Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka komunalna

Nie ma gdzie oddawać śmieci. Tak źle jeszcze nie było

Nie ma gdzie oddawać śmieci. Tak źle jeszcze nie było
Fot. Shutterstock
30 października 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Im bliżej końca roku, tym trudniej przekazać śmieci komunalne do przera-biających je zakładów. Kończą się im limity narzucone planami odpadowymi. W tak dużej skali problem pojawił się w tym roku

Tylko do połowy 2018 r. mogły bowiem funkcjonować stare obiekty, niespełniające ustawowych wymogów. A działające regionalne instalacje mają moce przerobowe ściśle określone przez wojewódzkie plany gospodarki odpadami i nie mogą ich przekroczyć. – To w praktyce oznacza, że RIPOK-i albo już wyczerpały określone w WPGO limity, albo wkrótce je wyczerpią – mówi Daniel Krzysztofiak, prezes Altvater Piła, spółki odbierającej i przetwarzającej odpady komunalne.

Teoretycznie plany można zmienić, jednak w praktyce zajmuje to bardzo dużo czasu, a i sejmiki województw nie są do tego chętne, bo wymaga to rozlicznych uzgodnień. Tymczasem zgodnie z przepisami wystarczy aktualizować plan raz na sześć lat. Dlaczego ilości śmieci nie mieszczą się w planowanych normach? – Wytwarzamy więcej śmieci, chociażby z tego powodu, że lepiej zarabiamy i więcej konsumujemy – mówi Maciej Kiełbus, partner w kancelarii dr Krystian Ziemski & Partners. – Także dlatego, że przybywa u nas więcej cudzoziemców. A plany tworzone były sztywno, tak by ilości śmieci i moce przerobowe się bilansowały.

Niedoszacowanie dotyczy przede wszystkim odpadów zmieszanych. – Ale i biodegradowalnych – zauważa Agnieszka Fiuk, dyrektor zarządzającą w firmie ATF sp. z o.o., przetwarzającej odpady w woj. zachodniopomorskim. Ich ilość znacząco wzrasta, bo te samorządy, które przechodzą na nowe, jednolite zasady selektywnej zbiórki śmieci, zbierają je odrębnie (wiele miast wprowadziło je w tym roku). A tego przygotowane wcześniej plany nie zakładały.

Coraz częściej więc śmieci jeżdżą do zakładów odległych nawet o 100 km od miejsca zbiórki. A to bardzo zawyża ceny zagospodarowania odpadów. Przy większych odległościach nawet o kilkadziesiąt procent. W takiej trudnej sytuacji znalazło się np. warszawskie MPO po nieplanowanym zamknięciu zakładu w Radiowie. Wprawdzie doszło do tego nie ze względu na brak mocy, ale w wyniku wyroku sądu. Jednak sytuacji awaryjnych WPGO też nie przewidują. Miasto znalazło cztery inne miejsca, do których wozi śmieci, ale przyznaje, że koszty są wyższe. – Niewątpliwie zamknięcie własnej instalacji i konieczność przekazywania odpadów do zewnętrznych zakładów generuje wyższe koszty dla spółki – przyznaje Wiesława Rudzka, rzecznik prasowy MPO. Jednak to nie operator decyduje o wysokości opłat dla mieszkańców, ta kwestia pozostaje w gestii gminy – zastrzega rzeczniczka.

Czy z nowym rokiem problem zniknie? Nie. Jeszcze bardziej się nasili. – Bo nie przez pół roku, a przez cały nie będzie można już korzystać ze starych instalacji – zauważa prezes Krzysztofiak. © C3

Zbieramy coraz więcej

2,7 proc. – o tyle wzrosła ogółem ilość odpadów komunalnych w 2017 r. w porównaniu z 2016 r., w sumie zebrano prawie 12 mln ton odpadów

4,3 proc. – o tyle więcej śmieci wytworzył przeciętny mieszkaniec

312 kg – tyle odpadów komunalnych przypada średnio na jednego Polaka

7,1 proc. z nich skierowano do kompostowania lub fermentacji

41,8 proc. trafiło na składowiska

301 – tyle składowisk odpadów komunalnych funkcjonowało na koniec 2017 r.

21 – tyle składowisk zamknięto w 2017 r.; zajmowały one powierzchnię prawie 60 ha

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.