Trzeba znaleźć liderów aktywności
Rozmowa z prof. Jackiem Wasilewskim, socjologiem ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej
Senior, emeryt i rencista - to ostatnio modne słowa.
Spokojnie, nie mylmy pojęć. To z zamierzchłych czasów PRL powstała zbitka emeryt i rencista. A to są zupełnie różne kategorie osób. Jak rozumiem, skupiamy się na seniorach?
Możemy ich jakoś ogólnie zakwalifikować?
No właśnie nie. Nie możemy patrzeć na starsze osoby jako na grupę jednolitą. Są przecież osoby, które ciężko pracowały fizycznie, a dodatkowo teraz mają trudną sytuację finansową. Są też jednak seniorzy, często intelektualiści, którzy mają dobrą sytuację finansową. No więc jak ich włożyć do jednego worka?
Może jednak można. Może to rola samorządu, by wszystkim pomóc na miarę ich potrzeb?
No właśnie. Bo paradoksalnie zarówno jedna, jak i druga grupa osób potrzebuje wsparcia. Albo może źle powiedziałem. Nie wsparcia, tylko umożliwienia działania. Rolą samorządu nie jest bowiem narzucanie pewnych konwencji - bo burmistrz coś wymyślił, jest akcja. Nie. Trzeba szukać u źródeł.
Jednak prościej jest stworzyć program dla seniorów. Czy to będą uniwersytety trzeciego wieku, czy zajęcia komputerowe. Przykłady pomysłów gminnych można mnożyć.
Ależ ja pomysłów nie neguję. Zwłaszcza z uniwersytetami trzeciego wieki mam doskonałe doświadczenie. Osoby, które przychodzą na te wykłady, słuchają, pytają, mają ze mną wzrokowy kontakt. A studenci... owszem patrzą na mnie, ale wzrokiem nieobecnym. Coś tam zawsze klikają na komórce. Wróćmy jednak do seniorów. W każdej gminie, czy dużej, czy małej, są, jak ja ich nazywam, rozsadnicy aktywności. Rolą samorządu jest ich znaleźć albo przynajmniej pomóc im się rozwijać.
Ale jak ich znaleźć, jak zachęcić do działania?
Znaleźć nie jest trudno, bo oni przecież są. Zwłaszcza w małych społecznościach ludzie wiedzą, do kogo się zwrócić. Wśród seniorów jest ogromny potencjał zawodowy, intelektualny, ale też rodzinny i polityczny. W tym ostatnim stwierdzeniu nie chodzi o partie, ale też o działalność np. związkową, społeczną. Seniorzy chcą być cały czas potrzebni.
To może rady seniorów są jakimś pomysłem na aktywizację środowiska?
Oczywiście, że to jest dobra droga. Samorząd musi podejmować wyzwania demograficzne. Musi też odpowiadać na potrzeby mieszkańców. Jeśli grupa starszych mieszkańców sygnalizuje, że potrzebna jest ławka w parku albo świetlica środowiskowa, gdzie można się spotkać z sąsiadami w podobnym wieku, to trzeba im to umożliwić. Słyszałem kiedyś opinię osoby, która odeszła na emeryturę: "Straciłem kontakt ze środowiskiem, nie jestem potrzebny, nawet na mecz już z kumplami nie idę". Dlatego ważne jest "zagospodarowanie" takich osób. Dostrzeżenie ich wartości.
To wszystko rola samorządu?
Chyba tak. Ponieważ to do nich należy aktywizacja tych środowisk. Ważne są rady młodzieżowe, ale ważne też rady starszych, zwłaszcza że są oni bardzo chętni do pracy. Warto ten potencjał wykorzystać. Jednocześnie nie należy przesadzać. Warto stworzyć ofertę aktywizującą, ale warto też pamiętać, że części seniorów potrzebny jest po prostu odpoczynek. Mogą posiedzieć przed telewizorem albo zająć się w domu wnukami. Nie każdy musi przecież chodzić na wykłady czy angażować się społecznie. Niektórzy wolą poczytać maluchowi książkę czy wyjść z nim na rower.
A korzyść społeczna?
Z badań wynika, że najczęstszą przypadłością seniorów, którzy już nie pracują, jest samotność. Nawet jest to definiowane jako depresja emerycka. Dlatego trzeba spojrzeć na człowieka, uświadomić mu, że jest potrzebny. Bo przecież jest. Nie tylko "idzie młodość, młodość..." jak w socjalistycznej piosence.
@RY1@i02/2014/180/i02.2014.180.08800040a.802.jpg@RY2@
swps
Jacek Wasilewski socjolog, Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej
Rozmawiała Monika Górecka-Czuryłło
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu