Samorządowe folwarki szkodzą mieszkańcom
Niektóre skomunalizowane spółki, zamiast działać w interesie mieszkańców, wypracowują zysk z naruszeniem przepisów - twierdzi NIK
Najwyższa Izba Kontroli wzięła pod lupę proces komunalizacji spółek Skarbu Państwa w latach 2007-2013 oraz efekty tych działań. Kontrolą objęto Ministerstwo Skarbu Państwa, 15 samorządów (urzędy marszałkowskie, starostwa, urzędy miejskie) z dziewięciu województw oraz 17 skomunalizowanych spółek.
I choć całościowo kontrolerzy wystawili pozytywną ocenę, to jednak wykryli także nieprawidłowości w działalności samorządów przejmujących spółki od Skarbu Państwa. - Komunalizacja spółek w większości przypadków przyczyniła się do lepszego ich funkcjonowania, choć niestety nie zawsze tak się działo. Przykładowo, większość spółek PKS nie potrafiła zarabiać na przewozach i stratę zmniejszała, sprzedając majątek - opowiada Krzysztof Kwiatkowski, prezes Izby.
NIK wskazuje też, że po komunalizacji część samorządów "nie podjęła działań zmierzających do zaprzestania prowadzenia przez spółki działalności wykraczającej poza sferę użyteczności publicznej i niemającej na celu realizacji zadań publicznych". Tak było w przypadku dwóch spółek PKS z Łukowa i Radzynia Podlaskiego (chodziło o pobieranie prowizji za sprzedawane paliwa oraz części samochodowe). Z kolei Zarząd Województwa Śląskiego tolerował działalność komercyjną prowadzoną przez Górnośląskie Przedsiębiorstwo Wodociągów SA obejmującą m.in. gospodarkę rybną (sprzedaż ryb i kart wędkarskich) czy wynajem środków transportu. I mimo że takie działania naruszały przepisy (m.in. ustawy o gospodarce komunalnej), samorządy nie widziały w tym nic złego. Zazwyczaj tłumaczyły kontrolerom, że prowadzenie działalności handlowej i usługowej ma zasadniczy wpływ na kondycję finansową ich spółek, a rezygnacja z tej działalności będzie oznaczać zagrożenia dla ich istnienia.
To jednak nic w porównaniu z tym, czym skończyła się jedna z komunalizacji dokonanych na Śląsku. Zdaniem NIK przyniosła ona "niekorzystny efekt dla społeczności lokalnej". Co ciekawe, znów pojawia się tu Górnośląskie Przedsiębiorstwo Wodociągów SA. Na wniosek Zarządu Województwa Śląskiego zmieniono statut spółki, wykreślając zapis, że jej działalność ma charakter użyteczności publicznej. Wprowadzono za to zapis dotyczący możliwości przeznaczenia zysku na dywidendę. Umożliwiło to w latach 2012-2013 wypłatę akcjonariuszom dywidendy łącznej w kwocie 48 mln zł. Być może nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że po kieszeni dostali mieszkańcy. "Wykorzystywanie przez spółkę pozycji monopolisty naturalnego, tj. narzucanie zbiorowym odbiorcom komercyjnych opłat za wodę, doprowadziło do corocznego wzrostu jej ceny" - stwierdzili kontrolerzy. Jak powiedziano nam w NIK, od kilku lat ceny rosły o kilka, kilkanaście procent rok do roku, a w okresie 2010-2011 aż o 29 proc. oraz o 25 proc. w okresie 2012-2013. Zdaniem NIK cechą gospodarki komunalnej, ściśle połączonej z pojęciem użyteczności publicznej, jest brak celu zarobkowego.
Marek Wójcik ze Związku Powiatów Polskich zapewnia, że samorządy starają się działać w dobrej wierze. - Często przejmują takie spółki także po to, by ratować przed upadłością i zapewnić realizację pewnych usług - mówi. Jego zdaniem winne są nie samorządy, ale przeregulowany system prawny. - Spółki tworzone są po to, by generowały zysk. Dlatego także te komunalne powinny być traktowane tak samo jak wszystkie pozostałe, także te prywatne. A jeśli część z nich ma pełnić jakąś misję, to niech podatnicy albo w ich imieniu władze samorządowe za to dopłacą. Musimy tworzyć regulacje korzystne przede wszystkim dla odbiorcy, którego nie obchodzi struktura właścicielska spółki świadczącej usługi, ale jakość tej usługi - argumentuje Marek Wójcik.
Samorządy w obronę bierze także Janusz Kobeszko, ekspert Instytutu Sobieskiego.
- Zdarza się, że Najwyższa Izba Kontroli, dokonując oceny, wkracza w domenę celowości decyzji inwestycyjnych samorządu, mimo że nie powinna tego robić z uwagi na przepisy ustawy o izbie - argumentuje ekspert. - Często izba przyjmuje perspektywę krótkookresową, a gmina, podejmując decyzję, brała pod uwagę długi czas. Dla mieszkańca w krótkim okresie komunalizacja może oznaczać podwyżki, ale w dłuższym może się wiązać z podwyższeniem jakości usług. Przykładowo, w gminach z okolic Poznania, które mają swoje zakłady budżetowe niebędące spółkami, mieszkańcy mają o 20-30 proc. niższe ceny za wodę i kanalizację niż gminy z tej samej okolicy obsługiwane przez spółkę działającą na zasadach komercyjnych - podsumowuje Janusz Kobeszko.
Gmina przejęła wodociągi i co roku ostro podnosiła cenę za wodę
@RY1@i02/2014/142/i02.2014.142.00000020c.804.jpg@RY2@
Tomasz Żółciak
ROZMOWA
Komunalizacja opłaci się wszystkim
@RY1@i02/2014/142/i02.2014.142.00000020c.805.jpg@RY2@
mec. Zygmunt Jerzmanowski specjalista z zakresu prawa gospodarki komunalnej i prawa samorządowego
Czy w dzisiejszych czasach przejmowanie spółki przez samorząd ma jeszcze sens?
Jak najbardziej. Z całej palety różnych form właścicielskich - prywatnych, komunalnych czy państwowych, wykonywanie funkcji właścicielskich przez gminy wydaje się całkiem normalne, a patologie są naprawdę rzadkie. Gmina jest instytucją, która jest na społecznym świeczniku, wszyscy widzą, co się dzieje. Rady nadzorcze są najczęściej 3-osobowe, aby być ich członkiem, trzeba mieć odpowiednie uprawnienia i nie można być rodzinnie powiązanym z przedstawicielami władz wykonawczych samorządu. Wszelkie akty prawne regulujące działanie spółek są jawne, a decyzje podejmowane na sesjach rad, zazwyczaj w atmosferze batalii między radnymi.
Ale czy komunalizujemy to, co trzeba?
Oczywiście nie chodzi o to, by skomunalizować wszystko, co się da, tylko te spółki, które świadczą usługi komunalne. Istotne jest to, że właścicielem spółki jest ta instytucja, dla której jest to zadanie własne i na terenie której przedsiębiorstwo jest zlokalizowane. Skarb Państwa jest najgorszym z możliwych właścicieli dla przedsiębiorstwa świadczącego usługi na rzecz gmin. Gmina jest w tej sytuacji o wiele lepsza, bo jest bliżej tego majątku i zna lokalne ograniczenia. Przy procesach komunalizacyjnych powinno się brać pod uwagę, czy jest właściwie ukierunkowana. Przykładowo PKS-y poszły w ręce miast i gmin, chociaż transport międzygminny czy nawet ogólnokrajowy z reguły należy do zadań samorządów wyższego szczebla. Spółka wodociągowo-kanalizacyjna w Bolesławcu została skomunalizowana na rzecz zarówno miasta, jak i gminy Bolesławiec, dla których zaopatrzenie w wodę i usuwanie ścieków jest ich zadaniem własnym. Radni powinni najlepiej znać potrzeby mieszkańców.
A czy komunalizacja może służyć jako narzędzie do ochrony mieszkańców przed nieuzasadnionymi wzrostami cen?
Pod tym względem raczej nie. Cenowym regulatorem zazwyczaj i tak jest gmina, która np. zatwierdza taryfy proponowane przez przedsiębiorstwa wodociągowe. W przypadku ciepłownictwa regulatorem jest np. Urząd Regulacji Energetyki, niezależnie od tego, czy jest to własność gminy, związku gmin czy podmiotu prywatnego. Chodzi raczej o lepszy nadzór nad działalnością samej spółki. Komunalizacja zwiększa kontrolę, nadzór i wykonywanie funkcji właścicielskich przez samorząd.
Rozmawiał Tomasz Żółciak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu