Miliony na usunięcie toksycznych bomb
Rządzący zapowiedzieli, że samorządy nie zostaną same z dzikimi wysypiskami. Ale uzyskać wsparcie nie będzie wcale łatwo. Same pieniądze też mogą nie wystarczyć, by posprzątać po mafii śmieciowej
Rozbrajanie toksycznej bomby, czyli np. beczek wypełnionych przemysłowymi chemikaliami, którą ktoś podrzucił pod osłoną nocy do rowu albo zostawił pod plandeką porzuconej na ulicy naczepy bez tablic rejestracyjnych, potrafi rozsadzić niejeden gminny budżet. Koszty utylizacji takiego trującego ładunku sięgają bowiem milionów złotych. Najczęściej obciążają one samorząd, bo zarejestrowana na słupa firma znika i pociągnąć do odpowiedzialności nie ma kogo.
Sam minister środowiska Henryk Kowalczyk przyznał ostatnio, że problem jest poważny, a w całej Polsce takich porzuconych ekologicznych bomb mogą być tysiące. W dłuższej perspektywie proceder ten mają ukrócić intensywniejsze kontrole inspekcji ochrony środowiska, która od 1 stycznia br. ma kompetencje zbliżone do innych służb mundurowych. Po półrocznym okresie reorganizacji inspekcji, ruszyła ona w teren, a efekty mamy poznać już wkrótce.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.