Włączać do społeczeństwa, a nie wykluczać
Krzywda dziecka boli nas najbardziej. Odebranie go rodzinie to traumatyczne przeżycie. Niekiedy niestety konieczne. Zazwyczaj wśród osób, na które spada ten niewygodny obowiązek, jest pracownik socjalny. Często nieprzygotowany, przynajmniej od strony psychicznej, do takiego zadania. Radzi sobie więc, jak potrafi. Zwłaszcza że sytuacja, przed którą staje, jest nie do pozazdroszczenia. Rozpaczający rodzice, którzy parę dni lub godzin wcześniej prawdopodobnie znęcali się nad dzieckiem, sąsiedzi wstawiający się za nimi, krzyczący malec wtulony w matczyną spódnicę.
Jeszcze trudniej jest, gdy na pracownika socjalnego rozpoczyna się nagonka medialna albo kłody pod nogi rzuca wynajęty przez rodzinę prawnik. Bo wśród wielu spraw są i takie, którymi sprytni opiekunowie dziecka umiejętnie sterują. A my, dziennikarze, dokładamy później swoje i odsądzamy od czci i wiary służby socjalne. Nie twierdzę, że zawsze to urzędnicy mają rację, ale tam, gdzie służby działają od lat poprawnie, zanim sprawa trafi do mediów, warto sprawdzić, czy to nie rodzina, która niekiedy od pokoleń wyspecjalizowała się w korzystaniu z pomocy, włącza w swoją rozgrywkę media.
Choć gdy czytam lub oglądam takie historie, żal mi niesłusznie pomawianych pracowników, to uważam, że nad sposobem prowadzenia pomocy socjalnej w samorządach trzeba się poważnie zastanowić. Powinien być to system opieki, a nie doraźnej interwencji. Jeśli wiadomo, że rodzina z jakichś powodów wymaga wsparcia, to trzeba go udzielić szybko, a potem dokładnie rozpoznać, z czego to wynika. Z niedostatku, poważnej choroby, utraty mieszkania czy np. nadużywania alkoholu bądź narkotyków. Nie czekając, aż zdarzy się nieszczęście. Warto pomagać już na etapie wstępnym, gdy do przemocy jeszcze nie doszło.
Problemem, jak zwykle w samorządach, jest brak pieniędzy. Może więc warto rozejrzeć się za unijnym wsparciem. Wszak UE w bieżącej perspektywie stawia na promowanie włączenia społecznego i walkę z ubóstwem. Znamienne jest to, że chce włączać, a nie walczyć z wykluczeniem. Uważam, że to dobra idea, ale wymaga pracy u podstaw i olbrzymiej wrażliwości społecznej. Bo wykluczenie zaczyna się już w przedszkolu i szkole, tam koledzy i personel preferują ładne dzieci z dobrych rodzin.
Realizując wartościowe inicjatywy, potrzebujące pomocy dzieciaki, a często i ich wykluczonych już przed laty rodziców, daje się dla społeczności odzyskać, angażując do prac nad wystrojem osiedlowej świetlicy, malowaniem ścian w szkolnych klasach czy przygotowaniem potraw na świąteczne spotkanie. Gdy już odejdziemy od suto zastawionych stołów wielkanocnych, pomyślmy więc, na jakie cele można by pozyskać i wykorzystać unijne pieniądze.
@RY1@i02/2014/078/i02.2014.078.088000100.802.jpg@RY2@
Zofia Jóźwiak redaktor prowadzący
Zofia Jóźwiak
redaktor prowadzący
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu