Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Samorząd

Kraków wybrał referendum, choć samorządy wolą konsultacje

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

PROBLEM

Przy głosowaniach jesteśmy za mało aktywni

Referenda są potrzebne, ale w naszym społeczeństwie sprawę trzeba wyważyć - ostrożnie mówi prezydent Przemyśla Robert Choma. - Nie ma u nas takiej tradycji, jak w Szwajcarii, gdzie referendum odbywa się w niemal każdej, najdrobniejszej sprawie dotyczącej małej społeczności. A jest też niechęć do bezpośredniej demokracji. Nawet w sprawach personalnych frekwencja bywa nikła. Może warto się zastanowić nad projektem zmiany zasad referendalnych, który mówi, że referendum ważne będzie nawet wówczas, gdy jedna osoba odda głos.

Referenda odwoławcze są praktykowane najczęściej. Jak wynika z danych GUS za 2012 r., głosowań dotyczących odwołań wójta, burmistrza, prezydenta było 58, podczas gdy referendów w tzw. sprawach różnych było tylko siedem.

Takie działania w ramach demokracji bezpośredniej są jednak kłopotliwe i kosztowne. W przypadku inicjatywy obywatelskiej trzeba zebrać 10 proc. podpisów mieszkańców gminy, by do głosowania w ogóle doprowadzić (5 proc. mieszkańców województwa przy referendum wojewódzkim). Jednak żeby miało ono moc sprawczą, to do urn musi pójść 30 proc. mieszkańców.

Przykład Warszawy pokazał, że mimo mobilizacji przeciwników prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz referendum nie było skuteczne. Frekwencja była zbyt niska. To zresztą nie dziwi. Z badań przeprowadzonych przez Instytut Spraw Publicznych w ramach Diagnozy społecznej wynika, że zaufanie do samych siebie kształtuje się na poziomie 13 proc., podczas gdy w skali UE jest to 26 proc. Mniej niż połowa polskich respondentów zadeklarowała zaufanie do administracji centralnej i parlamentu, a mniej niż połowa spośród nich - do samorządu terytorialnego.

- Referendum ma jedną ważną zaletę - mówi Filip Pazderski z ISP. - Jego wyniki są dla lokalnych władz wiążące, co może stanowić zachętę do uczestniczenia w nich.

O co pytać w referendach? W najbliższy weekend, przy okazji wyborów do Europarlamentu, w Krakowie pojawią się dodatkowe pytania referendalne. Mieszkańcy miasta mają wypowiedzieć się nie tylko na temat organizacji zimowych igrzysk olimpijskich w 2020 r., lecz także na temat monitoringu w mieście, budowy metra i ścieżek rowerowych.

- Pytania są dosyć ogólne - mówi wiceprezydent Gdyni Ewa Łowkiel. - Referendum powinno być przeznaczone do celów istotnych, szczegółowych, niemal ustrojowych dla danej społeczności. A ścieżki rowerowe to przecież sprawa oczywista. I tak trzeba je budować. To powinien być element strategii rozwoju każdego współczesnego miasta.

Władza lubi pytać bez zobowiązań

- Budżetów partycypacyjnych i konsultacji do nich mamy ostatnio wysyp. Co ciekawe, łatwiej jest skutecznie przeprowadzić taki obywatelski pomysł w małej gminie - mówi Filip Pazderski. - Zazwyczaj jest tam konkretna propozycja mieszkańców, wspólna, jednolita, obliczona na budżet zaproponowany przez gminę.

Ale przy partycypacji też trzeba uważać. Samorządowcy muszą pamiętać, że z pieniędzy publicznych można realizować tylko te inwestycje, które mogą być wykonywane przez samorząd. Przykładem niezrozumienia idei budżetu partycypacyjnego jest np. Kraśnik. W tym mieście mieszkańcy opowiedzieli się za wyłożeniem pieniędzy na dach w kościele. Wniosek poparło 1130 osób. Mimo tego pół miliona złotych nie trafi na ten wydatek, bo inwestycja nie mieści się w katalogu zadań gminy.

Regionalna Izba Obrachunkowa, która czuwa nad prawidłowością wydatkowania publicznych pieniędzy przez samorządy, stwierdziła nieważność uchwały radnych w części dotyczącej wydatków na dach. Samorząd może się jeszcze odwoływać do sądu administracyjnego.

Jednak zarówno budżety partycypacyjne, jak i konsultacje społeczne są w kraju coraz częstsze.- Opinie mieszkańców nie są wprawdzie wiążące, ale sam mechanizm świadczy o rozwoju demokracji - mówi Pazderski. Dodaje, że modelem idealnym byłaby bieżąca współpraca dotycząca np. przygotowywania przez mieszkańców projektów uchwał.

Na razie, jak wynika z badań ISP "Decydujmy razem", samorządy zazwyczaj poprzestają na informowaniu o podejmowanych decyzjach. Robiło tak 99 proc. badanych gmin.

W 12 proc. nie robiono nic więcej, czyli nie wykorzystywano różnych nośników informacji. Zdecydowanie rzadziej stosowane było w badanych gminach współdziałanie przy opracowywaniu jakiegoś rozwiązania w dowolnej ustawie i delegowanie jego przygotowania przez mieszkańców.

- Ale takie konsultacje i partycypacja budżetu to przyszłość - mówi wiceprezydent Gdyni Ewa Łowkiel. - Zwłaszcza w małych gminach, miasteczkach, gdzie ludzie się znają i znają też potrzeby lokalnej społeczności. Jeśli do tego dodamy możliwości wykorzystania internetu dla wyrażenia swojej opinii, to na pewno jest to dobry pomysł na współtworzenie swojego otoczenia. Na pewno lepszy niż kosztowne referendum.

@RY1@i02/2014/097/i02.2014.097.08800020a.802.jpg@RY2@

Ile było referendów

Przygotowała Monika Górecka-Czuryłło

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.