Samorząd wschodni czy zachodni?
Szkołami zarządzają gminy, ale robią to za pieniądze centrali. Podobnie jest ze służbą zdrowia. Taki podział obowiązków sprawia, że uzasadnione jest pytanie: kto właściwie rządzi w Polsce?
Jan Paweł II, który w swoim nauczaniu zawsze wiele miejsca poświęcał służbie publicznej, w 1997 r. podczas spotkania opłatkowego z Polakami powiedział: "Siła państwa i jego rozwój zależą w dużej mierze od mądrej i sprawnej pracy samorządów, tak aby dla wszystkich w domu ojczystym starczyło chleba i żeby nikt nie czuł się zapomniany". Mądra i sprawna praca samorządów nie zależy wyłącznie od zaangażowania tworzących je ludzi, lecz głównie od warunków, jakie się im stworzy - a więc od szeroko rozumianego ustroju władz lokalnych. Debatę na ten temat wywołał niespodziewanie przedłożony przez Prawo i Sprawiedliwość projekt wprowadzenia limitu kadencji dla prezydentów miast, burmistrzów i wójtów. Sprawa jest tym bardziej aktualna, że mamy rok wyborczy, w związku z czym zajęto się nią również na Kongresie "Perły Samorządu" podczas dyskusji "Sam rząd czy samorząd, czyli kto tak naprawdę rządzi w Polsce".
Kto powinien wybierać włodarzy?
Od razu okazało się, że obecny ustrój samorządów - efekt dwóch reform przeprowadzonych na przestrzeni 30 lat - nie cieszy się bezwarunkowym uznaniem wszystkich. Jerzy Stępień, współzałożyciel Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej, wskazywał na przykład na umniejszoną w stosunku do oryginalnej (z 1990 r.) rolę rad gminnych. Chodzi o kwestię wyboru prezydentów i burmistrzów, co przez większość lat 90. XX w. należało właśnie do kompetencji rajców, a zostało zmienione. Sędzia Stępień argumentował, że wprowadzenie wyborów bezpośrednich zmarginalizowało rady, ponieważ pozbawiło je bardzo ważnej - kontrolnej wobec samorządowej egzekutywy - funkcji.
- W obecnym kształcie burmistrz czy prezydent przestali odpowiadać przed radą, a więc ta przestała de facto pełnić swoją funkcję. Odpowiedzialność za działania została zawieszona na kołku - mówił ekspert. Dodał także, że model, w którym mieszkańcy wybierają radnych, ale dopiero ci wybierają osobę odpowiadającą za zarządzanie, jest zapisany jako wzorcowy w Europejskiej Karcie Samorządu Terytorialnego, dokumencie wyznaczającym podstawowe standardy, jakie powinny spełniać władze lokalne w państwach członkowskich Rady Europy.
Nie wszyscy jednak w ten sposób postrzegają kwestię wyboru włodarzy przez mieszkańców. - Nie ma czegoś takiego, jak samorządowy wzorzec z Sevres, ale nie twórzmy fikcji, w której obecny ustrój samorządowy jest niezgodny z Kartą. Europa swój model samorządowy buduje od końca wojny i dobrze jest w tym względzie im zaufać - mówił prezydent Gdyni Wojciech Szczurek, wskazując, że Polska nie jest jedynym krajem, w którym mieszkańcy wybierają prezydentów, burmistrzów i wójtów bezpośrednio.
Powiaty: zbędny balast?
Kolejną kontrowersyjną kwestią związaną z ustrojem samorządów są powiaty, od jakiegoś czasu oceniane przez niektórych jak zbędne piętro administracji.
- Trudno inaczej niż krytycznie mówić o czymś, co miało być silne, a nie jest - powiedział Jerzy Buzek, za premierostwa którego zreformowany został gruntownie podział administracyjny kraju. To za jego rządów parlament powołał do życia powiaty.
Były szef rządu przypomniał, że jednostki te zostały pomyślane oryginalnie jako znacznie silniejsze oraz że ówczesna koalicja wyposażyła je w stosowne środki do realizacji nowych zadań.
- W trakcie kadencji przygotowywaliśmy decentralizację funduszy publicznych ze szczególnym uwzględnieniem powiatów. Co z tego, skoro została zawetowana przez ówczesnego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego - wspominał premier.
Jerzy Buzek przestrzegł jednocześnie przed tendencjami centralizacyjnymi, które - jego zdaniem - w mniejszym lub większym stopniu - wykazywał każdy rząd w Polsce.
- Oczywiście decyzja o likwidacji województw nie była łatwa dla takich miast jak Słupsk czy Elbląg, ale w miejsce 49 słabych podmiotów chcieliśmy powołać 12 silnych. Takich, które mogłyby stawać w szranki z Warszawą. Nawet ówczesne województwo katowickie, zamieszkałe przez 2 mln ludzi, nie było w stanie tego zrobić - mówił premier Buzek.
Czy płacić samorządowcom? I ile?
Wiele kontrowersji wzbudzają też wynagrodzenia. Jerzy Stępień przypomniał, że zgodnie z pierwotnymi założeniami rajcowie w gminach nie mieli pobierać diet, chociaż miała im zostać stworzona możliwość otrzymania rekompensaty, jeśli w wyniku pracy na rzecz samorządu ponieśliby jakieś straty finansowe.
- Zdominowany przez postkomunistów Sejm nie wyobrażał sobie jednak radnych bez diet i w efekcie mamy sytuację, w której dla wielu osób stanowi to drugą pensję - mówił ekspert.
Jerzy Buzek odniósł się do kwestii obniżki wynagrodzeń włodarzy - pomysłu, który przedstawił ostatnio Jarosław Kaczyński.
- Doświadczeni urzędnicy przechodzą do biznesu, gdzie zarobią trzy razy więcej. A to oznacza, że w samorządach będziemy mieli gorzej przygotowanych ludzi. Za rządów Akcji Wyborczej "Solidarność" stworzyliśmy służbę cywilną, która dzisiaj jest w zaniku - mówił były premier.
Jerzy Stępień podniósł jeszcze jedną kwestię, a mianowicie pojawiający się od czasu do czasu pomysł, aby wprowadzić również bezpośrednie wybory marszałków województw lub starostów powiatowych.
- To byłoby odejście od zachodniego modelu władzy terytorialnej, opartego na dyskusji i szukaniu porozumienia, i przesunięcie się w stronę modelu wschodniego, gdzie przychodzi jedna osoba, wódz, który wie najlepiej, jak ma być, a reszta jakoś się ułoży - powiedział, dodając, że uważa takie propozycje za groźne.
@RY1@i02/2018/108/i02.2018.108.21400040f.801.jpg@RY2@
fot. Ireneusz Rek
@RY1@i02/2018/108/i02.2018.108.21400040f.802.jpg@RY2@
fot. Ireneusz Rek
Jakub Kapiszewski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu