Jak zmieniać oświatę, żeby samorządy bolało mniej
Finansowanie systemu edukacji to swego rodzaju umowa społeczna, zakładająca inwestycję w przyszłe kadry (gospodarcze, społeczne) wspólnoty ponadpokoleniowej żyjącej na terytorium danej struktury politycznej
W państwach OECD całkowite wydatki na ucznia/studenta w placówkach edukacyjnych od etapu przedszkolnego do poziomu szkolnictwa wyższego wynoszą średnio 27 proc. rocznego PKB na mieszkańca tych krajów (raport „Education at a_Glance 2023. OECD Indicators”, s. 288). Skala zaangażowania finansowego państw o wysokim poziomie i aspirującym do wysokiego poziomu rozwoju gospodarczego wskazuje, że dziedzina systemowej socjalizacji oświatowej i akademickiej kolejnych roczników jest ich priorytetem wydatkowym.
Kogo boli edukacja
Samorządowym truizmem jest twierdzenie, że partycypacja budżetu centralnego w systemie finansowania edukacji publicznej jest nie tylko wysoce niezadowalająca, lecz jednocześnie wysoce niepokojąca. Jednostki samorządu terytorialnego co roku, z wielką obawą, oczekują na przekazanie części oświatowej subwencji ogólnej oraz dotacji celowych z budżetu państwa na wychowanie przedszkolne, na zakup podręczników i materiałów edukacyjnych czy też pomoc materialną o charakterze socjalnym. Środki publiczne trafiają przecież nie tylko do publicznych instytucji edukacyjnych. Po spełnieniu wymagań określonych w przepisach pieniądze te, w postaci dotacji samorządu, trafiają również do instytucji opieki nad dziećmi, przedszkoli oraz szkół prowadzonych przez podmioty niesamorządowe.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.