Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Po co sekretarz w małej gminie

30 czerwca 2018

Pierwszego września weszła w życie nowelizacja ustawy o pracownikach samorządowych. Kolejna zmiana skutkuje w większości tym, że pojęcie samorządności oddala się od wójtów i prezydentów miast. Świadczy to tylko o tym, że parlamentarzyści nie mają do nich pełnego zaufania.

Wszystko wzięło się stąd, że rząd postanowił na siłę uszczęśliwiać 2,5 tys. jednostek samorządu terytorialnego. Zaczęło się od 1 stycznia 2009 r., kiedy to w nowej ustawie wprowadzono zasadę, że w każdej gminie ma być utworzone stanowisko sekretarza. Co więcej, osoba pełniąca tę funkcję ma być, co do zasady, odpowiedzialna za politykę kadrową. Oczywiście pod warunkiem, że otrzyma takie upoważnienie od wójta. W dużych miastach, w których zatrudnia się w urzędach po kilka tysięcy pracowników, takie stanowisko jest wręcz wskazane. Natomiast wydaje się całkowicie bez sensu w tych gminach, w których liczba etatów nie sięga nawet 40. A dodatkowo zmiany na stanowiskach są niewielkie lub nie ma ich wcale.

Ostatnia nowelizacja idzie jeszcze dalej. Nie dość, że ta przykładowa mała gmina musi mieć stanowisko sekretarza, to nie może go zajmować zastępca wójta. Nie może go też czasowo zastępować inny urzędnik, nawet jeśli jest już sprawdzonym i bardzo dobrym fachowcem, bo musi to być osoba z konkursu.

Gminy się skarżą, że nowe przepisy ograniczają ich samorządność. I trudno nie przyznać im racji. W całym tym zamieszaniu wokół pragmatyki urzędniczej można się dopatrzeć pewnej niekonsekwencji. Jeśli na przykład zabrania się czasowego powierzanie obowiązków sekretarza innym pracownikom, to dlaczego nie pójść dalej i tym obostrzeniem nie objąć wszystkich stanowisk kierowniczych, w tym dyrektorów i naczelników. Z innej jednak strony rząd w 2009 roku, przygotowując nową ustawę dotyczącą pracowników samorządowych, zrezygnował z określenia dla urzędników maksymalnych limitów pensji. Wtedy sceptycy podnieśli alarm, że wójtowie i prezydenci na potęgę będą podwyższać bez opamiętania wynagrodzenia swoim ludziom. Po latach okazało się, że żadnych nieprawidłowości w tym zakresie nie było. Włodarze gmin zachowali się racjonalnie.

Jednak nowelizacja ma też plusy. Dobrze, że wprowadzono zasadę, z której wynika, że urzędnicy, w tym zastępcy wójta lub burmistrza, jeśli zostaną skazani prawomocnym wyrokiem np. za jazdę pod wypływem alkoholu, stracą nie tylko prawo jazdy, lecz także pracę. Chociaż warto zauważyć, że obecni kierownicy urzędów, jeśli w swoich szeregach mieli podobne przypadki, to sami decydowali się na zwolnienie takiego delikwenta. Większość włodarzy myśli o przyszłorocznych wyborach i nie może sobie pozwolić na krytykę ze strony mieszkańców. Dlatego nawet najlepszy przyjaciel wójta musiał się pożegnać z pracą, jeśli zachowywał się nieracjonalnie.

Ustawodawcę trzeba też pochwalić za uszczelnienie systemu awansu. Asystent i doradca nie będzie już mógł awansować na stanowisko urzędnicze. Jeśli osoby zasiadające w gabinetach politycznych przychodzą do urzędu z klucza partyjnego, to po przegranych wyborach powinni odchodzić razem z szefem, a nie zostawać na stanowiskach urzędniczych. I to na stałe. Zwłaszcza że asystent i doradca nie przystępują do konkursu, nie odbywają służby przygotowawczej, ani też nie są objęci oceną okresową. Zgodnie z nowymi przepisami awans wewnętrzny ma być w jednej grupie stanowisk. W efekcie sekretarka lub kierowca, jeśli nawet będą mieli odpowiednie kwalifikacje, musieli przebrnąć przez konkurs. Nie ma się też co czarować, że w przypadku gdy taki kandydat będzie sprawdzoną osobą, to nie wygra konkursu. Ważne jest, aby do urzędów trafiały osoby po zweryfikowaniu ich kompetencji.

Generalnie dobrze, że jest ustawa o zatrudnianiu pracowników samorządowych. Jej przepisy porządkują m.in. zasady i tryb zatrudniania urzędników. Nie można jednak przy kolejnych nowelizacjach wpędzać samorządowców w koszty, zmuszając ich do tworzenia nikomu niepotrzebnych stanowisk lub stosowania dodatkowych i żmudnych procedur. Rząd i parlamentarzyści powinni wykazać się większym zaufaniem do wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, a nie skupiać się na gaszeniu pożarów przy incydentalnych nieprawidłowościach w polityce kadrowej gmin. Włodarze gmin nie mogą sobie bowiem pozwolić na łamanie prawa, bo wojewoda może poprosić premiera o ich odwołanie, a mieszkańcy nie wybiorą ich w kolejnych wyborach.

@RY1@i02/2013/176/i02.2013.176.088000200.802.jpg@RY2@

Artur Radwan, dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej

Artur Radwan

dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.