Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Samorząd

Szyjemy kulturą. Rewitalizacja drugą szansą Łodzi

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Tutaj dzieci muszą zostawiać podręczniki w szkole, za to przynosić do niej własny papier toaletowy. Znajdziesz tu strażaków bez butów, policjantów bez samochodów, nauczycieli bez długopisów, członków Rady Miasta z telefonami na podsłuchu i zdecydowanie wiele kobiet, które nie mają już czym płakać". Nie jest to opis Łodzi, cytat pochodzi z publikacji pt. "Detroit. Sekcja zwłok Ameryki" Charliego LeDuffa. Dlaczego warto go zapamiętać i rozważyć historię miasta? Powodów jest kilka. Po pierwsze - bo Detroit to miasto amerykańskie, kiedyś symbol prosperity, centrum przemysłu motoryzacyjnego, spełnienie mitu o sukcesie oraz bogactwie. Trudno wyobrazić sobie USA bez buicków, chevroletów, fordów, cadillaców. Przecież to esencja mitu amerykańskiego, obok Statuy Wolności, Dzikiego Zachodu, Manhattanu. Mimo to Detroit jest dziś miastem praktycznie wymarłym, bankrutem. Nie pomogły rządowe i stanowe programy naprawcze. Jedno z najbogatszych państw świata nie jest w stanie zapobiec zagładzie miasta - symbolu, kiedyś jednego z najbogatszych. Po drugie, i chyba ważniejsze, Detroit jest przykładem nieudanej rewitalizacji. Po upadku przemysłu motoryzacyjnego nie udało się znaleźć innego pomysłu na rozwój. Zajmowano się głównie wyprzedażą majątku, w tym słynnej na cały świat kolekcji sztuki. Zabrakło skutecznych pomysłów na ratowanie miasta, mimo że w kolekcji Detroit Institute of Art znajduje się słynny "Myśliciel" Augusta Rodina.

Bezustannie zwiększa się liczba ludzi mieszkających w miastach. Tam zachodzą najważniejsze procesy gospodarcze, tam znajdują się centra finansowe, a co ważniejsze, są to miejsca generujące kreatywność. Detroit takie nie było.

Miasta mają przyszłość. Jak pisze Charles Landry w rewelacyjnej publikacji, która powinna znajdować się w podręcznej bibliotece każdego prezydenta czy burmistrza, pt. "Miasto kreatywne": "Świat staje się coraz bardziej miejski, rośnie liczba ludności obszarów i osiedli kwalifikowanych jako miejskie. Największe zmiany dotyczą miast dużych w sensie liczby ludności. Dynamika ich rozwoju jest bez precedensu". Przed Łodzią zatem ogromna szansa jako miasta dużego, ale też szansa drugiej rewitalizacji. Łódź światową stolicą rewitalizacji. Miastem drugiej szansy. Przyjeżdżajcie wszyscy i uczcie się od nas, jak się zmieniać, ożywiać, odżywać. Bo i takie znaczenie ma rewitalizacja. A czym ona nie jest? Z pewnością nie jest remontem budynków, wyrównywaniem chodników i budową nowych jezdni. Dotyczy przede wszystkim ludzi. To mieszkańcom trzeba pomóc się zmienić. Rewitalizacja to procesy społeczne, poprawa jakości życia, zmniejszenie bezrobocia, przestępczości, podniesienie poziomu wykształcenia, kwalifikacji kulturowych. Wreszcie, chodzi też o likwidację barier w rozwoju. Autorzy raportu pt. "Reforma kulturowa 2020, 2030, 2040" wskazują kilka zasadniczych przeszkód w tym aspekcie. Przede wszystkim to brak zaufania, który skutkuje powstaniem zamkniętych sieci społecznych: "Nie ufamy i unikamy kontaktów z tymi, którzy mogą mieć inne gusta, inny światopogląd, kolor skóry czy orientację seksualną. To ogranicza aktywność społeczną, czego dowodem jest awersja do zrzeszania się w nieobligatoryjnych organizacjach" (najniższy wskaźnik mamy w Europie - 0,3, podczas gdy w Szwecji wynosi on 2,6). Dalej prywatyzacja wstydu i dumy. Duma została zablokowana już w pierwszych latach nowego okresu - głównie przez retorykę, która przekonywała, że żadne zwycięstwo i żaden sukces nie są czyste. Autorzy "Reformy kulturowej" wymieniają ponadto: patologiczny indywidualizm, zapracowanie, folwarczny model instytucjonalny, charakteryzujący się opresyjnym kolektywizmem, amoralny familizm powodujący skoncentrowanie na potrzebach rodziny kosztem wspólnoty". Wszystkie wskazane powyżej przeszkody mają charakter kulturowy, dlatego też rewitalizacja, która może być jednym z elementów ich pokonywania, musi być traktowana w ten sam sposób. Rację mają E. Harrison i S. Huntington, że nie wystarczy wdrożenie optymalnego zestawu wymiernych parametrów (prawo, technologia, finanse itp.), aby osiągnąć wysoki poziom rozwoju społecznego i cywilizacyjnego. Jeśli pominie się kulturę, system społeczny nie "zaskoczy". Jeśli w rewitalizację nie włączymy mieszkańców, nie dostosujemy procesów do ich specyfiki, skończy się na odnowieniu murów, które i tak wkrótce zostaną zamazane bazgrołami. Może niektóre z prac przy remontach powinny wykonywać firmy zatrudniające mieszkańców odnawianych ulic (klauzula społeczna w przetargach).

Wreszcie, rewitalizacja to też wyzwania dla samorządu. Nie można dłużej udawać, że samorząd to wspólne rządy wszystkich czy większości mieszkańców. Przeczą temu statystyki uczestnictwa w wyborach samorządowych i innych aktach tzw. współrządzenia. Może, parafrazując słowa laureata Nagrody Nobla Muhammada Yunusa: "Nieważne, czy człowiek zasługuje na kredyt, ale czy bank zasługuje na człowieka", należy zadać pytanie: czy miasto zasługuje na mieszkańca? Trzeba skończyć z samorządem miasta pojmowanym jako firma, która zarządza jego majątkiem i której się płaci za załatwianie potrzeb obywateli. Nadszedł koniec myślenia, że mieszkańcy kupują usługi od zarządu miasta. Rację mają prof. Hausner i Zmyślony, autorzy opracowania "Firma jako idea": "Nie wystarczy już sprzedawać produkty, ważna jest idea, która nie musi mieć żadnego uzasadnienia ekonomicznego, np. jajka z ekologicznych ferm". A więc jaki samorząd? Odpowiedź wydaje się oczywista. Zrewitalizowany samorząd to taki, który charakteryzuje się kulturą dialogu w miejsce monologu, prawdą w miejsce reklamy, szczerością w miejsce PR, kulturą pomocniczości, a nie represji i kontroli. Niech wreszcie wizyta w urzędzie przestanie się kojarzyć z udręką, stresem i obcowaniem z urzędnikami, dla których ważniejsze jest, czy w zaświadczeniu skreślono odpowiednie rubryki niż pomoc w załatwieniu problemu obywatela.

Teraz czas na ostrzeżenie. Prof. Janusz Czapiński, autor "Diagnozy społecznej", wskazuje na niezwykle ciekawą tendencję. Otóż w miastach, które intensywnie inwestują tylko w infrastrukturę, systematycznie spada wskaźnik zadowolenia mieszkańców. Czas zatem na działania pozainwestycyjne, które zmienią tę tendencję. Inwestycje infrastrukturalne nie są już traktowane przez obywateli jako najważniejsze dla poprawy jakości ich życia. Potrzeba innych mechanizmów. Bez wątpienia odpowiedzią mogą być działania w obszarze kultury.

Wróćmy jeszcze do Charlesa Landryego i motta jego publikacji: "Podstawowym zasobem miast są ich mieszkańcy. Ludzka inteligencja, pragnienia, motywacje, wyobraźnia i kreatywność stają się ważniejsze od lokalizacji, bogactw naturalnych i dostępu do rynku. O przyszłym sukcesie miasta zdecyduje kreatywność jego mieszkańców i władz".

Rewitalizując, pamiętajmy przede wszystkim o ludziach, nie zaś o infrastrukturze, bo jak twierdzi prof. Kozak: chodnik czy ściana z betonu jeszcze niczego nie wymyśliły.

Jeśli pominie się kulturę, system społeczny nie "zaskoczy". Jeśli w rewitalizację nie włączymy mieszkańców, nie dostosujemy procesów do ich specyfiki, skończy się na odnowieniu murów, które i tak wkrótce zostaną zamazane bazgrołami

@RY1@i02/2015/136/i02.2015.136.00000120a.804.jpg@RY2@

Krzysztof Dudek

dyrektor Narodowego Centrum Kultury

@RY1@i02/2015/136/i02.2015.136.00000120a.805.jpg@RY2@

Marek Cieślak

wiceprezydent miasta Łodzi

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.