Trzeba odejść od myślenia życzeniowego na rzecz podejmowania konkretnych działań
Iwona Chojnowska-Haponik: Zachęty w postaci zwolnienia podatkowego nie są ani panaceum na brak zainteresowania terenami danej gminy, ani zaklęciem, które automatycznie przyciągnie do nich wszystkich bez wyjątku
Cała Polska ma być jedną wielką strefą ekonomiczną. Czy rzeczywiście możemy oczekiwać, że rozszerzenie zwolnień podatkowych na wszystkie gminy wkrótce zamieni nas w biznesowe i technologiczne eldorado?
Niewątpliwie dla wielu mniejszych gmin, które nie miały do tej pory możliwości zaoferowania automatycznego zwolnienia z podatku dochodowego na swoim terenie, będzie to gigantyczna zaleta. Dotychczas, jeżeli samorząd chciał zachęcić inwestorów zwolnieniem z CIT, musiał zainicjować procedurę rozszerzenia granic specjalnej strefy ekonomicznej o wybrane tereny inwestycyjne leżące na jego obszarze. Procedura była jednak dość złożona, a przede wszystkim czasochłonna. Zajmowała niekiedy kilkanaście miesięcy. Dzięki nowej ustawie zwolnienie będzie obowiązywać na terenie całego kraju, pod warunkiem spełnienia przez inwestora kryteriów wejścia: ilościowych i jakościowych. Innymi słowy, otwieramy szerzej drzwi dla projektów o wysokiej jakości dla polskiej gospodarki.
Co to oznacza dla gmin?
Wyraźny wzrost atrakcyjności inwestycyjnej. To pozwoli im konkurować o inwestycje z innymi krajami – w szczególności naszymi południowymi sąsiadami – które oferowały już wcześniej podobne rozwiązania. Brak możliwości zaoferowania zwolnień podatkowych często oznaczał wykreślenie terenu z krótkiej listy potencjalnych lokalizacji. Proszę jednak pamiętać, że zachęty nie są kluczowym czynnikiem przy podejmowaniu decyzji, jednak przy podobnych warunkach inwestycyjnych w kilku lokalizacjach mogą odegrać ważną rolę.
Samorządowcy obawiają się, że w nowym systemie nie będą mieli wpływu na decyzje lokalizacyjne. Będą one rozdysponowywane według barw politycznych.
Nie ma takiego ryzyka. Przygotowując oferty terenów na potrzeby danego projektu inwestycyjnego, kierujemy się wyłącznie kryteriami wyboru określonymi przez firmę. Propozycje działek zidentyfikowanych w oparciu o wymogi inwestora są przygotowane przez wyspecjalizowaną komórkę Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu – ekspertów z wieloletnim doświadczeniem. Cały proces jest maksymalnie zobiektywizowany. Zawsze na chłodno patrzymy na statystyki oraz dane i zestawiamy je z kryteriami, które przedstawił inwestor. Te zaś są bardzo różne w zależności od profilu firmy i jej modelu biznesowego. Jedni chcą wywozić produkty drogą morską, innym zależy na lokalizacji blisko granicy z Niemcami, bo odbiorcą towarów będzie Europa Zachodnia, a jeszcze inni, licząc na zasoby kadrowe, chcą lokować się w pobliżu dużych ośrodków miejskich. Innym razem najważniejszym czynnikiem dla firm jest dostęp do konkretnych surowców czy poddostawców. Nie ma więc jednego szablonu i wcześniej przygotowanych terenów „wszystkomających”, które nadadzą się dla każdego inwestora. Nie ma tu też miejsca na dowolność po naszej stronie, liczy się przede wszystkim zrozumienie potrzeb inwestora i znalezienie oferty, która w największym stopniu spełni jego oczekiwania.
Trudno się nie zgodzić, że najmniejsza nawet ulga w podatkach zawsze będzie mile widziana przez przedsiębiorców. Czy jednak nie przeceniamy roli fiskalnych preferencji?
Zachęty są ważne, ale też nie są najważniejsze w procesie decyzyjnym. Firmy najchętniej korzystają z instrumentów wsparcia gotówkowego, dopiero na drugim miejscu interesują się zwolnieniami podatkowymi. Tym niemniej ulgi podatkowe uznawane są za atrakcyjne uzupełnienie oferty grantowej i pozwalają osiągnąć maksymalny, dopuszczalny poziom pomocy regionalnej dla projektu. Wybór miedzy dwiema podobnymi do siebie gminami, z których jedna oferuje ulgi, a druga nie, jest dość oczywisty. Jednak zachęty w postaci zwolnienia podatkowego nie są ani panaceum na brak zainteresowania terenami danej gminy, ani zaklęciem, które automatycznie przyciągnie do nich wszystkich bez wyjątku.
Co byłoby więc takiemu zaklęciu najbliższe?
Z perspektywy inwestora najważniejsza jest przemyślana i kompleksowa oferta. Nie wystarczy zareklamować się jako gmina przyjazna biznesowi, oferująca dogodną lokalizację, a następnie liczyć na napływ wielu chętnych. Samorządy muszą zaprezentować konkretne dane na temat regionu: dostępnych terenów inwestycyjnych, ich wyposażenia w infrastrukturę techniczną, zasobów ludzkich, zachęt czy jakości życia. Takie szczegóły pozwolą inwestorowi dobrze ocenić ofertę. Nie wystarczy powiedzieć, że na działce będzie dostępna energia elektryczna, trzeba zadeklarować jakiej mocy, kiedy będzie dostępna i jak wygląda procedura przyłączenia. Takie informacje są niezbędne do podjęcia decyzji i dalszego planowania realizacji inwestycji. Bardzo istotnym elementem jest też zaprezentowanie poszczególnych etapów procesu inwestycyjnego w czasie. Warto przedstawić konkrety: jak długo może trwać wydawanie pozwolenia na budowę, ile może zająć przejście przez wszystkie niezbędne procedury bądź uzyskanie decyzji środowiskowej. Dlaczego jest to tak ważne? Bo inwestor, jeżeli zdecyduje się już na konkretną lokalizację, chciałby możliwie szybko rozpocząć proces realizacji projektu. Wielokrotnie w trakcie rozmów słyszałam ze strony firm, że inwestycja powinna była rozpocząć się… wczoraj.
Rozumiem, że gminy często nie mają koncepcji, jak dotrzeć do inwestora i przekonać go do siebie. Dlaczego tak jest?
Przede wszystkim trzeba odejść od myślenia życzeniowego na rzecz podejmowania konkretnych działań. Jeżeli gmina chce przyciągnąć firmę specjalizującą się w energochłonnej produkcji – większość producentów w obszarze elektromobilności – to najpierw powinna się upewnić, czy może jej zaoferować teren zapewniający wystarczająco dużą moc przyłączeniową, by taka fabryka mogła w ogóle funkcjonować. A jeśli zasoby są zbyt skromne, to warto podjąć rozmowy z dostawcami mediów na rzecz rozbudowy infrastruktury energetycznej. Samorządy powinny też pamiętać, że nie muszą być idealnym miejscem do inwestowania dla wszystkich. Jeżeli gmina dysponuje mniejszymi działkami, a dostępna infrastruktura nie ma szans spełnić ponadstandardowych wymagań, warto skierować swoją ofertę do mniejszych firm, które mają szansę stworzyć w gminie nowe miejsca pracy. Często też okazują się skłonne do reinwestycji i chętnie wiążą się na dłużej z wybraną lokalizacją.
Rzetelna diagnoza sytuacji, czyli mierzenie sił na zamiary, to jedno. Jaki powinien być kolejny krok?
Konieczne jest odpowiednie przygotowanie terenu. Nie można oferować „zielonego pola” i reklamować, że jest ono gotowe pod inwestycje. Jeszcze raz podkreślę, dla powodzenia każdego projektu produkcyjnego kluczowy jest dostęp do infrastruktury technicznej spełniającej określone wymogi. Oczywiście gmina nie ma wpływu na dostępność wszystkich mediów. Władze lokalne mogą jednak odegrać istotną rolę zachęcając ich dostawców do inwestycji. Niektóre działania pozostają całkowicie w kompetencji samorządów, np. dobudowanie fragmentu drogi lokalnej czy rozbudowa infrastruktury wodno-kanalizacyjnej, ale też są one często uzależnione od zasobności budżetów czy skuteczności władz lokalnych w pozyskiwaniu dostępnych środków, np. w ramach regionalnych programów operacyjnych. Innym przykładem działań, jakie mogą ułatwić życie inwestorowi, jest np. wydłużenie linii komunikacji miejskiej do parków przemysłowych, gdzie ulokowane są zakłady produkcyjne, tak jak to zrobił np. Wrocław.
Mam wrażenie, że póki co mówimy głównie o tym, co powinny robić gminy, które już mają infrastrukturę i doświadczenie w kontaktach z inwestorami. A jak mają sobie radzić te samorządy, które już teraz są wykluczone komunikacyjnie?
Nie ma rady, gmina musi szukać sojuszników, takich jak np. specjalne strefy ekonomiczne, by przynajmniej zbudować łączniki do większej drogi. Warto tu sięgać po dostępne środki na rozbudowę infrastruktury w ramach programów regionalnych będących w dyspozycji marszałka.
A gdy i to zawodzi?
Samorządy mogą też zawalczyć np. o lepszy dostęp do infrastruktury kolejowej. Na rozwój tej branży są i będą wydawane ogromne środki. Oczywiście są to trudne technicznie i kosztowne inwestycje. Gdyby jednak udało się gminie włączyć w już istniejącą linię kolejową, to takie połączenie mogłoby być dobrą alternatywą dla dróg. Gmina oddalona nawet o kilkadziesiąt kilometrów od głównej osi komunikacyjnej czy dużego ośrodka miejskiego nie jest skazana na brak inwestycji. Przykład gminy Jawor położonej w odległości ok. 70 km od Wrocławia, gdzie powstaje właśnie nowoczesna fabryka silników samochodowych Daimlera, najlepiej pokazuje, że każda lokalizacja może mieć szansę. Nie wszystkie bowiem firmy szukają lokalizacji w oczywistych miejscach. Czasem kryterium wyboru jest „bezpieczna” odległość od głównych konkurentów. Z tego też powodu warto, by samorządy podkreślały swoje unikalne przewagi konkurencyjne, które wynikają m.in. z lokalnych tradycji przemysłowych regionu, dostępnych zasobów kadrowych o określonych umiejętnościach, a nie ślepo podążały za trendami.
Na wszystkie te działania samorząd musi wysupłać pieniądze. A to niekiedy może być trudne. Czy są też takie inicjatywy, które nie wymagają wielkich nakładów, a byłyby cenne dla inwestorów?
Z perspektywy inwestora byłoby idealnie, gdyby teren należał do jednego właściciela i to najlepiej podmiotu publicznego. Po pierwsze, cena takiego terenu podlega wycenie rzeczoznawcy, więc nie ma tu miejsca na spekulacyjny wzrost wartości gruntu. Gwarantuje to też relatywnie prosty i przewidywalny tryb sprzedaży w formie przetargu. Dla inwestora to ważne, bo widzi harmonogram, rozumie każdy etap postępowania.
A bariery biurokratyczne?
Łatwo o tym zapomnieć, ale dla każdego inwestora niezwykle ważne jest również tzw. miękkie wsparcie. Wyznaczenie jednego pracownika w gminie do bieżącego kontaktu z firmą, który będzie osobiście pilotował wszystkie kwestie formalne, znacznie ułatwia i przyspiesza proces inwestycyjny. Często chodzi tu o małe, prozaiczne wydawałoby się działania. Przykładowo: dostarczenie ważnego pisma do pokoju obok zamiast wysyłanie go pocztą, czy przekazanie dokumentu do podpisu na biurko właściwej osoby. Bardzo istotne jest też połączenie sił i dobra współpraca ze wszystkimi szczeblami administracji i interesariuszami zaangażowanymi w proces. Obsługiwaliśmy kiedyś inwestora, który siadał do rozmów naprzeciw 21 różnych przedstawicieli instytucji rządowych, samorządowych i dostawców mediów. Prowadzenie negocjacji w takich warunkach nie jest łatwe. Stąd też tak istotne jest skoordynowanie całego procesu zawczasu, poprzez wypracowanie wspólnego stanowiska i mówienie do inwestora jednym głosem. Władze lokalne pełnią też niezwykle istotną rolę łącznika z lokalną społecznością, której przychylność dla inwestycji jest warunkiem powodzenia. Zdarzały się przypadki, kiedy brak rzetelnej informacji na temat inwestycji skutkował czasowym zablokowaniem jej realizacji przez mieszkańców gminy.
Ulgi podatkowe, przygotowanie terenu, współpraca na wszystkich szczeblach. Wygląda to jak przepis na sukces. A brakuje chyba tylko jednego, czyli pracowników.
Zgadzam się, zapewnienie odpowiednich kadr to obecnie jedno z największych wyzwań. Samorządy nie są jednak wobec niego bezsilne. Mogą razem z partnerami lokalnymi, np. SSE, wspierać szkolnictwo branżowe i inicjować tworzenie klas o określonych profilach. Ważne, by od początku w proces zaangażowany też był inwestor, wpływając na kształt programu nauczania, oferując wsparcie merytoryczne, ale też dofinansowanie na zakup maszyn i urządzeń do praktycznej nauki zawodu, a koniec końców – oferując absolwentom zatrudnienie.
Szkoły zawodowe to jedno. A co z tymi najbardziej pożądanymi inwestycjami innowacyjnymi, które potrzebują jeszcze bardziej wykwalifikowanej i specjalistycznej kadry?
Władze lokalne mogą inicjować współpracę pomiędzy inwestorami a lokalnymi uczelniami i centrami badawczymi. W ostatnich latach inwestorzy coraz częściej pytają o możliwość uzyskania dofinansowania kosztów szkoleń. Budżety przedsiębiorców na dokształcanie pracowników liczone są bowiem w milionach. Firmy gotowe są inwestować w pracowników, pod warunkiem jednak, że podobne zaangażowanie – w tym nie tylko na poziomie deklaracji, ale też konkretnego wsparcia finansowego – zaoferuje samorząd. Takie programy nie powinny być skierowane wyłącznie na przeszkolenie bezrobotnych. Powinny za to być maksymalnie elastyczne, żeby umożliwić szkolenie pracowników przez inwestora, w tym w zagranicznych siedzibach przedsiębiorców.
Co jeszcze można byłoby doradzić samorządom?
Powinny obserwować, co się dzieje w sąsiednich gminach i zastanawiać się, jakie inne firmy mogą przyjść za dużym inwestorem, który już prowadzi działalność nieopodal. Każdy duży gracz naturalnie przyciąga mniejszych podwykonawców. Często można przewidzieć, jakie będą potrzeby tych firm, jakie usługi pomocnicze będą im niezbędne, by rozwinąć i prowadzić działalność. To ważny sygnał i szansa dla regionu. Podam przykład Wrześni, gdzie rozpoczęła działalność fabryka Volkswagena. Po tym, jak zapadła decyzja inwestycyjna, terenami tuż obok zaczęli interesować się deweloperzy, którzy wybudowali tam hale. Zostały one szybko wynajęte przez poddostawców i kooperantów inwestora. Tym sposobem tworzy się cały łańcuch produkcyjny. ©℗
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu