Mokre lato to poważny kłopot dla samorządów
Z podtopieniami zawsze trzeba się liczyć po wiosennych roztopach i po letnich nawałnicach. Zaradzić im trudno, bo mało kto respektuje przepisy. Brakuje też pieniędzy
Właściciel gruntu w myśl art. 29 ust. 1 pkt 1 ustawy z 18 lipca 2001 r. - Prawo wodne (t.j. Dz.U. z 2012 r. poz. 145 z późn. zm.) nie może zmieniać stanu wody na gruncie ani też odprowadzać wód na grunty sąsiednie - ze szkodą dla sąsiadów. Tyle teoria. W praktyce z zabudowanych i wybetonowanych parceli woda spływa i zalewa niżej położone tereny.
- Podtopienia to natura - mówi wójt podwarszawskiego Izabelina Witold Malarowski. - Może warto się postarać, by to samorząd był zarządcą cieków wodnych. To on wówczas będzie decydować, które zasypać, a które zaktywizować, zrobić odpływy. Na to są potrzebne pieniądze. I decyzje administracyjne. Może podobnie jak śmieci, również lokalne wody powinny znaleźć się w zarządzie samorządu.
Z podtopieniami boryka się np. warszawska gmina Wesoła. - Powód to podniesienie się wód gruntowych i budownictwo - mówi burmistrz dzielnicy Edward Kłos. Kowalski buduje dom na gorszych terenach, bo jest taniej. Przywozi ziemię, a woda później spływa do sąsiada. Są też przykłady betonowania terenów marketów, co powoduje odprowadzanie wód na sąsiednie działki.
- Dostaliśmy z miejskiego biura infrastruktury ponad 200 tys. zł na wynajęcie firmy, która zdiagnozuje sytuację i odwodni obszary w Starej Miłosnej, Woli Grzybowskiej, Zielonej Grzybowej - mówi burmistrz Kłos. Przyznaje, że sytuacja nie jest łatwa. - Jedynie budując ulice, możemy na razie wykorzystać informacje o poziomie wód gruntowych, ilości deszczu i deszczówki, przesiąkalności gleby. Wystąpiliśmy też do urzędu wojewódzkiego o zwiększenie zrzutów do Kanału Wawerskiego. Na szczęści dostaliśmy zgodę - mówi burmistrz Wesołej.
Anna Mzyk z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska na Mazowszu potwierdza, że gminy mogą występować o pożyczkę lub dotację na udrożnienie rowów melioracyjnych, regulację lokalnych rzek. W tym roku w budżecie były zagwarantowane na ten cel 3 mln zł. Wpłynęło z terenu całego województwa 19 wniosków. - Mamy też fundusz na zakup sprzętu do ochrony wód, m.in. do oczyszczenia kanalizacji. Na razie wpłynął tylko jeden wniosek. Nie od samorządu - mówi Anna Mzyk.
- W skali kraju problemu podtopień nie rozpatrywaliśmy - przyznaje szef Związku Gmin Wiejskich Mariusz Poznański. Dodaje, że poszczególni wójtowie radzą sobie lokalnie. - Wodę wypompowuje Ochotnicza Straż Pożarna. Jest też możliwość zwolnienia poszkodowanego mieszkańca z podatku rolnego, jeśli taki płaci - mówi Poznański.
Także Związek Miast Polskich nie zajmował się sprawą podtopień.
- Był problem powodzi, wód opadowych. Podtopienia prawdopodobnie dopiero przed nami - mówi dyrektor związku Andrzej Porawski. Przyznaje, że widział ostatnio pod Sochaczewem wodę stojącą na polach. Podobnie jak inni samorządowcy przekonuje, że tylko przekazanie kompetencji w zakresie gospodarki wodnej będzie w stanie zaradzić lokalnym kłopotom.
- Teraz występując o pieniądze np. do funduszu wojewody, czujemy się, jakbyśmy startowali w konkursie piękności - mówi wójt Izabelina. - Kto ma lepsze dojścia, ten pieniądze na tzw. wody w gminie dostanie. Zwłaszcza że sami urzędnicy przyznają: w stosunku do potrzeb na gospodarkę wodną z budżetu państwa dostają 20 proc. potrzebnych kwot.
Monika Górecka-Czuryłło
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu