Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Samorząd terytorialny i finanse

Zmiany są potrzebne, ale obniżka pensji to zły pomysł

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

ZYGMUNT FRANKIEWICZ: Przede wszystkim należałoby odejść od swoistej centralizacji wynagrodzeń i wprowadzić bardziej zindywidualizowane kryteria, które pozwolą wyborcom rozliczać samorządowców za faktyczne działania

Rządzący nie kryją swoich zakusów na przycięcie wynagrodzeń samorządowców, podobnie jak i urzędników na centralnym szczeblu. Czy to element politycznej gry, czy system wynagradzania rzeczywiście wymaga naprawy?

Walka z rzekomym rozpasaniem administracji to zawsze wdzięczny temat, i łatwo tu o pochopne wnioski. Widzimy to dzisiaj, kiedy partyjni politycy prześcigają się w populistycznych hasłach i żądają dalszego obniżenia wynagrodzeń samorządowców. Mówimy wprost: takie podejście to nieodpowiedzialne psucie państwa. Nie chcemy chyba promować systemu na wzór tego zza wschodniej granicy. Tam niskie pensje w administracji zachęcają do wejścia w świat polityki tylko przedstawicieli aparatu partyjnego albo osób, dla których na pierwszym miejscu nie jest dobro wspólne. Wykorzystują oni swoją funkcje, by zdobyć odpowiednie kontakty i załatwiać swoje prywatne interesy.

Ktoś mógłby jednak powiedzieć, że tonący brzytwy się chwyta. Ale czy nie chodzi jednak o to, że zarobki samorządów i tak są wyższe od przeciętnego wynagrodzenia...

Pytaniem tylko pozostaje, czy mieszkańcy chcą, aby kluczowe dla lokalnej społeczności decyzje podejmowała osoba kompetentna, czy też z założenia rezygnujemy z usług specjalistów i w imię mylnie rozumianych oszczędności zatrudniamy ludzi z przypadku. W Związku Miast Polskich uczciwie przyznajemy, że obecny poziom wynagrodzeń uważamy za zbyt niski. Od 2007 r. przeciętna płaca w Polsce wzrosła o ponad połowę. Tymczasem wynagrodzenia wójtów, burmistrzów i prezydentów miast nie zmieniły się od 10 lat. Nie dość, że kwoty te są zamrożone na tym samym poziomie, to relatywnie są one znacznie mniejsze, bo swoje zrobiła inflacja. Jak szacujemy jest to ponad 20 proc. mniej. Jaki jest tego efekt? Ano taki, że w wielu miejscach w Polsce prezydenci miast zarabiają dzisiaj mniej nie tylko od swoich zastępców czy skarbników, ale także niektórych szefów wydziałów czy jednostek miejskich.

W czym tkwi więc patologia tego systemu?

Obecnie obowiązujący system wynagradzania jest niefunkcjonalny i antymotywacyjny. Opiera się na niezrozumiałych zasadach - miesięczne wynagrodzenie nie może przekroczyć "siedmiokrotności kwoty bazowej określonej w ustawie budżetowej dla osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe". Konia z rządem temu, kto uzasadni dlaczego akurat ustawodawca zdecydował się na siedmiokrotność, a nie np. sześcio- lub ośmiokrotność. Ale już abstrahując od niezrozumiałości tych sformułowań, zwróćmy uwagę, że chociaż system ujednolica pensje, to właśnie przez to prowadzi do ogromnych dysproporcji. Wspomniana "siedmiokrotność" i "kwota bazowa" jest jednakowa dla wszystkich jednostek, niezależna od wielkości danego samorządu i tego, gdzie w Polsce się znajduje. A przecież nie sposób zrównać sytuację w małej wsi z tą w dużym mieście. W efekcie mamy do czynienia z systemem, w którym wójt kilkutysięcznej gminy zarabia porównywalnie z prezydentami Warszawy, Krakowa czy Poznania, gdzie nie tylko średnie zarobki i koszty życia, ale zakres odpowiedzialności i obciążenie pracą są bez porównania większe. Podam inny przykład. Funkcjonują u nas miasta na prawach powiatu. Prezydent takiego miasta odpowiada zarówno za zadania gminne jak i powiatowe, a pobiera taką samą pensję jak burmistrz miasta leżącego w powiecie ziemskim. A tam dodatkowo płacimy za pracę staroście powiatu. Nikt nie przekona mnie, że to uczciwe podejście.

Co więc należy zrobić?

Przede wszystkim należałoby odejść od swoistej centralizacji wynagrodzeń i wprowadzić bardziej zindywidualizowane kryteria, które pozwolą wyborcom rozliczać nas za faktyczne działania. Przy czym na tym etapie można jedynie wskazać kierunek, w którym naszym zdaniem, powinny iść zmiany. Nad konkretnymi propozycjami pracują w tej chwili nasi prawnicy. Uważam jednak, że system wynagrodzeń powinien uwzględniać więcej czynników niż obecnie, tj. chociażby wielkość gminy czy miasta. Pensje powinny też rosnąc wraz z zakresem obowiązków i odpowiedzialnością za podejmowane decyzje. Myślę, że nie zaszkodziłoby też, gdyby zaszczepić w samorządach bardziej biznesową mentalność i stworzyć system, który premiowałby osiągane przez samorządy wyniki. Jeżeli taki model finansowania byłby przy tym przejrzysty i transparentny, skorzystaliby na nim nie tylko samorządowcy, ale przede wszystkim mieszkańcy, którzy mogliby lepiej rozliczać swoich przedstawicieli z ich działań.

@RY1@i02/2018/081/i02.2018.081.08800060b.801.jpg@RY2@

Zygmunt Frankiewicz prezydent Gliwic, prezes Związku Miast Polskich

Rozmawiał: Jakub Pawłowski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.