Dwie kanapy przed śmietnikiem
Przejęcie przez samorządy obowiązku odbierania śmieci komunalnych od mieszkańców nie stało się cudownym lekiem na śmieciowy problem. Wprawdzie wywołało wielką ogólnokrajową dyskusję, ale jeśli chodzi o praktykę, wyraźnie widzę regres w stosunku do pierwszych miesięcy odpadowej rewolucji. Wówczas entuzjastycznie decydowaliśmy się segregować odpady oraz odnosić baterie do punktów zbiórki. Dzisiaj spora grupa moich znajomych jest skłonna, mimo wyższych stawek opłat, zrezygnować z segregowania. Gdy pytam dlaczego, mówią po prostu, że to kłopot, że zastanawianie się, gdzie wyrzucić który papierek, a gdzie puszkę czy butelkę, utrudnia życie. Dodatkowo wymaga znalezienia miejsca w mieszkaniu na np. cztery worki, a nie jeden. Na moją uwagę, że przecież nie muszą trzymać wielkich worków tylko niewielkie torebki, które codzienne rano można wynieść do śmietnika, po prostu wzruszają ramionami. Albo mówią, że trzeba pamiętać o zabraniu klucza do altanki, bo przecież nie można pozwolić, żeby ktoś dorzucał papierki do ich śmieci. - Spójrz, jaki malowniczy widok - mówi moja znajoma i z wysokości szóstego piętra pokazuje mi śmietnikową altankę. Przed nią pysznią się dwie rozłożyste kanapy, które ktoś nocą wystawił z mieszkania i których od paru tygodni nikt nie odbiera. Nie wiadomo zresztą, kto ma to zrobić, bo miasto gabarytów nieodpłatnie nie przyjmuje (choć to także śmieci komunalne). Widać też dwa przepełnione kontenery i kilka prawie pustych. - Tak wygląda u nas w osiedlu segregacja - wyjaśnia znajoma. - Jest coraz gorzej. Na kilkadziesiąt mieszkających tu rodzin dziś może kilka wyrzuca coś do odpadów segregowanych. Na początku robiła tak mniej więcej połowa.
Nawet na przedmieściach, które do tej pory segregowały chętniej, bo już od paru lat mogły dzięki temu mniej płacić, wzrasta niechęć do segregacji. Bo worki ze zwykłymi śmieciami są odbierane raz na dwa tygodnie, a z wysegregowanymi raz na miesiąc, a czasem rzadziej. Tymczasem śmieci nadających się do segregacji, przede wszystkim wszelkiego rodzaju opakowań, jest objętościowo znacznie więcej niż tych zwykłych. W domkach czy segmentach bez piwnic trudno znaleźć miejsce na ich przechowywanie. - Zbieram wszystko razem, ponieważ w ten sposób wyrzucam nawet trawę czy chwasty z ogródka do śmieci niesegregowanych i nikt nie marudzi, że wyrzuciłam coś nie do tego worka - tłumaczy się inna znajoma. - Próbowałam nawet znaleźć firmę, która za dodatkową opłatą będzie odbierała ode mnie częściej skoszoną trawę, ale nikt nie chce tego robić. Mam niewielki ogródek, a takie resztki oficjalnie odbierają u nas dwa razy do roku.
O tym, że coś źle działa, świadczy też kolejne zjawisko. W miejskich koszach na drobne odpadki pojawiają się znowu torebki z tymi wyniesionymi z domu, a w lasach obok zeszłorocznych pryzm z połamanymi kafelkami czy gruzem z remontu porastających już majową trawą, pojawiają się nowe, tegoroczne. Nie tylko z gruzem, lecz także ze zwykłymi śmieciami.
Rewolucja się nie przyjęła? Za wcześnie tak mówić. Warto jednak, by rząd i samorządy przyglądały się zjawisku. Może system jest zbyt skomplikowany, może należałoby zróżnicować częstotliwość odbioru, może trzeba powtórzyć akcję szkoleniową? Gotowej recepty nie mam, ale widzę, że problem znowu narasta.
I jeszcze jedno. Zauważam, że w praktyce za śmieci bogatych płacą biedni. Przed zamożnymi domami stoi w dniu wywozu po kilka worków. Przed uboższymi - jeden, prawie pusty. Gdy słyszę, że przecież można ubiegać się o ulgę w opłatach, irytacja we mnie tylko wzrasta. Nie chodzi tylko o tych, którzy nie sięgają minimum socjalnego. Ale o rencistów czy zatrudnionych na umowach śmieciowych - o tych, którzy wiążą koniec z końcem, ale z trudem. Nie ma powodu, żeby płacili za zamożnych. Może jednak warto śmieciowy podatek uzależnić od ilości wyrzucanych odpadów, nadal pozostając przy kluczowym rozwiązaniu reformy - za odpady odpowiada gmina.
@RY1@i02/2014/092/i02.2014.092.08800020a.802.jpg@RY2@
Zofia Jóźwiak redaktor prowadząca
Zofia Jóźwiak
redaktor prowadząca
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu