenów i gospodarzy, a z drugiej jest to, jak mówią sami właściciele nieruchomości, pewna nobilitacja. Wójt przypomina, że w lokalnym referendum większość mieszkańców opowiedziała się za przyłączeniem wsi do Ożarowa Mazowieckiego. Nie bez przyczyny mamy wspólne węzły komunikacyjne jest też giełda w Broniszach.
- Ale po cichu liczymy też na sołectwo miejskie. Bo to jest szansa na środki finansowe dla naszej starej gminy - mówi wójt Wrzodak.
Sprawa poszerzania miast o ościenne gminy nie jest prosta. Są samorządy, które chętnie zgodzą się na taką fuzje, ale są takie, które chcą bronić niezależności. Twierdzą, że jest to korzyść dla mieszkańców, dla lokalnej społeczności, a co za tym idzie dla samorządności.- Nie ma żadnej rewolucji - uspokaja Piotr Zgorzelski , przewodniczący sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej. - Musi obowiązywać zasada dobrowolności. Rzeczywiście miasta dążą do ekspansji, chcą wchłaniać sąsiednie gminy. Ale musi być zgodny wniosek zainteresowanych rad.
TRZY PYTANIA DO...
Zapraszamy, zamieszkajcie na wsi
@RY1@i02/2014/014/i02.2014.014.088001100.802.jpg@RY2@
Jacek Nowakowski wójt gminy wiejskiej Łomża
Dlaczego pana gmina nie chce być wchłonięta przez miasto? Czy będziecie bronić swoich granic? Może mieszkańcy woleliby mieszkać w Łomży, a nie na wsi.
Ale po co nam to miasto? Mamy swój teren, swoją tożsamość. Ludzie się znają, mają swoją mała ojczyznę. Wszystkie podatki są u nas niższe niż w mieście. Rozwijamy się bardziej dynamicznie niż sama Łomża.
A jak miasto będzie chciało nas wchłonąć, to okaże się że będzie niepotrzebny konflikt. Bo przecież mamy samorządność. Oczywiście to mocne słowa. Ale wieś przecież powinna mieć taką samą możliwość rozwoju, jak miasto. A my na taki rozwój pracujemy. Może nie bez powodu liczba mieszkańców u nas wzrasta. Tutaj płacą podatki. Z ich pieniędzy budujemy drogi, wodociągi, oświetlenie. Dlaczego to wszystko miałoby przejąć miasto?
A mieszkańcy nie chcą uciekać do miasta, do pracy?
Wręcz przeciwnie. Jesteśmy gminą rolniczo-turystyczną. Mieszkańcy mają zatrudnienie. Są gospodarstwa agroturystyczne, do których przez cały rok przyjeżdżają osoby niemal z całej Polski. Bardzo rozwinięte jest też mleczarstwo. W tych zakładach, bo tak o tych lokalnych przedsiębiorstwach możemy mówić, dużo jest stanowisk pracy. I co jest ważne, póki jesteśmy gminą wiejską możemy na tę działalność pozyskiwać środki unijne. To duży zastrzyk finansowy zarówno dla gminy, jak i dla mieszkańców.
Czy jeśli zostaniecie wchłonięci przez miasto, to zatraci się wasza gospodarcza tożsamość?
Tak, bo miasta poszerzają swoje terytoria głównie po to, by posiąść jak najwięcej gruntów. A potem sprzedać je deweloperom pod zabudowę. I oczywiście ściągać podatki do własnej kasy. Terytorialne poszerzanie miast kosztem ościennych gmin wiejskich to degradacja małych społeczności, które wypracowały sobie dobrą pozycję zarówno na rynku, jak i w świadomości mieszkańców. Oni czują się u siebie. A skoro przyjeżdżają do nas ludzie z miasta, by tu osiąść, to znaczy, że dodatkowo warto inwestować w to miejsce na ziemi. Dlatego parafrazując, nie przenoście nam naszej stolicy dokądkolwiek.
Monika Górecka-Czuryłło
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu