Miasta będą musiały zapanować nad dronami
Lada chwila wejdzie w życie nowelizacja rozporządzenia, które reguluje ruch bezzałogowych statków powietrznych. Ma ona ułatwić korzystanie z tych urządzeń zarówno przez instytucje publiczne, jak i podmioty komercyjne. W przypadku dronów znajdujących się w zasięgu wzroku operatora nie będzie już konieczności występowania do prezesa Urzędu Lotnictwa Cywilnego za każdym razem, gdy chce się podlecieć nim do budynku czy komina. Pod pewnymi warunkami możliwe też będzie wykonywanie lotów poza zasięgiem widoczności wzrokowej operatora. I to też jest dla samorządów korzystne – będą mogły np. szybko ocenić sytuację na palącym się wysypisku. Ale jest to również dla nich wyzwanie, bo gdy za jakiś czas takie autonomiczne drony zaczną na szeroką skalę pracować dla biznesu, konieczne będzie wskazanie, gdzie latać nie mogą. ULC w tym zakresie przewiduje współpracę z władzami miast, bo one najlepiej znają swój teren i mogą ustalić strefy dla dronów zamknięte. A chodzić może – jak mówi nam prof. Izabela Mironowicz z Politechniki Gdańskiej – np. o elektrownie, linie wysokiego napięcia czy obiekty transformatorowe. Bo w przypadku lotu dronów nad tymi obiektami może się zdarzyć pożar albo zakłócenie pracy urządzeń sterujących. © ℗ C2–3
bł
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu