Potrzeba rewolucyjnego rozsądku
Nie byłam nigdy zwolenniczką śmieciowej rewolucji w takim wydaniu, w jakim właśnie weszła w życie. Uważałam i uważam nadal, że podstawową różnicą, z jaką, przynajmniej na początku, mamy do czynienia, jest wzrost liczby urzędników obsługujących nowe obowiązki gmin (już należy ich liczyć w tysiącach, jeśli nie dziesiątkach tysięcy). To osoby, którym zapłacimy z rosnących opłat, za pozbycie się odpadów. Biorąc pod uwagę obecny kryzys oraz to, że mieszkańcy najbardziej chcą niskich stawek opłat, a włodarze - pozostania na stanowiskach, nie bardzo wierzę, żeby w najbliższych latach udało się odłożyć środki na inwestycje w odzysk i recykling. Czyli na takie, które skutecznie zmniejszą góry śmieci. Jednak skoro polityczne decyzje zostały podjęte nieodwołalnie, to trzeba zrobić wszystko, żeby w lipcowe upały te góry nie zasypały naszych osiedli. Zarówno w tych miejscowościach, w których władze nie zdążyły jeszcze z przetargami i podpisaniem umów, jak i tam, gdzie wybrani przedsiębiorcy zobowiązali się wywozić odpady za śmiesznie niskie stawki. To oznacza wzmożoną czujność urzędników. Bo może się okazać, że firma, która wcześniej odbierała odpady, po rozwiązaniu umów zakończyła działalność i nikt nie chce jej zastąpić. Albo tani przedsiębiorca zdecyduje się w okresie urlopowym odebrać śmieci z prywatnej działki tylko raz w miesiącu, a z osiedla - raz w tygodniu. Jeżeli na dodatek nie dostarczył na czas pojemników na zmieszane odpady, to frajda dla owadów, gryzoni i ptaków może być wielka. A dla mieszkańców takiż kłopot. Takich właścicieli nie można zostawić samym sobie - wszak zgodnie z przepisami złożyli deklaracje, a według zaleceń ministerstwa i lokalnych urzędników wypowiedzieli odpowiednio wcześnie umowy, żeby nie płacić podwójnie.
W takich sytuacjach niezbędna okaże się interwencja władz samorządowych. Dlatego gminy powinny być przygotowane na nieoczekiwane sytuacje, by móc (i mieć kogo) zatrudnić do odbierania odpadów. Choćby w trybie bezprzetargowym. Żeby nikt nie mógł powiedzieć, że nie tylko jest drożej, ale i gorzej.
I apeluję jeszcze o jedno. Przez kilka pierwszych miesięcy nie karzmy mieszkańców za niedotrzymanie standardów segregacji (zwłaszcza że wiele gmin zdecydowało się na bardzo wyśrubowane). To bowiem skutecznie zniechęci do odrębnego zbierania poszczególnych rodzajów odpadów. W tym wypadku ewolucja i stopniowa nauka jest znacznie lepsza od rewolucji, która budzi naturalny opór. A przecież jednym z najważniejszych skutków rewolucji ma być właśnie zmniejszenie ilości zmieszanych resztek na wysypiskach.
@RY1@i02/2013/127/i02.2013.127.08800020b.802.jpg@RY2@
Zofia Jóźwiak redaktor Dziennika Gazety Prawnej
Zofia Jóźwiak
redaktor Dziennika Gazety Prawnej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu