Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Cyfryzacja i e-usługi publiczne

Poprawa jakości debaty publicznej

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Po co w ogóle walczyć o otwarte rejestry umów? Może to tylko niepotrzebne zawracanie głowy urzędnikom?

Wielu z nich na pewno tak to postrzega. Ale ci, którzy już się przełamali i wprowadzają u siebie to rozwiązanie, naprawdę zaczynają widzieć jego zalety. A wszystko zaczęło się od walki warszawskiego radnego Jarosława Krajewskiego z urzędem miasta. Krajewski chciał poznać szczegóły umów zawartych przez miasto. Ono tak broniło tych informacji, że sprawa skończyła się w Sądzie Najwyższym, a Warszawa w efekcie zdecydowała się, by w przyszłości uniknąć podobnych kłopotów, ujawnić po prostu od razu całą bazę umów.

Ta sytuacja była inspiracją. Najpierw dla lokalnego dziennikarza z Małopolski Marcina Hałaty z małego portalu InfoSkawina, który zaczął walczyć o takie informacje w Kętach. A potem dla dziennikarzy "Dziennika Polskiego" z Krakowa, którzy swoimi działaniami objęli wszystkie gminy Małopolski.

My stworzyliśmy stałe miejsce, gdzie każda zainteresowana osoba znajdzie instrukcję, jak działać, i może podzielić się doświadczeniem. I tak się to potoczyło, że zaczęły się kolejne lokalne działania, zazwyczaj na poziomie gmin. Tam, gdzie urzędy bronią się przed automatycznym otworzeniem rejestrów, urzędnicy mają rzeczywiście więcej pracy przy odpisywaniu na te wnioski. Ale tam, gdzie rejestry powstały i są dostępne online, mają o wiele lżej. Więc tak naprawdę ujawnianie od razu całych rejestrów w trybie ciągłym w sieci jest i dla nich ułatwieniem.

No dobrze, ale wciąż z punktu widzenia urzędników to może być tylko taki, nie do końca uzasadniony, dodatkowy obowiązek.

Dopóki po raz pierwszy się nie okaże, że dzięki temu mają jednak jakieś korzyści. A mogą nimi być np. wskazówki od mieszkańców, jak jakieś wydatki zracjonalizować. Tak było choćby w przypadku jednej z gmin, w której usługę dostarczania pism urzędowych po godzinach pracy świadczyli sami urzędnicy. Mieszkańcy zwrócili uwagę, że w sąsiednich samorządach - o czym wiedzieli z rejestrów umów - takie usługi zlecane są zatrudnianym na preferencyjnych warunkach niepełnosprawnym. I tak można było wprowadzić usprawnienie w pracy samorządu. Ale takie otwarte rejestry to także najlepsza metoda na poprawę jakości debaty publicznej. Ludzie już nie muszą spekulować, czasem nakręcać się plotkami o tym, kto i ile zarabia na kontraktach z urzędem. Wszystkie takie spekulacje można ukrócić. Zaczynamy rozmawiać na poziomie konkretów, a nie domysłów.

Chyba działa to też przeciwkorupcyjnie?

Oczywiście i nie chodzi tylko o wykrywanie samych niejasnych czy wręcz łamiących prawo umów. Na razie nie słyszałem, by na podstawie otwartych rejestrów jakieś sprawy trafiły do śledczych. Ale samo to, że rejestr jest jawny, jest już dla urzędników sporym autocenzorem działań. Zanim zdecydują się na jakieś niejasne umowy, kilka razy się zastanowią, bo a nuż ktoś zajrzy i wyciągnie im takie działania.

A ktoś w ogóle w te rejestry zagląda?

Pewnie, że tak. I nie zawsze w poszukiwaniu sensacji, a po prostu informacji, np. o tym, jak przygotowywać się do przetargów czy konkursów. Właśnie wśród lokalnych przedsiębiorców cieszą się one sporą popularnością.

Tam, gdzie urzędy bronią się przed automatycznym otworzeniem rejestrów, urzędnicy mają więcej pracy przy odpisywaniu na te wnioski. Ale tam, gdzie rejestry powstały i są dostępne online, mają o wiele lżej

@RY1@i02/2016/111/i02.2016.111.18300250d.802.jpg@RY2@

dr Szymon Osowski

prezes zarządu Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska, prawnik, twórca koncepcji portalu www.informacjapubliczna.org.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.