O trudnej sztuce odejmowania
Nareszcie się zazieleniło, postanowiliśmy więc przypomnieć zadania samorządów z zakresu ochrony środowiska. Zadecydowaliśmy od razu, że zrobimy to w tabeli, w telegraficznym skrócie. Zdawaliśmy sobie bowiem sprawę, że przepisów jest bardzo dużo. Szybko się okazało, że musimy odejmować. O przepisach odpadowych piszemy na bieżąco, więc zrezygnowaliśmy z informacji na ten temat. Wypadł nam też duży blok przepisów związanych z planowaniem przestrzennym. I z ustawą, której nawet tytuł trudno zapamiętać (ustawa z 3 października 2008 r. o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko; Dz.U. nr 199, poz. 1227 z późn. zm.). Koniec końców okazało się, że i tak tabela na stronę drobnym drukiem to za mało miejsca, mimo że dokonaliśmy kolejnego skrótu i prezentujemy tylko wybrane kwestie. Dlatego ciąg dalszy najważniejszych obowiązków przedstawimy za tydzień.
Czy obowiązki wynikające z licznych ustaw stawiających sobie za cel ochronę środowiska są znane wszystkim samorządom? Wcale nie jestem pewna. Czy wszystkie są równie ważne i czy trzeba w nie angażować tyle, jak to zwą ustawodawcy, "odpowiednich organów"? Też mam wątpliwości. Choćby w przypadku nałożonego na zarządzającego drogą, linią kolejową, tramwajową, lotniskiem lub portem obowiązku prowadzenia w określonym czasie pomiarów poziomów substancji lub energii w środowisku wprowadzanych w związku z eksploatacją tych obiektów, co skądinąd jest obowiązkiem starosty. Przecież już samo uzyskanie stosownych zgód i pozwoleń to droga przez mękę. A komu ma służyć przyjmowanie danych do dziesiątek programów, raportów i informacji? Użyteczność znacznej ich części, poza celami statystycznymi, wydaje się wątpliwa.
Już po pobieżnym przeglądzie przepisów środowiskowych jestem pewna - wymagają one pilnej deregulacji. Część powstała kilkadziesiąt lat temu, inne zaraz po ustrojowych przemianach początku lat 90. Kolejne wprowadzone zostały przy wejściu Polski do UE i wprowadzane są nadal, "bo Unia tego wymaga". Rzadko jednak dodawaniu jednych przepisów towarzyszy odejmowanie innych. Dlatego w ich gąszczu pogubić się jest łatwiej niż w ostępach Puszczy Białowieskiej. Gdyby samorządy chciały naprawdę rzetelnie pochylić się nad każdym ekoprzepisem, to nawet w najmniejszej gminie środowiskowe referaty musiałyby liczyć po kilkanaście osób, a w metropoliach należałoby powołać całe urzędy ekologii. Dlatego najwyższy czas, by nie rezygnując z dodawania, przypomnieć sobie drugie działanie znane już dzieciom w zerówce, czyli odejmowanie. Mniej regulacji oznaczać będzie lepsze ich przestrzeganie. A o jakość środowiska, a nie ilość biurokratycznych bytów przecież chodzi.
@RY1@i02/2013/088/i02.2013.088.08800010a.802.jpg@RY2@
Zofia Jóźwiak redaktor prowadzący
Zofia Jóźwiak
redaktor prowadzący
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu