Wstęp - Wszyscy chcą zmieniać izby wytrzeźwień, ale pijanego obywatela nie chce nikt
K to ma się zająć pijanymi? Dyskusja toczy się od lat, bo od lat wszyscy wiedzą, że izby wytrzeźwień wymagają korekty. A przede wszystkim dofinansowania i zapewnienia personelu. Takiego, który zadba nie tylko o pozbieranie się człowieka po nadużyciu alkoholu, lecz także o przyszłą terapię. Jednak choć pomysłów na zmiany jest wiele, to konkretów nie widać. Problem w tym, że przepisy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi nie obligują do tworzenia izb. Dają jedynie taką możliwość miastom powyżej 50 tys. mieszkańców. A samorządy, zmuszane do przejmowania coraz liczniejszych obowiązków, nie palą się do wydawania ze swoich budżetów pieniędzy na ten cel. Opieka nad pijanymi spada więc na szpitalne oddziały ratunkowe, co zakłóca spokój pozostałym pacjentom i wydłuża czas przyjęć. Wyjściem nie jest też przyjmowanie pijanych w policyjnych pomieszczeniach dla osób zatrzymanych, bo i one nie są dostosowane dla tego typu podopiecznych, a stawianie funkcjonariuszy w roli lekarzy może skończyć się źle. I tak się dzieje – w zeszłym roku zmarło pięć osób, w tym roku jedna. Co na to Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji? Uważa, że w całym kraju powinny być wyspecjalizowane placówki przeznaczone dla tej grupy obywateli. Jednak zamian legislacyjnych nie przygotowało. Odbiło piłeczkę do resortu zdrowia i oczekuje, że to on zajmie się wypracowaniem nowego modelu opieki. Ministerstwo Zdrowia jednak twierdzi, że żadne prace nie są prowadzone. I wskazuje z kolei, że to samorządy i lokalna policja powinny się dogadać. Wpłynie to pozytywnie na jakość opieki nad nietrzeźwymi – twierdzi. I tak wracamy do punktu wyjścia, czyli – kto ma się zająć pijanymi… © ℗
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu