Burmistrz z radą ręka w rękę. To gwarancja sukcesu
Rozmowa ze Zbigniewem Łopusiewiczem, burmistrz Stronia Śląskiego
Czuje się pan starym wygą, weteranem czy może sprawnym urzędnikiem na właściwym miejscu. Zaczął pan szóstą kadencję burmistrzowania. Jak to się robi, że mieszkańcy wybierają i wybierają...
Nie wiem, jak się to się robi. Ja jestem po prostu najemnikiem, pracownikiem wynajętym przez mieszkańców. To oni oceniają, jak pracuję. Ja nie wydaję na plakaty, billboardy, kampanię reklamową.
To rada dla nowych włodarzy?
Ja nie jestem od radzenia, ale od roboty. Ale rzeczywiście praca na rzecz lokalnej społeczności jest najlepszą reklamą burmistrza. A jednocześnie efekty pracy budzą zaufanie do włodarza wśród mieszkańców.
Ale jednak burmistrzowi, który sprawuje władzę kolejną kadencję, jest łatwiej. Ludzie zagłosowali, bo wiedzą, czego mogą się spodziewać. A co ma zrobić świeżo upieczony włodarz, by potwierdzić, że został słusznie wybrany?
Każdy musi znaleźć własną drogę do przekonania ludzi, że dobrze, iż na niego zagłosowali. Z mojej wieloletniej perspektywy ważny jest samorząd. Nie partie polityczne. W małych gminach nie uprawiamy polityki. Ostatnio do rady miasta nie weszły osoby, które startowały z partyjnych komitetów wyborczych. W małych gminach lepiej sprawdzają się lokalne komitety. Może łatwiej pracować dla miejscowej społeczności, nie będąc związanym z partią.
A może to specyfika małych miast i gmin?
Zapewne tak. Bo tu wszyscy wszystkich znają. Wiedzą, kto chce w mieście coś zrobić. W wielkich miastach gra polityka. Ale to chyba nieuchronne. Choć moim zdaniem niekonieczne. Ważna jest społeczność lokalna. Takiego spojrzenia na miasto, gminę trzeba się uczyć. Stronie Śląskie jest administracyjnie młodym miastem. Długo było zapleczem uzdrowiskowego Lądka-Zdroju.
To włodarz ma próbować nadać nową tożsamość gminie? Pomysł na miasto, czy, jak w pana przypadku, konsekwentna praca nad zmianami...
To zapewne jest wyzwanie. U nas zmiany były konieczne. Trzeba było przekształcić Stronie w region turystyczny. To się udało.
Czy to tylko zadanie włodarza?
Oczywiście, że nie. Bardzo ważna jest współpraca z radą gminy. Przecież bez samorządowców nie podjęlibyśmy wielu ważnych decyzji. I to ważna rada dla nowych włodarzy. Samorząd musi być komplementarny.
Przez te pięć kadencji nie kłócił się pan z radnymi?
Ależ oczywiście, że się kłóciłem. No może to złe słowo. Spierałem się, przekonywałem... Problemy dotyczyły np. opłat za śmieci, za wodę. Ale jakoś udawało się osiągnąć kompromis. To jest duża sztuka. I tego muszą uczyć się nowi włodarze. Ale może już nie będę moralizował.
Nie ma pan pytań: "Po co ci to było". Zawsze przecież jest opozycja.
Oczywiście, że mam, ale jest to nieuchronne u każdej osoby startującej na burmistrza, wójta, czy prezydenta. Im mniejsza społeczność, tym bardziej cierpią członkowie rodziny. Mogą pojawiać się zarzuty nepotyzmu albo preferowania firm świadczących usługi dla miasta. Z tym włodarz musi się mierzyć.
Jednak warto?
Tak, bo warto walczyć o sprawy miasta. Udało się np. pozyskać pieniądze unijne na kaplicę św. Onufrego z 1730 r., jest szansa na wieżę widokową, której pierwowzorem była ta z czasów Franciszka Józefa, jedna z najstarszych tego typu budowli w Sudetach. No i połączenie z Wrocławiem drogą S-8. Jest dużo do zrobienia. Myślę, że każdy włodarz ma koncepcję na rozwój gminy. Ważna jest jednak współpraca z radą. Takie działanie się sprawdza.
@RY1@i02/2014/224/i02.2014.224.05000030c.802.jpg@RY2@
Zbigniew Łopusiewicz burmistrz Stronia Śląskiego
Rozmawiała Monika Górecka-Czuryłło
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu