Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Samorząd terytorialny i finanse

Lekkomyślni wójtowie mogą odetchnąć. Rząd łagodzi projekt ustawy

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Nic nie wskazuje na to, by zadłużający ponad miarę swoje gminy włodarze byli zmuszeni ekspresowo opuszczać stanowiska. Przez chwilę wisiała nad nimi taka groźba, ale rząd się z niej wycofał.

Gabinet Beaty Szydło chce przerwać spiralę zadłużenia tych samorządów, które od lat nie mogą się z niej wyrwać. W tym właśnie celu zaproponował projekt nowelizacji ustawy o regionalnych izbach obrachunkowych i innych ustaw (w tym ustaw o samorządzie gminnym, samorządzie powiatowym i samorządzie wojewódzkim).

Ta inicjatywa rządu jednak nie wszystkim samorządowcom się spodobała. Powód? Otóż w swoich pierwotnych planach Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji chciało radykalnie usprawnić procedury odwoływania m.in. wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Taki bat miał uderzyć w tych, którzy kolejny już rok z rzędu uchwalają nierealistyczne budżety, czym tylko nakręcają spiralę długu. I co najważniejsze, ten bat miał być nieunikniony.

Teraz jest z tym problem, bowiem odwoływany z funkcji burmistrz lub wójt składa skargę na rozstrzygnięcie nadzorcze, a prawomocny wyrok sądu zapada średnio po dwóch latach. Tak było choćby w sprawie zmienionego wreszcie jesienią ubiegłego roku wójta Ostrowic. Przez cały czas oczekiwania na odwołanie włodarz piastował swoją funkcję i mógł zadłużać swoją gminę jeszcze bardziej. Chcąc ukrócić tę przewlekłość, resort postulował więc, by rozstrzygnięciom nadzorczym nadawany był rygor natychmiastowej wykonalności. Innymi słowy, skargi odwoływanych włodarzy byłyby rozpatrywane w pierwszej kolejności i niezwykle szybko, bo w ciągu 30 dni.

Ale takie były tylko zamiary, bo projekt ustawy, który wpłynął do Sejmu, jest dużo łagodniejszy. Rygor nie będzie już nadawany z automatu, tylko w drodze uznania administracyjnego przez prezesa Rady Ministrów. I to jedynie w dwóch przypadkach - gdy pomimo wprowadzenia procedury naprawczej wciąż nie można uchwalić budżetu lub gdy organ gminy nie działa od pół roku.

Zdaniem ekspertów tak rozcieńczona propozycja przestaje być groźna dla lekkomyślnych włodarzy. I nie zatrzyma niektórych z nich na drodze do nieuchronnej zapaści finansowej. W efekcie skrajne przypadki niegospodarności - jak chociażby w gminach Ostrowice czy Rewal, gdzie zadłużenie sięga kilkuset procent rocznego budżetu - mogą wcale nie zniknąć.

Jakub Pawłowski

C2

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.