Informacje w sieci są, ale musimy poprawić dostęp
Rozmowa z Ewą Madej-Popiel, zastępcą dyrektora departamentu informacji o środowisku w Ministerstwie Środowiska
Na urzędowych portalach jest masa informacji często mało przydatnych albo tak poukrywanych, że mam wrażenie, iż jest to robione specjalnie. Bez dodatkowych, zdobytych przez telefon informacji trudno wpaść na ślad istotnych danych. Często słyszymy, że wszystko jest podawane w zgodzie z prawem. Od pani jako pierwszego urzędnika usłyszałam, że to urzędnicy powinni coś poprawić.
Na niedawnej konferencji "Środowisko informacji" mówiłam, że skoro jesteśmy zobowiązani do wprowadzania danych do internetu, róbmy to w taki sposób, byśmy byli użyteczni dla obywateli, samorządów czy przedsiębiorców. Szczególnie zależny nam na obywatelach, bo osoby, które zawodowo zajmują się jakimś zagadnieniem, łatwiej sobie poradzą ze znalezieniem poszukiwanej informacji w sieci.
Ze zdumieniem dowiedziałam się, że tylko resort środowiska ma u siebie ponad 350 zbiorów danych, rejestrów itp.
Informacja zgromadzona jest rzeczywiście w 350 różnych zbiorach. I przyznaję, poruszać się w tym nie jest prosto, nawet specjalistom. A szkoda, żeby informacje się marnowały.
Czyli zmiany są potrzebne?
Tak. Chodzi nam o to, by obywatel miał dostęp do dobrej jakości informacji. Żeby się np. mógł dowiedzieć ze strony portalu środowiskowego o tym, czy działka, którą zamierza kupić, znajduje się na terenie zalewowym, czy powódź jej nie zagraża. Albo żeby ktoś z jakiejś gminy, która nie ma planu zagospodarowania przestrzennego, mógł się dowiedzieć, czy w pobliżu parceli, którą chce kupić, są jakieś uciążliwości, czy nie. No i żeby miał pewność, że ta informacja jest prawdziwa, pochodzi z portalu Ministerstwa Środowiska. A także, że jest aktualna. Nie wyobrażam sobie też, żeby ktoś w gminie wstukał jako słowo kluczowe przy poszukiwaniu informacji Ministerstwo Środowiska. Ktoś, kto czegoś szuka, nie pomyśli w ten sposób. Nie szukamy informacji firmowanej przez urząd, tylko szukamy jej w internecie.
To dlaczego dzisiejszy sposób wrzucania danych do sieci nie jest dobry?
Bo te informacje, stanowiska, przeglądy, dane geologiczne bez dobrego przewodnika są dla Kowalskiego bezużyteczne. Chodzi o to, by te dane nie tylko były, ale żeby wszystko było czytelne, by wiadomo było, gdzie czego szukać, i żeby to było dla obywatela dostępne. Chodzi też o zapewnienie czytelności samej strony, by w prosty, niejako intuicyjny sposób można było z niej korzystać. A jeżeli jakiś problem jest wyjątkowo ważny, to trzeba przygotować czytelne podręczniki albo odpowiedzi na często zadawane pytania. To znaczy, że trzeba zadać sobie trud dobrego opracowania. Inaczej zginiemy w powodzi telefonicznych pytań, na które nie zdołamy odpowiedzieć. To z kolei powoduje frustrację u ludzi. I jeszcze jedno jest ważne. Żeby dostępną daną nie był wyłącznie np. skan decyzji czy dokument w formacie PDF. Powinien być taki zapis, żeby obywatel mógł go przetworzyć.
Zgodnie z unijnymi wymogami takim przewodnikiem po zasobach urzędów miały być metadane. Czy się nie sprawdzają?
Metadane, tak jak fiszka w bibliotece, opisują w internecie informację. Podają, kto ją wytworzył, co w niej jest, kiedy była wydana. W latach 90. takie skatalogowanie wydawało się najlepsze. Były katalogi metadanych, które umożliwiały przeszukanie informacji przez odbiorców. Jak sobie ktoś znalazł to, co go interesuje, to szedł do konkretnego zbioru lub do konkretnej informacji. Jednak już od paru ładnych lat żyjemy w XXI wieku i ludzie w zupełnie inny sposób szukają informacji w sieci. Mówienie, że jest katalog metadanych, jest dla nich niezrozumiałe. Szukają w wyszukiwarkach internetowych, wpisując słowa kluczowe, zadają pytania na forach. I to, co powinniśmy zrobić jako administracja, to dostosować się do obecnych trendów. Metadane to nasz obowiązek, ale nie powinno się na tym poprzestawać. Warto stosować choćby słowa kluczowe, których użytkownik szuka.
Jednak słowa kluczowe nie pomogą, jeśli linki do danych nie wyskoczą w wyszukiwarkach internetowych na pierwszych miejscach.
To prawda, jeżeli nie ma nas na pierwszej stronie, to nikt dalej nie będzie sprawdzał. Dlatego trzeba jeszcze zorganizować coś w rodzaju pomocnika. U nas takim pomocnikiem jest Ekoportal istniejący od 2009 roku. W tym roku znacznie go ulepszyliśmy i zamierzamy zaktualizować wszystko, co jest dostępne na tym portalu. Nie chodzi jednak o to, żeby Ekoportal działał tak jak typowy internetowy portal, np. Onet czy Interia. Nie mamy możliwości, żeby wszystko tam opisywać. Chcemy jednak, żeby stąd można było dotrzeć do danych z naszych wszystkich jednostek.
Czyli ma być niejako oknem dla środowiskowych treści?
Tak. Według nas najlepiej byłoby, żeby korzystać z tych wiadomości w miejscu ich wytworzenia. Czyli jeżeli np. danym zagadnieniem zajmuje się Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, to żeby Ekoportal przekierowywał na stronę GDOŚ. Lepiej ten czas i pieniądze zaoszczędzone na przepisywaniu informacji wykorzystać u ich źródła, np. na aktualizację danych.
Właśnie, często informacje na stronach internetowych urzędów są nieaktualne. Bywa to bardzo mylące. Czy da się coś z tym zrobić?
To nie takie proste. Ważne jednak, żeby był podany dzień, na jaki została informacja wytworzona. Po tym można się zorientować, czy jest aktualna, czy nie. W Biuletynie Informacji Publicznej jest wymóg podania daty. Chcemy, by i na stronach informacyjnych zawsze były podawane.
Dostępne dane środowiskowe można wykorzystać np. przy przygotowywaniu strategii czy planów zagospodarowania przestrzennego. Tylko gdzie ich najlepiej szukać?
W geoportalach. Są one co do zasady bezpłatne. Swoje prowadzą GDOŚ, Główna Inspekcja Ochrony Środowiska (GIOŚ), Lasy Państwowe, Krajowy Zarząd Gospodarki Wodnej czy Państwowy Instytut Geologiczny. Odpłatne, co wynika z przepisów, przygotowuje Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej.
Wszystkie te dane to informacje przestrzenne. Gmina korzystając z sieci, może wygenerować całą mapę dla swojego terytorium, dla wszystkich działek i sprawdzić, czy np. są objęte jakąś formą ochrony przyrody. To samo dotyczy map zagrożenia powodziowego. Z KZGW można pobrać całą mapę w skali 1:10 000. Z kolei kompleksowa informacja na temat lasów (nowy, tegoroczny geoportal) obejmuje ponad 30 proc. powierzchni kraju.
Czyli nie trzeba tego zamawiać u ekspertów?
Nasze przesłanie do samorządów jest takie: Zajrzyjcie najpierw na nasze strony, sprawdźcie, co jest, i dopiero to, czego brakuje, zamawiajcie u ekspertów. Ważne jest jeszcze jedno. To są dane, a nie dane zinterpretowane, z dołączoną opinią, czy to jest miejsce cenne, czy nie. Patrząc na mapę, mamy stan faktyczny, na podstawie którego można mieć własne zdanie na dany temat.
@RY1@i02/2014/200/i02.2014.200.088001000.802.jpg@RY2@
WOJTEK GÓRSKI
Ewa Madej-Popiel zastępca dyrektora departamentu informacji o środowisku w Ministerstwie Środowiska
Rozmawiała Zofia Jóźwiak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu