Warto odtwarzać znane z przeszłości spółki wodne
Rozmowa z Januszem Budnym, członkiem zarządu powiatu otwockiego
Lokalne podtopienia są szczególnie uciążliwe dla mieszkańców podmiejskich gmin, w których przybywa szybko dużo nowych inwestycji. Jak jest z tym w powiecie otwockim położonym w bezpośrednim sąsiedztwie stolicy?
Problem stał się bardziej widoczny w ostatnim czasie, po ok. 20 latach suchych nadeszły bowiem te bardziej mokre. Jednak nie tylko deszcze są winne, jest wiele czynników, które się na to złożyły i skumulowały. To przede wszystkim odchodzenie na terenach podmiejskich od funkcji rolniczej i zamiana jej na mieszkaniową. Tym samym przybywa powierzchni nieprzepuszczalnej - dachów, dróg, parkingów. To powoduje, że wody bardzo szybko spływają i nie mieszczą się w rowach i kanałach. Wylewają, podtapiając okoliczne zabudowania.
Czy nie jest też tak, że przez lata nie dbano o stan rowów melioracyjnych i te nie odprowadzają odpowiedniej ilości wody?
Rowy i kanały melioracyjne budowano na terenach rolniczych i ich przepustowość była przewidziana dla terenów o powolnym spływie wód. Na terenach zabudowanych te wielkości powinny być większe albo trzeba postawić na małą retencje w obrębie samych działek. Kwestia rozbudowy rowów i kanałów to nieprosta sprawa, bo po pierwsze wymaga nakładów, a po drugie większość z nich znajduje się na terenach prywatnych, a praktycznie nikt nie chce u siebie takiej inwestycji. Zdarzało się nawet, że właściciele gruntów zasypywali na swoim terenie rowy, żeby korzystnej sprzedać ziemię. W ten sposób działali na szkodę nabywców i sąsiadów.
Trzeba też dodać, że np. w powiecie otwockim spółki wodne zostały rozwiązanie i obowiązek dbania o urządzenia melioracji szczegółowej spoczął na właścicielach nieruchomości. Większość jednak nie potrafiła zadbać o to w należyty sposób. Dopiero po powodziach z 2010 roku zaczęliśmy z urzędu lub na wniosek prowadzić kontrole urządzeń wodnych i wydawać decyzje nakładające na właścicieli obowiązek przywrócenia funkcjonalności rowów i odbudowy zakłóconych stosunków wodnych. Wydajemy rocznie ponad dwieście takich decyzji. Wspiera nas mocno regionalny zarząd gospodarki wodnej, który także przeprowadził na naszym terenie wiele kontroli. Odtworzenie dawniej istniejącej sieci zajmie dużo czasu i wymaga oczywiście pieniędzy. W niektórych przypadkach powstałe zmiany są nieodwracalne i konieczne jest zastosowanie innych rozwiązań.
Mieszkańcy położonych nisko terenów się skarżą, że nowi sąsiedzi podwyższają poziom gruntu i tym samym zalewają ich posesje. Czy takie działania nie powinny być zabronione?
Zgodnie z prawem wodnym woda powinna zostać zagospodarowana w obrębie posesji. Nawet odwodnienie zwykłego podwórka trzeba uzgodnić, jeśli woda będzie odprowadzana do rowu melioracyjnego bądź kanału. Ale praktyka bywa inna. Gdy chodzimy w teren, widzimy, ile rurek nie tylko takich od wody deszczowej, lecz także z szamb jest wpuszczanych do rowów i kanałów bez żadnych pozwoleń. Podobnie jest z podnoszeniem poziomu gruntu pod inwestycję. Teoretycznie można zagospodarować na działce ziemię z wykopu pod nią, ale w praktyce się zdarza, że właściciele podnoszą poziom gruntu, zwłaszcza że w tej chwili jest dużo ziemi do zagospodarowania, choćby z wykopów metra, i nie jest łatwo to udowodnić.
Pewnie byłoby lepiej, gdyby ograniczenia dotyczące wód znajdowały się w warunkach zagospodarowania terenu. Jak z tym jest w praktyce?
Teraz na te sprawy już się bardziej uważa i w warunkach zagospodarowania wpisywane są zazwyczaj kwestie związane z poziomem wód gruntowych czy rowami przebiegającymi przez parcelę, ale kilka czy kilkanaście lat temu różnie z tym bywało i teraz mamy tego skutki. No i kwestie te powinny być obowiązkowo uwzględniane w planach zagospodarowania przestrzennego.
Przed laty o meliorację dbały spółki wodne. Jak to jest dzisiaj?
W ostatnich dwudziestu kilku latach wiele spółek zostało rozwiązanych, często te, które pozostały, nie dysponowały odpowiednimi środkami na remonty urządzeń wodnych. W naszym powiecie jesteśmy na etapie odtwarzania spółek. Dzięki wsparciu wielu ludzi, wójtów, radnych, sołtysów, lokalnych liderów i urzędników, w 2011 roku powstały cztery, w ubiegłym roku było ich osiem, a w tym powstaje już jedenasta. Tworzone są zgodnie z prawem wodnym, a organem nadzoru jest starosta.
Dzięki temu, że spółki są, możliwe jest dofinansowanie konserwacji rowów melioracyjnych, odwodnieniowych czy drenowań, zgodnie z ustawą o finansach publicznych nie ma bowiem możliwości wspierania w tym zakresie osób fizycznych. Spółka wodna, jako osoba prawna wykonująca zadania publiczne, może otrzymywać dotacje z gminy lub powiatu. Relatywnie największymi pieniędzmi na spółki dysponuje wojewoda. Trzeba przyznać, że nasze spółki już się nauczyły i korzystają tych środków. Możliwości starostwa są w tym zakresie niewielkie, każda dostaje po 5-7 tys. zł, ale dorzucają się też gminy oferują wyższe sumy, bo ich możliwości finansowe są większe. Na razie spółki działają na poziomie sołectw, ale chcielibyśmy, żeby w przyszłości jedna spółka obejmowała gminę. Tak jest choćby w powiecie garwolińskim, który uważam w tym zakresie za wzorcowy.
@RY1@i02/2013/161/i02.2013.161.08800070c.802.jpg@RY2@
Materiały prasowe
Janusz Budny członek zarządu powiatu otwockiego
Rozmawiała Zofia Jóźwiak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu