Sięgać po to, co nowe
Była raz taka zwrotka, co to nie miała środka. Z tego boku coś miała, z tego boku coś miała. A w środku dziura została". To Ludwik Jerzy Kern, klasyk wierszy nie tylko dla dzieci.
Z tym środkiem chyba jest nie najlepiej także w samorządzie, który w ostatnich latach ponoć kwitnie. Jednak odczucia społeczne są niekiedy inne. Mieszkańcy nie mają poczucia wpływu na to, co dzieje się w ich gminie, mieście. Są oczywiście wybory samorządowe. Wtedy głosujemy na radnych, którzy mają reprezentować lokalne interesy, ale o wyborcach z czasem zapominają.
Tymczasem jest jeszcze projekt partycypacyjny, który pozwala mieszkańcom zadecydować bezpośrednio, na co chcą przeznaczyć 1 proc. budżetu gminy. Może warto z tego skorzystać i wspomóc społeczeństwo obywatelskie? Bo wcale nie jest to, jak obawiają się niektórzy, obniżenie rangi przedstawicieli wybranych do samorządu. Paradoksalnie może im to pomóc w lepszym kontakcie z mieszkańcami. Mądre samorządy dadzą lokalnym społecznościom możliwość wyartykułowania swoich potrzeb bez pomocy radnych i bez żadnej manipulacji. Choć na razie nieufność urzędników i radnych jest duża. Budowa społeczeństwa obywatelskiego wymaga czasu. Trzeba jednak pamiętać, że samorząd nie może być strukturą skostniałą, podległą jedynie politycznym interesom.
Samorząd działa nie tylko po to, by zaspokajać potrzeby mieszkańców. To także bezwzględny organ, który nakłada kary, niekiedy bardzo dotkliwe, wielokrotnie przekraczające wartość mandatu czy grzywny. Czy sankcje dotyczące ochrony środowiska zawsze są adekwatne do rozmiarów szkód? Czy wygoda w ściąganiu kar z niestosujących się do przepisów przedsiębiorców, a niekiedy też zwykłych obywateli jest ważniejsza niż zdrowy rozsądek? Warto się nad tą dziurą w prawie pochylić. Samorządowcy nie zrobią tego sami, ale przecież mają niezłe kontakty w rządzie i parlamencie. Powinni lobbować na rzecz poprawy przepisów. O tym, który organ samorządu, jakie kary i za co może nakładać, piszemy w temacie tygodnia.
Na zakończenie optymistycznie. "Jedzie Duduś na wycieczkę, a w kieszeni ma małpeczkę" - to opowieść Stefanii Szuchowej sprzed prawie 40 lat. Za dwa lata powinien się wybrać w podróż wielką ścieżką rowerową w Polsce wschodniej. Jak zapewniają organizatorzy, tam nawet malec się nie zgubi. Będzie masa dobrze oznakowanych atrakcji i bezkolizyjne skrzyżowania. Oto jeden z pomysłów na aktywizację regionu i jego mieszkańców. Oby realizacja była zgodna z europejskimi wymaganiami i nie budziła obaw o zwrot do unijnego budżetu pieniędzy za ścieżki.
@RY1@i02/2013/117/i02.2013.117.088000100.802.jpg@RY2@
Monika Górecka-Czuryłło zastępca redaktora prowadzącego
Monika Górecka-Czuryłło
zastępca redaktora prowadzącego
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu